niedziela, 3 grudnia 2017

#4

Dziewczyna była zaskoczona.
- D... Diana - odpowiedziała w końcu i wstała.
Mężczyzna uśmiechał się cały czas, lecz w jego oczach było coś niebezpiecznego.
- Wybacz mi moje wcześniejsze zachowanie. - Skłonił się teatralnie. - Taki odruch.
- No to jest niezły, skoro widzisz osobę pierwszy raz i już ją dusisz - rzekła bez zastanowienia. Uświadomiwszy sobie, co powiedziała, zakryła ręką usta i się lekko przestraszyła. Beliar tylko się zaśmiał. Podszedł do przewalonego drzewa i usiadł na nim.
- Opowiedz mi Diano swoją historię. - Założył nogę na nogę i oparł podbródek na dłoni.
Dziewczyna się zawahała. Nadal nie wiedziała z kim ma do czynienia. Ponad to sama dokładnie nie miała pojęcia, co by miała powiedzieć.
- Czemu miałabym to robić? Nawet cię nie znam - rzekła, czując, że igra z ogniem. Jakim w ogóle cudem była w stanie tak rozmawiać z nieznajomym? Sama się sobie dziwiła.
- Ha ha ha! Masz rację, powinienem pierwszy coś o sobie powiedzieć. - Podparł się rękoma z tyłu. - Jak już mówiłem, jestem Beliar, jeden z czterech władców Piekła, teraz także twojego nowego domu i pozwalam ci być ze mną na "ty".
Dianę zatkało, tylko nie wiedziała co bardziej. Czy fakt, że ten mężczyzna jest diabłem, czy to, że powiedział, że od teraz ona należy do istot z podziemia.
- Zaraz... Co? - wykrztusiła z siebie po chwili milczenia. - Czyli wiesz czym jestem?
Białowłosy kiwnął twierdząco głową ze złośliwym uśmiechem.
- I to co do procenta, ale wiesz... Informacja za informację.
Blondynka zawahała się, lecz ciekawość była silniejsza.
- Zgoda, opowiem ci.
Zaczęła mówić pobieżnie, co się wydarzyło przez ostatni miesiąc. Nie raz przerywał jej śmiech diabła. Opowiedziała o spotkaniu między nią a Ashimaru i ich przypadkowym kontrakcie, następnie obozie, aniele, aż doszła do momentu, w którym wracała ze szkoły.
- Następnie obudziłam się w płomieniach i uciekłam. Nie wiem co się dzieje. Nagle jestem... czymś. - Machnęła rękami. - Teraz powiedz mi czym.
- Ujmę to mniej szczegółowo. Jesteś mieszanką. Masz w sobie krew czarownicy, wilkołaka, wampira oraz demona. To ostatnie dominuje nad pozostałymi. Natomiast co do twojej części ludzkiej, to ona powoli zanika, ponieważ już raz zginęłaś.
Diana wytrzeszczyła oczy.
- Chcesz mi wmówić, że przeżyłam własną śmierć?
- W sumie... to tak, właśnie tak zrobiłaś.
Dziewczyna usiadła na drzewie. Była w szoku. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
- Czyli... chwila. To znaczy, że mam cechy wszystkich tych ras? W pełnię zmienię się w jakiegoś psa, czy jak?
- Nie - rzekł z lekkim uśmiechem. - Wydaje mi się, że jedne cechy blokują inne, ale nie jestem pewien - westchnął. - Zawsze możemy to sprawdzić.
Dziewczyna spojrzała się na niego podejrzliwie.
- Co proponujesz?
Beliar wstał i stanął na przeciwko niej.
- Chodź ze mną, a nauczę cię wszystkiego, co może ci się przydać. Porzuć to życie i zacznij nowe.
- To znaczy, że mam wszystko rzucić? Rodzinę, szkołę...
- Tak - przerwał jej krótko diabeł.
Diana nie wiedziała co myśleć. Musiała dać odpowiedź, ale nie potrafiła tak po prostu podjąć decyzji.
- Potrzebuję czasu do namysłu - stwierdziła po krótkiej chwili milczenia.
- Dam ci trzy dni. O tej samej porze, tutaj - powiedział normalnie, po czym zaczął odchodzić. Nagle się zatrzymał.
- A! Byłbym zapomniał. - Odwrócił się do niej. - Mam kontakty w Piekle i informacje na temat Ashimaru.
Dianie serce mocniej zabiło. Czyli on żyje? Spojrzała na rozmówcę z wyraźnym zainteresowaniem.
- Podobno wrócił na dół i był wielki rozgłos, że miał właściciela, którego zabił. Podobno był szczęśliwy, że wreszcie jest wolny i pozbył się utrapienia.
- Niemożliwe - powiedziała pewna siebie dziewczyna, lecz z każdą sekundą zaczynała w to wątpić.
- Ha ha! Uważaj jak chcesz, mówię ci to, co usłyszałem. Chyba się do niego nie przywiązałaś? - spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem i ze złośliwym uśmiechem. - On się cały czas tobą bawił, to demon. W końcu zawarłaś z nim kontrakt, wbrew jego woli, wysługiwałaś się nim i byłaś dla niego ciężarem. Używał też na tobie swoich mocy manipulacji i tylko myślałaś, że czegoś chcesz, co było mu na rękę. To urodzony kłamca.
Z każdym jego kolejnym słowem blondynka czuła się coraz gorzej. Złapała się za głowę, nie wierząc w to, co słyszy. Nigdy o tym nie pomyślała, a wydaje się to być nierealne, tak nierealne, że może być prawdą.
- Myślisz, że dlaczego sam uciekł, a ty obudziłaś się w płomieniach? Sam je stworzył i zostawił cię na pastwę śmierci - mówił poważnie, lecz także z lekką kpiną i ironią.
- Dość! - krzyknęła Diana. Wszystkie jej myśli latały. Głowa pękała od napływu informacji i zmiany poglądów. Jednak Beliar nie dawał za wygraną.
- Czyżbyś zapomniała o najważniejszej zasadzie? - zapytał głębokim głosem. Nagle pojawił się za nią i nachylił się nad jej uchem.
- Nigdy nie ufaj demonowi - wyszeptał z diabelskim uśmiechem, po czym zniknął. Teraz słychać było tylko szum wiatru i liści.
Dziewczyna została sama z szokiem i niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Nigdy nie pomyślała, że to może tak wyglądać. Co ona sobie myślała? Że po miesiącu znajomości zbliżą się do siebie? Że zaprzyjaźni się z... demonem? Że od tak on będzie na każde jej skinienie?
Musiała to wszystko przemyśleć. Dodatkowo jeszcze propozycja diabła, żeby porzuciła swoje dotychczasowe życie. Miała trzy dni i wciągu nich chciała wszystko sobie wyjaśnić i zdecydować, co chce dalej robić.
Wstała nadal pełna najróżniejszych uczuć i ruszyła na rowerze do domu. Z tej wycieczki dowiedziała się wielu rzeczy, głównie znalazła odpowiedź na to, czym jest. Teraz te wszystkie informacje musiała poukładać w głowie.
__________________________________
Hayo~
Zamierzam dokończyć to opowiadanie! Jednak między czasie chcę pisać drugie, pt "Cztery"
 Niestety w tym drugim rozdziały będą rzadziej, ponieważ najpierw chcę skończyć jedno.
Mam nadzieję, że mi się uda!
/~SayoX
(Są błędy? => pisać)

poniedziałek, 27 listopada 2017

Powrót...?

Długo nie pisałam i doskonale o tym wiem, jednak co jaki czas nadal dostaje komentarze i to jest naprawdę miłe. Zawiesiłam już tego bloga ładne miesiące temu, lecz zastanawiam się czy go nie dokończyć, ponieważ nie zostało tego dużo... Jednak nie wiem kiedy, ponieważ muszę w takim razie wszystko od początku przeczytać i sobie przypomnieć.
~SayoX

czwartek, 7 września 2017

Zawieszenie

Zawieszam tego bloga, ponieważ nie mam kompletnie weny. Przez to też, że znów jest szkoła także mam mniej czasu na cokolwiek. Może dokończę tą historię, ale na pewno nie w najbliższym czasie.
Przepraszam was.

SayoX

środa, 9 sierpnia 2017

Notka i coś nowego

Przepraszam, że nie było kolejnego rozdziału i że to też nie jest rozdział, ale skupiałam się na jednym tekście nowego opowiadania na konkurs na stronie sweek.com, pod tytułem "Pierścień Salomona " by SayoX. W ramach rekompensaty wstawiam go też tutaj i jeśli Ci się spodoba, to bardzo bym prosiła o pomoc w tym konkursie, a mianowicie zagłosowaniu/ polajkowaniu tego rozdziału i zaobserwowania!

Opis:
Miałeś kiedyś marzenie, którego nie jesteś w stanie spełnić? A co byś zrobił gdyby było ono jednak możliwe? Przepuściłbyś taką okazję? Tylko czy jesteś w stanie poświęcić samego siebie i bliskie ci osoby?
Bliźniacze rodzeństwo, które otrzymało okazję od losu.
Dwoje dziwnych nieznajomych, którzy zachwycają się światem i elektrycznością.
Jedna gra, w której można wygrać wszystko... lub stracić życie.

A oto co wysłałam na konkurs:
Arek otworzył drzwi i wszedł do domu. Zamknął je i zdjął buty w małym przedpokoju, po czym skręcił w prawo do kuchni, aby odłożyć siatkę z zakupami.
- Wróciłem - poinformował siostrę, będącą w drugim pokoju.
Gdy zaczął wkładać rzeczy do odpowiednich szafek, do pomieszczenia weszła szczupła blondynka. Spojrzała na bliźniaka, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
Mieli dokładnie takie same, średniej wielkości, zielone oczy i lekko zadarte nosy. Usta chłopaka były trochę węższe, a dziewczyny pełniejsze. Włosy też się lekko różniły kolorem, brat miał o jeden odcień ciemniejsze i zaczesane trochę do góry, a siostra sięgające do ramion, lekko podkręcone na końcach.
- Co dziś na obiad? - zapytała radośnie Laila.
- Spaghetti - odpowiedział Arek, nie przerywając czynności, jaką było szykowne posiłku.
- A mogę ci pomóc? - zadała pytanie słodko trzepocząc rzęsami.
- Nie - rzucił szybko i bezemocjonalnie brat.
Dziewczyna się naburmuszyła.
- Dlaczego?
Arek westchnął i odwrócił się w kierunku siostry.
- Ostatnim razem, gdy zgodziłem się na twoją pomoc, to piecząc frytki oparzyłaś się, nie mówiąc już o tym, że ich nie dopilnowałaś i połowa się spaliła.
- Oj tam... - jęknęła blondynka. - Więcej już nie zasnę, gdy będę musiała czegoś przypilnować.
- Jeszcze poprzednim razem - kontynuował, wytykając jej błędy - miałaś tylko zwrócić uwagę na gotujące się ziemniaki. Naprawdę nie wiem jak, ale gdy przyszedłem były one spalone na czarno.
- No bo... - zaczęła się usprawiedliwiać zakłopotana dziewczyna. - Zaczytałam się i cała woda wykipiała, przec co ziemniaki się... przypiekły. Ale to tylko dwa razy! Tym razem nic nie zepsuję! - dokończyła pewna siebie.
- Jeszcze poprzednim razem spaliłaś deskę do krojenia i tego to już naprawdę nie rozumiem jakim cudem - powiedział z wyrzutem i spojrzał jej prosto w oczy. Ta jednak uniknęła jego wzroku i dobita słowami brata, sztucznie się zdenerwowała.
- Wcale jej nie spaliłam! Tylko... lekko się ogrzała od patelni, gdy robiłam naleśniki...
Arek przyłożył rękę do twarzy.
- Ciekaw jestem po co ci była deska do krojenia przy robieniu naleśników.
- Oj tam, czepiasz się - rzekła krzyżując ręce na piersiach. Wiedziała, że to co on mówi jest prawdą i w kuchni była jak słoń w składzie porcelany, ale chciała jak najwięcej pomagać bratu.
Odkąd zamieszkali sami on robił praktycznie wszystko: gotował, chodził do sklepu, zajmował się wszelakimi opłatami, sprzątał, myślał praktycznie o wszystkim, a do tego był bardzo odpowiedzialny i dojrzały. Ona taka nie potrafiła być. Dla niej zawsze liczyła się chwila i nie myślała za dużo o przyszłości. Żyła bardziej w swoim świecie i świecie książek. Chciała pomagać w domu, ale mimo jej starań nie potrafiła dobrze wykonać najprostrzych czynności.
- Dlatego idź do pokoju, a ja cię zawołam jak obiad będzie gotowy - poinformował łagodnie i wrócił do pracy.
Dziewczyna lekko naburmuszona stała jeszcze w miejscu, a gdy zrobiła jeden krok w kierunku drzwi zapytała z nutą nadzieji:
- A kupiłeś mi coś słodkiego?
Arek nic nie odpowiedział i zachowywał się tak jakby nie usłyszał pytania. Laila trochę posmutniała i odwróciła się. W progu drzwi poczuła, że brat rzucił czymś w jej plecy. Podniosła z podłogi baton czekoladowy i szeroko się uśmiechnęła.
- Dziękuję - powiedziała szczęśliwa i poszła do pokoju naprzeciwko.
Dopiero gdy wyszła z kuchni kąciki ust blondyna poszły w górę. Kochał jej uśmiech. W przeszłości nie za częto tak się radośnie szczerzyła. Gdy byli małymi dziećmi, wszystko było dobrze, dopóki nie skończyli szkoły podstawowej. Wtedy ich rodzice nagle zaczęli się coraz częściej kłócić. Ojciec zaczął wychodzić z domu, a matka zaczęła być pod wpływem alkoholu. Dzieci przestały ich obchodzić. Zdarzało się nawet, że rodzice zapomnali o ich urodzinach. W gimnazjum Arek i Laila nie potrafili zintegrować się z nowymi osobami. Trzymali się na uboczu, tylko ze sobą, a jak wracali do domu to zawsze witały ich pretensje od matki i brak zainteresowania ze strony ojca. Ciągłe awantury i stres spowodowały, że rodzeństwo nie miało dobrych wyników na egzaminie gimnazjalnym i dostało się do liceum, w którym większość uczniów olewała naukę.
Gdy bliźniaki miały szesnaście lat, rodzice zadecydowali o tym, że wezmą rozwód, jednak żadne z nich nie chciało wziąć dzieci pod opiekę, więc ojciec zadecydował, że kupi im małe, trzypokojowe mieszkanie i będzie co jakiś czas wysyłać pieniądze.
Od tamtej pory minął już rok. Arek zaczął myśleć, że niedługo zaczyna się drugi rok szkolny w ich liceum i trzeba będzie kupić nowe podręczniki. Odcedził makaron i sprawdził czy sos już się ugotował, a gdy wszystko było przyszykowane zawołał swoją siostrę na obiad.
- Myślałaś nad tym, co chcesz jutro robić? - zapytał przy stole.
- Nie - odpowiedziała Laila jedząc kolejną porcję spaghetti.
Jutro zaczyna się druga połowa wakacji, a ten dzień to także ich urodziny.
- Bo mam pewien pomysł - powiedział Arek odkładając talerz do umywalki, po czym wrócił na swoje miejsce i kontynuował. - Możemy pójść do kina, a później w ramach obiadu na pizze.
Dziewczyna słysząc to ostatnie słowo podniosła świecące się oczy z nad talerza, razem z pełnymi policzkami niczym chomik. Arek widząc to się zaśmiał. Laila przełknęła to co miała w buzi i z entuzjazmem się zgodziła.
- Dobra, to jak zjesz to umyj naczynia i spróbuj nic przy tym nie potłuc. - Wyszedł rozbawiony do drugiego pokoju, aby odpocząć po posiłku.

***

-Jej! - krzyknęła kobieta. - Nareszcie tu jesteśmy!
- Zachowuj się Asmoday - rzekł ze znudzeniem mężczyzna. - Jest trzecia w nocy. Nie drzyj się jak jakiś pijak.
Ta spiorunowała go wzrokiem.
- Przepraszam bardzo Kajm, ale przypomnij mi, dlaczego się spóźniliśmy aż trzy godziny? - zapytała prowokująco.
Usta mężczyzny utworzyły wąską linię, a ręce zacisnęły się w pięść, jednak on sam nic nie powiedział.
- "Poczekaj Asmoday! W co mam się ubrać? " - zaczęła go przedrzeźniać, machając przy tym rzęsami i składając ręce w geście prośby.
Czerwonowłosy nie wytrzymał i wytoczył atak ręką w stronę kobiety, ale jej nie trafił, gdyż uskoczyła nienaturalnie wysoko i zwinnie oraz z zadziornym uśmiechem wylądowała pięć metrów dalej.
- Nie moja wina, że nie wiem jaki teraz panuje styl na tym świecie. Po prostu już chodźmy - powiedział zirytowany i poszedł w stronę klatki schodowej. Swoim długim i ostro zakończonym, czarnym paznokciem przejechał po zamku, a ten zaświecił się chwilę na niebiesko i drzwi były otwarte.
- Jedyne czego ci zazdroszczę to twoich pazurów - rzekła dąsająca się Asmoday.
- To na pewno nie jedyna rzecz - rzekł zawadiacko i wszedł do budynku.
Kobieta nic nie powiedziała tylko lekko wkurzona weszła za nim. Klatka schodowa była pogrążona w ciemności, jednak to gościom nie przeszkadzało.
- Jak myślisz, które to może być mieszkanie? - zapytał.
- Aura przywoływaczy jest z tego budynku, ale wydaje mi się, że czuję ją bardziej po prawej stronie.
- Też tak myślę, ale nie chce mi się wchodzić do każdego mieszkania.
- To jak inaczej chcesz się upewnić? - zapytała ze zniecierpliwieniem.
Kajm podszedł do pierwszych drzwi i przytknął do nich ucho, po czym zamknął oczy. Asmoday stała przy nim tupając cicho nogą.
Po dziesięciu sekundach, które wydawały się być minutami, mężczyzna się wyprostował .
- I? - zapytała znudzona kobieta.
- Tam jest tylko jedna osoba, czyli na pewno to nie tutaj - odpowiedział idąc na górę. Doszli na pierwsze piętro i czerwonowłosy powtórzył czynność. Po chwili znów stanął normalnie i bez słowa przejechał palcem po zamku do drzwi. Uciszył gestem dłoni otwierającą już usta Asmoday, a ta powstrzymana nic nie powiedziała i cicho weszła za nim do środka.
Znaleźli się w malutkim przedpokoju, w którym ledwo mieściły się dwie osoby. Na końcu było widać drzwi z niewyraźną szybą,  najprawdopodobniej prowadzące do łazienki. Od wejścia po prawej stronie, przez łuk przechodziło się do prostej kuchni, która mieściła też mały stolik i cztery krzesła. Przez okno wpadły promienie księżyca, które odbijały się od białych kafelków na ścianie i bezwzorkowej posadzki.
Po lewej stronie były zamknięte, ciemnobrązowe drzwi. Kajm nacisnął cicho klamkę i wszedł lekko pochylony do środka, a za nim Asmoday.
Pokój, w którym się znaleźli, był większy od kuchni. Ściany były pomalowane na bladopomarańczowy kolor. Jedyne światło będące w pokoju to promienie lamp ulicznych, przedostające się przez duże okno. Na drewnianej podłodze leżał czerwony dywan z białymi wzorami, a na nim był niski stolik. Po prawej stronie, za drzwiami stało biurko, na ktorym leżał laptop. Po lewej znajdowała się kanapa, a przy ścianie naprzeciwko była komoda, a na niej telewizor. W wolnych miejscach stały regały, wypełnione rozmaitymi książkami. W dwóch górnych rogach pokoju były łóżka, na których kołdra podnosiła się i opadała powoli.
Kajm oparł się o ścianę przy drzwiach i włożył ręce do kieszeni. Popatrzył się obojętnie na dwójkę nastolatków.
- No to ich znaleźliśmy - rzekła wzdychając Asmoday. - Z tego co widzę to ja biorę chłopaka, a ty będziesz posłuszny dziewczynce.
- Tia... - odparł z przekąsem.
Kobieta podeszła do łóżka po prawej stronie i kucnęła przy twarzy blondyna.
- Hallo... - powiedziała cicho, przeciągając ostatnią głoskę i jednocześnie tykając wskazującym palcem policzek Arka. Ten jednak tylko mlasnął przez sen i odwrócił głowę. - Śpiąca królewno, wstawaj.
- Tak to nigdy ich nie obudzisz - zaczął marudzić Kajm. - Jesteś w tym za delikatna.
Asmoday się naburmuszyła i nie wstając zwróciła głowę ku towarzyszu.
- A co, może powinnam przewracać łóżka w pion, tak jak ty to zazwyczaj robisz?
- Mów co chcesz. - Wzruszył ramionami. - Przynajmniej mój sposób jest skuteczny.
Kobieta prychnęła i zaczęła już mniej delikatnie szarpać chłopaka za ramię.
- Laila, czego chcesz - powiedział kompletnie zaspany blondyn, a gdy przechylił głowę i zmróżył oczy, zaczął się wpatrywać w osobę, która go zbudziła. Po paru sekundach mrugania ciągle zaspanych oczu, poderwał się gwałtownie i przyległ przestraszony do ściany. Serce zaczęło mu łomotać, a ciało chciało się znaleźć jak najdalej od obcej osoby. Po omacku, jedną ręką zapalił nocną lampkę, po czym spojrzał kim był intruz.
Kobieta wyglądała jakby miała około dwudziestu lat. Miała bladobłękitną skórę, duże, intensywnie fioletowe oczy z nutkami niebieskiego koloru, pełne, lekko różowe usta i długie, gęste, falujące, granatowe włosy. Na na jej ciele znajdowała się zwiewna, biała sukienka, która podkreślała jej obfity biust.
- O, obudził się - oznajmiła i wstała, po czym odwróciła się do towarzysza z beztroskim uśmiechem. Dopiero gdy szła, Arek zobaczył, że dziewczyna ma może z metr dziewięćdziesiąt wzrostu i nie była tylko wysoka, ale ogólnie większa niż przeciętna kobieta.
Druga osoba miała około dwóch metrów, jak nie więcej.
Chłopak był zszokowany i przerażony obecnością kompletnie nieznanych osób w środku nocy. Gdy w końcu udało mu się oprzytomnieć, że to nie sen, niemalże krzyknął:
- Kim jesteście???
- Spokojnie - rzekła łagodnie nieznajoma, cofając się pod drzwi.
W tym momencie drugie łóżko zaszeleściło, a w nim niedbale usiadła blondynka.
- Arek? - powiedziała kompletnie zaspana i lekko zirytowana, przecierając wciąż zamknięte oczy. - Czemu tak się wydzierasz? - dodała, po czym z lekko otwartymi powiekami zaczęła się wpatrywać w osobę przed nią.
Był to mężczyzna z czerwonymi, niemalże rubinowymi włosami, które miały średnią długość i rozchodziły się we wszystkie strony, jedynie na czole szły do góry. W blasku lampki migotał w uchu srebrny kolczyk. Na szarej skórze znajdowała się biała bluzka bez rękawów, na którą była zarzucona czarna, skórzana kurtka. Również tego koloru były spodnie. Usta były wąskie i podkreślały ostre rysy twarzy. Mając ręce skrzyżowanie na piersi, swoimi jarzącymi się pomarańczą z przebłyskami czerwieni oczami bezuczuciowo wpatrywał się w dziewczynę.
Ta przez dobre parę sekund w ciszy  miała skierowany wzrok na postać, kompletnie nie wiedząc co się dzieje po gwałtownej pobudce. Po chwili, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest sen a ona siedzi w łóżku w piżamie, gdy jakiś obcy koleś jest u niej w domu, pisnęła i przykryła pół twarzy kołdrą, nie spuszczając oczu z intruza.
- Spokojnie, nie zrobimy wam krzywdy, chcemy... - zaczął mówić czerwonowłosy, unosząc przy tym ręce w geście obronnym, ale ruchem łopatki włączył światło. Szczerze zdziwiony popatrzył się na mały kwadracik na ścianie, który sprawił jasność w pokoju, na co oślepieni nastolatkowie zasłonili oczy ręką. - ... pogadać.
Arek nie wiedział co ma robić. Całe jego ciało krzyczało o niebezpieczeństwe, w końcu nie codziennie ktoś nachodzi go w środku nocy, włamując się do mieszkania. Chciał jak najszybciej wyrzucić obcych za drzwi. Spojrzał na swoją siostrę, z którą złapał kontakt wzrokowy. Ta lekko skinęła głową, na znak, że zgadza się na rozmowę. Na ten gest Arek poczuł wzbierającą się w nim złość. Zastanawiał się czy jego siostra oszalała tak poprostu akceptując propozycję intruzów.
Laila oczywiście, że się bała i była przerażona tak samo jak brat, ale w przeciwieństwie do niego kierowała nią ciekawość. Chciała wiedzieć kim są obce osoby, a skoro chcą porozmawiać i zapewniali, że nie zrobią im krzywdy, nie widziała przeszkód by się nie zgodzić.
Blondyn jeszcze raz spojrzał na włamywaczy i ocenił jakie są szanse, gdyby chciał ich siłą wrzucić z domu. Doszedł do wniosku, że najbezpieczniej będzie sprawdzić co sprowadziło do ich domu obcą parę ludzi.
- Dobrze, możemy pogadać - powiedział z niepokojem lecz także pewnością siebie chłopak, siadając na skraju łóżka.
Kajm usiadł na kanapie a w jego ślady poszła Asmoday.
- Od czego by tu zacząć... - zaczął się cicho zastanawiać.
- Może od początku? - zapytała zwyczajnie kobieta, na co czerwonowłosy tylko na nią popatrzył i wrócił do szybkiego myślenia jak odpowiednio ubrać słowa.
- Kojarzycie Salomona? - zapytał się dwójki rodzeństwa, a gdy ci lekko pokręcili głowami kontynuował. - To był człowiek, który żył długo przed obecną erą. Dokładnie co do dnia, trzy tysiące lat temu, gdy miał siedemnaście lat, otrzymał od Boga niespotykaną mądrość oraz pierścień, dzięki któremu podporządkował sobie  siedemdziesiąt dwa dżiny.
- Dżiny?  - przerwał mu Arek. - Takie co spełniają życzenia? Koleś musiał być na niezłym haju - zadrwił blondyn, a strach i poczucie niebezpieczeństwa minęło. Jego siostra w milczeniu słuchała opowieści i myślała, że obca osoba mówi prawdę. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że on nie kłamie. Może naczytała się za dużo książek?
- One nie spełniały życzeń od tak. Zawsze musiało być coś w zamian, jednak Salomon sprawił, że te istoty nie otrzymywały nic, a wypełniały jego rozkazy - kontynuował spokojnie mężczyzna. - Co tysiąc lat, grupa jego potomków, ma możliwość odnalezienia owego pierścienia. Zwycięsca będzie mógł spełnić jedno życzenie, jakiekolwiek ono by nie było, oraz posiądzie władzę nad tamtymi bytami do końca swoich dni.
- Chwila - powiedział lekko zdezorientowany blondyn. - Jaki zwycięsca? Czego?
- Co tysiąc lat są rozgrywane swego rodzaju zawody. Każdy uczestnik, czyli potomek, który ma ukończone siedemnaście lat, zostaje poinformowany, że ma możliwość wzięcia udziału w rywalizacji o pierścień. Nie jest przymusem, aby się zgadzać, a za odmowę nie ma konsekwencji - tłumaczył dalej Kajm, nie spuszczając wzroku z nastolatków. Po ostatnim zdaniu Asmoday się na niego spojrzała zaintrygowana, jednak nic nie powiedziała i również powróciła do obserwacji reakcji słuchaczy. Zauważyła, że chłopak nie do końca wierzy w to co słyszy, natomiast dziewczyna słuchała spokojnie i uważnie z kamiennym wyrazem twarzy.
- Zwykle - mówił dalej czerwonowłosy - w nocy, od razu po nastaniu tego specjalnego dnia, u potomków, stawiają się dżiny, które swego czasu służyły Salomonowi. Wtedy objaśniają całą sytuację, tak jak ja to czynię teraz. - Oparł się o kanapę, wyraźnie już znudzony wyjaśnieniami.
- A jak można zdobyć ten pierścień? - zapytała spokojnie Laila. Brat się tylko na nią dziwnie spojrzał, ale nic nie powiedział.
Kajm zwrócił oczy na Asmoday, aby ta przejęła pałeczkę, co też uczyniła.
- Zbierając wspomnienia. Każda osoba, która zadeklaruje się, że bierze udział w tej rywalizacji, poprzez wzięcie w posiadanie przybyłego do niej dżina, otrzymuje wspomnienie z życia Salomona. Zebranie wszystkich wydarzeń utworzy mapę, którą nie jest łatwo odczytać. Owe fragmenty zbiera się albo zmuszając przeciwnika do powiedzenia " Przekazuję ci moje wspomnienia", albo... - zawahała się i popatrzyła na towarzysza. Ten opierając łokcie na nogach, a twarz podtrzymywaną przez splecione ze sobą dłonie, łapiąc jej wzrok kiwnął lekko głową. - Albo zabijając drugiego potomka i wtedy automatycznie zostaną one przekazane - dokończyła, z powrotem patrząc na twarze rodzeństwa, na których po tym zdaniu wymalowały się szok i strach.
W pokoju nastąpiła chwila ciszy. Siostra nie wątpiła w żadne ich słowo, chociaż to przeczyło logice. Teraz wpatrzona była w kołdrę. Nie mogła jednak uwierzyć, że jednym ze sposobów na wzięcie czyichś wspomnień jest śmierć. Ale dlaczego ona o tym myślała?  Przecież zawsze może się nie zgodzić. Jednak... było coś czego pragnęła przez całe życie i jedyny sposób, aby to osiągnąć było życzenie, które mogło zostać spełnione za pomocą pierścienia.
Brat też myślał nad zaistniałą sytuacją. Domyślił się, że jego siostra uwierzyła w to, co usłyszała, jednak on nie potrafił. Jego rozsądek przeczył wszystkiemu co zostało wypowiedziane z ust tych dwóch, dziwnych osób, ale patrząc na ich niecodzienny wygląd oraz że wyglądają na śmiertelnie poważnych, chłopak coraz bardziej się przekonywał, że wszystko co usłyszał to prawda. Nawet coś wewnątrz zmuszało go do zaakceptowania nowych faktów. On i jego siostra od tej nocy mają ukończone siedemnaście lat, a do tego dziś pojawiły się dwa nietypowe osobniki, co znaczyło, że są jednymi z potomków Salomona, którzy mają okazję spełnić swoje największe marzenie, a także otrzymać władzę nad grupą nadnaturalnych istot. Taka szansa nie trafia się każdemu i chłopak dobrze o tym wiedział, ale to wszytsko wydawało mu się nierealne i nadzwyczajne. Jednak coś go zaniepokoiło.
- Czy jak poddamy się i powiemy to zdanie... - zaczął niepewnie przerywając dłuższą chwilę ciszy - to przekazujemy tylko ten dany fragment, czy tracimy wszystkie nasze wspomnienia?
- Tego nie umiem powiedzieć - odparła spokojnie Asmoday. - Czasami było tak, że osoba przekazała tylko jedną część obrazów z przeszłości, ale zdarzało się także, że uczestnik nie pamiętał twarzy rodziców, a nawet własnego imienia.
Nastała kolejna minuta ciszy. Brat spojrzał na siostrę, jednak ta nic nie pokazała, co według niej mają zrobić.
- Proponuję, żebyśmy poszli teraz spać, a jutro przemyślimy to na spokojnie - powiedział, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Lailą, a zyskując jej nieme poparcie, odwrócił głowę ku gościom. - Do kiedy mamy się zadeklarować?
- Macie czas do jutra, do północy - odparł czerwonowłosy, po czym wstał razem z kobietą. - Gdybyście się zdecydowali wcześniej możecie nas przywołać, używając naszych imion. Ja jestem Kajm, a to jest Asmoday. Moim przywoływaczem jesteś ty. - Tu spojrzał się na blondynkę, której brwi poszły w górę. - To znaczy, że tylko ty mnie możesz wezwać.
- Czyli ja mogę zawołać Asmo... - zaczął chłopak, ale przyciszył głos, niepewny jakie imię miała kobieta.
- Asmoday - odparła mu granatowowłosa z lekkim uśmiechem i przekroczyła próg drzwi. Wychodzący za nią Kajm jeszcze dodał:
- Szczegóły w jaki sposób będzie się walczyć o wspomnienia wyjaśnimy wam jeśli się zgodzicie. Głównie zastanówcie się, czy jesteście w stanie poświęcić życie za marzenia. - Po czym zamknął drzwi, ale przed tym wyłączył światło.
Gdy rodzeństwo usłyszał dźwięk klamki, automatycznie się lekko uspokoiło. Chłopak położył się i przykrył kołdrą tak, że Laila widziała tylko część jego tyłu głowy.
- Arek? - powiedziała cicho z niepokojem. - Co o tym sądzisz?
- Idź spać, pogadamy jutro - rzekł gasząc lampkę nocną.
Dziewczyna posiedziała jeszcze chwilę po turecku, a następnie położyła się na plecach i przytuliła do kołdry.
Po dziesięciu minutach słyszała wolny i równomierny oddech brata. Była pewna, że już zasnął. Nie rozumiała jakim cudem tak szybko mu się to udało, podczas gdy ona wierciła się z boku na bok, w ogóle nie potrafiąc zamknąć oczu na dłuższą chwilę.
W końcu stwierdziła, że musi iść do łazienki. Wstała po cichu i na paluszkach podeszła pod drzwi. Już miała je otworzyć, gdy nagle usłyszała, że goście jeszcze sobie nie poszli. Zamarła w bezruchu aby podsłuchać osoby będące w kuchni. Mogła zachować się jak grzeczna dziewczynka i wrócić do łóżka, ale to nie był jej styl. Laila była bardzo ciewkawska i żyła we własnym świecie. Zawsze wierzyła, że każdy mowy dzień daje okazję na odmienienie jej życia, między innymi dlatego łatwo było jej uwierzyć w słowa kompletnie nieznanych osób. Nie dając o sobie znać, stała pod drzwiami, skąd doskonale słyszała co się działo w drugim pokoju.
- Asmoday, zostaw to wreszcie i chodźmy stąd - powiedział znudzony Kajm, a jego poziom irytacji wzrastał z każdym razem gdy kobieta zaglądała do wszystkiego, co zobaczyła.
- Wooo! - powiedziała cicho z ekscytacją, z głową w lodówce. - To pudełko daje zimno!
- Zamknij je, bo jeszcze zepsujesz! - syknął zdenerwowany, siedząc na krześle i opierając się na ręce. Granatowowłosa naburmuszyła się jak małe dziecko, ale posłuchała kolegi.
- A właśnie... - zaczęła całkowicie poważnie. Oparła się o blat i splotła ręce na piersiach. - Czemu im nie powiedziałeś jednej rzeczy?
Laila ściągnęła brwi ze zdziwienia. Tym bardziej chciała usłyszeć więcej.
Kajm przez chwilkę nic nie mówił.
- Dobrze wiesz dlaczego - odezwał się spokojnie.
- Mają prawo wiedzieć jak jest.
- I co miałem niby powiedzieć? - zaczął cicho z irytacją. - Że niektóre dżiny to tak naprawdę demony, które zabijają swoich przywoływaczy gdy ci odmówią, a jeszcze inni zanim poinformują o co chodzi??? To każdego odstrasza. Ponad to wtedy nie ma się własnego wyboru, bo jest strach, że można stracić życie nawet próbując je ocalić na początku, a bez własnej determinacji daleko się w tej chorej grze nie zajdzie. - Kobieta uśmiechnęła się z kpiną. - Doskonale wiesz jak to jest nie mieć własnej woli, ale nie mogę zrozumieć tych, co zabijają przywoływaczy nic nie powiedziawszy - mówił dalej już spokojnie.
- A dziwisz im się? - nie wytrzymała Asmoday i mówiła z wściekłością, jednak nadal ściszała głos. Skóra na jej policzku zaczęła pękać, tworząc bardzo ciemne, niebieskie smugi, a białka oczu zalały się czernią. - Już dawno stracili nadzieję na wolność. Przez tysiąc lat tkwimy w jednym, szarym wymiarze, a jak wreszcie mamy możliwość wejścia na ten świat, to musimy usługiwać śmiertelnikom! - Zrobiła wdech by się uspokoić, ale to nie pomogło. Kajm wpatrywał się w nią w milczeniu. - Oczywiście, że mamy szansę odzyskać to co utraciliśmy, naszą wolność, ale to może sprawić tylko zwycięsca, który za sprawą władzy uwolni wszystkie dżiny, ale! - Machnęła rękami, ledwo utrzymując nad sobą kontrolę. - Każdy człowiek jest tak cholernie samolubny, że w życiu nie pomyśli o innych istotach! Za każdym razem, gdy już mieliśmy nadzieję, że osoba będzie inna, okazywało się, że i jej odbijało na punkcie mocy, jaką dawał pierścień! - Zaczęła ciężko oddychać. Po chwili przymknęła oczy, aby się uspokoić. Ślady na jej skórze zniknęły i gdy splotła na powrót ręce, otworzyła znów normalne oczy. - Większość dżinów straciła nadzieję na wyrwanie się z klatek. Tkwimy w innym wymiarze już tysiące lat i nawet tam nie mamy pełnej swobody. Nic dziwnego, że innym przestało zależeć na tej pokręconej rywalizacji - dodała ze smutkiem i zaczęła wpatrywać się przez okno w piękne, nocne niebo.
Nastała chwila ciszy.
Kajm nie był wstanie spojrzeć na Asmoday. Rozumiał doskonale o czym mówiła.
Laila z przerażeniem wpatrywała się przed siebie. To prawda, w ogóle nie pomyślała o tym, co mogą czuć przybysze, ale teraz jak wiedziała, była zszokowana prawdą.
Kobieta przerwała minutę milczenia, a blondynka zaczęła słuchać na nowo.
- Chyba tylko ty jeden w pełni masz wiarę, że kiedyś odzyskamy naszą wolność - rzekła cicho z wielkim bólem.
- To dlaczego tu jesteś? - zapytał smutno czerwonowłosy. - Dlaczego inni też tu są i nie strasząc śmiercią, służą swoim przywoływaczom?
- Bo chcemy jak najdłużej być na tym świecie i patrzeć na otaczające kolory oraz wbrew pozorom piękno! - powiedziała stanowczo, odwracając zapłakane oczy ku rozmówcy. Ten dosyrzegł w nich cierpienie oraz determinację.
Asmoday patrzyła tak przez chwilę w pomarańczowe tęczówki, po czym za pomocą niebieskiego obłoku zniknęła.
Kajm siedział przy stole bezradny. Słowa jego towarzyszki bardzo go dotknęły.
- Mylisz się... Nawet ja potrafię stracić nadzieję - wyszeptał smutno, po czym także rozpłynął się w powietrzu.
Laila stała w bezruchu jeszcze trochę czasu. Ją także poruszyły słowa kobiety. Gdy była już pewna, że nikogo nie ma w kuchni, wróciła bez sałowa do łóżka.
Nad tym, co usłyszała, myślała całą noc. Poczuła się wyrwana ze swojego idealnego świata i chciała pomóc tym istotom, czuła że to jej obowiązek. Ponad to miała swoje marzenie, które bardzo chciała spełnić. Całe życie będąc sama z bratem, bez przyjaciół i kochających rodziców, pragnęła jednego bardziej niż czegokolwiek. Wiedziała, że Arek będzie kompletnie przeciwny tej rywalizacji, ponieważ zawsze stawiał bezpieczeństwo jej i swoje na pierwszym miejscu, ale ona wiedziała czego chce i pragnęła z głębi serca.
Gdy słońce zwiastowało nowy dzień, a wraz z nim siedemnaste urodziny, Laila postanowiła, że jest gotowa zaryzykować własne życie i wziąć udział w grze o pierścień Salomona.

Jeszcze raz przepraszam ;_; i juz się zabieram do pisania, bo trzeba się ogarnąć w końcu X'D A co do tego na górze to może będę kontynuować, ale jak skończę to opowiadanie i proszę o wsparcie w konkursie! Z góry dziękuję <3

niedziela, 16 lipca 2017

#3

Rozdział dedykuję mojemu wiernemu komentatorowi i wszystkim, którzy czytają to na bieżąco  ♡

Białowłosy demon chodził po lesie, poszukując kryjówki niedoszłego zamachowca. Dzięki swoim sługom z Piekła dowiedział się o ataku na Podziemia. Był bardzo zaciekawiony wynikami badań wroga i w jaki sposób udało mu się stworzyć hybrydy tak, że nie wytwarzały one przeciwciał na obce gatunki.
Trop zaprowadził diabła właśnie tutaj, pod spaloną piwnicę. Zamknął czerwone oczy, aby się skupić i dowiedzieć, czy ktoś jest w pobliżu. Gdy nie zarejestrował niczyjej obecności, wszedł do środka przez na wpół przypalone drzwi, do wnętrza betonowej kopuły.
Szedł schodami coraz niżej i niżej, pogrążając się przy tym coraz bardziej w ciemnościach. W końcu gdy jego stopa dotknęła podłogi, do środka nie docierała ani jedna smuga światła. Mimo to mężczyzna wszystko widział, ale niestety nie w kolorach. Widział w odcianiach szarości otaczające go meble, ale jego uwagę przykuły drzwi na końcu korytarza. Gdy je otworzył ujrzał połamane rzeczy, jakieś podpalone odłamki czegoś oraz piach na podłodze.
Zmęczony prawie jednolitym kolorem, pstryknął palcami i nagle pojawiły się cztery płomyki, które poleciały po pomieszczeniu, a następnie jeszcze bardziej rozbłysły, dając przy tym duże światło.
Białowłosy widział teraz dokładnie,  że walające się po podłodze drobinki to tak naprawdę odłamki przypalonego szkła, połamane rzeczy to resztki po starych stołach operacyjnych, a piasek okazał się być popiołem, najprawdopodobniej po jakiś kreaturach i reszcie spalonych obiektów. W powietrzu nadal unosiły się resztki zapachu dymu, który lekko drażnił nos.
Uwagę demona przykuła jedna rzecz, a mianowicie czerwone plamy na dwóch ścianach i na podłodze. Jedna była w kształcie, jakby coś się na pionowej powierzchni roztrzaskało, ale to, co go zaciekawiło to małe stróżki krwi na tej samej ścianie, znikające na podłodze.
Mężczyzna podszedł w tamto miejsce i dotknął ręką dwóch wgłębień, jakby po dużych śrubach. Sądząc po miejscu domyślił się, że  mogły to być kajdany, które dostrzegł niedaleko. Jako jedyne nie zostały skażone przez ogień. Mieniły się w blasku płomieni na srebrno, z przebłyskami błękitu. Łatwo było zgadnąć, że są one zrobione z niebiańskiego metalu.
Rozpryśnięta plama była niemalże czarna, natomiast cienka i mała stóżka krwi miała kolor bordowy, ale odziwo nie była całkowicie sucha. Diabeł kucnął i wziął resztki czerwonej substancji na palec, po czym wsadził go sobie do ust.
Bez wątpienia była to ciecz, pochodząca z żył demona, ale nie to zwróciło jego uwagę. W próbce wyczuł swoją krew, co oznaczało, że cienkie, bordowe linie należą do Ashimaru, demona powstałego z człowieka za pomocą krwi białowłosego.
Mężczyzna wstał i rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu. Nie było tu wiele rzeczy, z których dało by się coś wybadać lub cokolwiek z nimi zrobić. Niepocieszony wyszedł z pokoju, a płomyki, robiące za światło, znikły tak szybko, jak się pojawiły. Przemierzł ciemności jeszcze raz i zaczął iść po schodach w kierunku światła.
Jego twarz przywitały promyki wschodzącego słońca. Ptaki w całym lesie zaczęły śpiewać, jak co rano. Co jakiś czas dało się słyszeć lekki szelest brązowych i czerwonych liści. Wszystko było w odcieniach jesieni, która powoli ustępowała zimie.
Białowłosy zasłonił cieniem ręki oczy przed słońcem. Nie lubił jak go raziło. Gdy odwrócił głowę, dostrzegł jak coś błyska się w trawie, przy wejściu.
Kucnął i zobaczył połowę szklanej strzykawki. W środku znajdowała się kropla czegoś czerwonego. Mężczyzna wziął do ręki szkło i powąchał substancję. Pachniała  nieznanie, nie odpychała, ale też nie przyciągała swoim zapachem. Przetarł palcem po czerwonej plamie i ją spróbował. To była krew, ale bardzo specyficzna. Domyślił się, że jest to zmieszana, szkarłatna ciecz wszystkich gatunków istot nadnaturalnych, ale to, co jego wyostrzony zmysł wychwycił to charakterystyczny smak jego krwi, zmieszanej z człowiekiem.
- Czyli jego krwi też dodał - uśmiechnął się lekko do siebie, mając na myśli Ashimaru. Wszędzie rozpozna krew tego, którego chce zabić.
Pięć lat temu nie zrezygnował z tronu tylko dlatego, że mu się to znudziło bawienie w króla, ale także dlatego, że znalazł sobie nową zabawę, którą do tej pory kontynuuje.
Wyprostował się i zamknął czerwone oczy. Wiatr zawiał, zrzucając z drzew ostatnie liście i przynosząc zapachy z jednego kierunku. Demon wyczuł następne plamy krwi. Zrobił parę kroków w las i odgarniając gałęzie przyjrzał się im. Dzięki swojemu wzrokowi dostrzegł małe, czerwone drobinki.
Idąc ich śladem dotarł do kępy krzaków, które otaczały małą, łysą polankę. Na niej zobaczył czerwoną plamę, a niedaleko porozrzucany przez wiatr cały komplet skąpych ubrań. Obok nich była resztka popiołu.
Białowłosy nie uśmiechał się. Jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć. Patrzył na wszystko uważnie, aby odgadnąć co tu się stało. Od razu rozpoznał, że tutaj musiał umrzeć wampir, a sądząc po ubraniach to była to kobieta, natomiast czerwona i zaschnięta krew na pewno do niej nie należała. Schylił się i urwał liść, na którym jej część się znajdowała. Powąchał, a jego oczy otworzyły się szerzej. Zapach był intrygujący i niezwykle pociagający, a przede wszystkim nowy. Nigdy wcześniej nie miał doczynienia z czymś podobnym. Spróbował tej próbki i mimo wyostrzonego zmysłu smaku nie był wstanie powiedzieć do kogo ona należy. Czuł, że zna odpowiedź, ale nie potrafił jej podać. Musiał by wziąć do ust więcej tej zaskakującej cieczy.
Nagle poranny wiatr zawiał mocniej. Niesforne, białe włosy zaczęły się lekko unosić. Ręka diabła opadła, a on sam wstał i odwrócił głowę w stronę wiejącego powietrza. Zrobił głęboki wdech. Dokładnie ten sam intrygujący zapach, tyle że o wiele bardziej intensywny. Otworzył szerzej oczy, a jego źrenice przybrały pionowy kształt.
W jednej chwili przemierzł oczami odległość około kilometra i zobaczył stojącą w środku lasu, blondwłosą dziewczynę. W ułamku sekundy wrócił wzrokiem do obecnego położenia i pokonał dzielącą go odległość od celu. W tej samej sekundzie złapał nastolatkę od tyłu za ramiona i wbił się nagle wysuniętymi kłami w jej szyję. Zdążył upić tylko jeden, duży łyk, bo dziewczyna nagle sięgnęła rękami za siebie, złapała osobnika i rzuciła nim przed siebie.
Nie miała czasu się zastanawiać jakim cudem jej się to udało oraz jak tak szybko zareagowała, bo owiele bardziej była przestraszona pojawieniem się wroga. Ten jednak nie uderzył plecami o drzewo, tylko obiema nogami odbił się od niego i stanął na ziemi z rękoma w kieszeniach. Uśmiechnięty wytarł kciukiem kącik ust, ubrudzony resztkami krwi, ale ani na chwilę nie spuścił wzroku z przeciwnika. Już doskonale wiedział kim jest ta dziewczyna, a raczej z czego się składa. Widząc strach w jej niebieskich oczach, znalazł się przy niej w ułamku sekundy i chwycił ją za gardło, przyciskając do najbliższego drzewa.
Diana nie wiedziała co ma robić. Zaczęła szamotać nogami, ale te nie sięgały mężczyzny. Dłońmi próbowała odciągnąć jego ręce. Poczuła jak w ściśnietęj szczęce wyrastają jej kły, a palce zmieniają kształt. Przez lekko przymknięte oczy widziała szkarłatne oczy, które były zafascynowane tym, co teraz widziały, oraz wielki uśmiech, odsłaniający lekko czerwone zęby po krwi. Jej krwi.
Przestała próbować ściągnąć ręce przeciwnika ze swojej szyi i zacisnęła dłonie na nich najmocniej jak umiała. Niestety, przez ich szerokość jej ostro zakończone paznokcie nie były w stanie nawet drasnąć skóry białowłosego.
Demon był podekscytowany. Nareszcie znalazł to czego szukał. Być może jego gra wreszcie dobiegnie końca. Znalazł brakujący element do swojego planu.
Nagle poczuł jak z zaciskających się na nim dłoni dziewczyny wydobywa się ciepło, które gwałtownie zwrastało i przypiekło mu skórę. Wtedy puścił blondynkę, która upadła i uderzyła się głową o drzewo, co spowodowało cofnięcie się przemiany.
Spojrzał zdziwiony na swoje ręce, które już zaczęły goić oparzenia. Zaskoczyła go ta umiejętność. Nie spodziewał się, że ona ją przejmie. Podstawową i zarazem najsilniejszą mocą białowłosego był ogień. Biorąc udział w eksperymencie Lewiatan, tę broń przejął Ashimaru, a teraz przez niego trafiła ona do tej dziewczyny.
Diana w tym czasie masowała obolałą szyję, nie spuszczając wzroku z obcego demona. Podkuliła nogi i zaczęła machać rękami w panice, kiedy on zaczął się do niej szybko zbliżać. Przerażona zamknęła oczy i zasloniła się dłońmi, gotowa na kolejny atak, który jednak nie nadszedł.
- Witaj. - Usłyszała niski głos, usmiechniętego złowieszczo mężczyzny. Diana otworzyła oczy i zobaczyła, że białowłosy podaje jej dłoń, aby wstała.
Nie chciała jej złapać, ale przestraszona, a tym bardziej zdezorientowana, nieświadomie ją chwyciła.
- Jestem Beliar.

__________________________________
Dobry dzień!
Dla mnie jest dzień bo jest noc XD Mija ukochana logika...
Okki a tam na serio, chce pisać dalej to opowiadanie, bo tyle rzeczy w życiu zaczynam, ale nigdy ich nie kończę, że mam wyrzuty sumienia, że nic nie robię. Cały pomysł i plan mam gotowy, tylko czasem chce ci brak, jak zawsze w moim przypadku do wszystkiego ._. Jednak staram się ogarnąć i pisać!
I oto pojawił się nowy bohater! Co on takiego planuje?
Co się stanie dalej? Czy już każdy wie czym jest Diana? Bo chyba tak, a jak nie to szczegółowo wszystko będzie w następnym rozdziale!
/~Sayox (NekoNestee)

piątek, 23 czerwca 2017

#2

Dziewczyna wyrwała się z transu, gdy trzymane ciało rozpadło się na małe, szare drobinki. Na ziemię poleciało samo ubranie.
Diana była w szoku. Co właśnie zrobiła? Co się właśnie stało?  Pamięta tylko cudowną woń i słodki smak krwi. Jej serce biło zestresowane szybciej, a wzrok nadal był utkwiony w bluzce ofiary. Jedyny dźwięk, jaki dało się słyszeć, to szum liści brzóz i co jakiś czas ćwierkanie ptaków. Kolorowe niebo było coraz bardziej pokrywane przez granat.
Diana nadal stała jak zamrożona. Jej ciało wysyłało impulsy, że powinna stąd iść, ogarnąć się. Nie myśląc zaczęła cofać się i wyszła z polanki.
Ocknęła się parę metrów dalej. Miała w głowie istny mętlik, ale jej ciało było nienaturalnie spokojne. Nie myśl o tym. Później to zrobisz, mówiła do siebie. Teraz zależało jej, aby znaleźć się jak najszybciej w domu. Tylko jak? Zasięgu tutaj nie było i była sama w środku lasu. Właśnie... sama. Odgoniła te myśli. Skupiła się na powrocie.
Zaczęła szukać większej, udeptanej ścieżki. W końcu po dwudziestu minutach udało się jej. Rozejrzała się, bo nie wiedziała, w którą stronę ma iść. Obydwa kierunki prowadziły dalej w las, ale któryś musiał prowadzić do normalnej drogi, nie? Tylko który?
Zmrużyła oczy, wpatrując się w jedną ze stron. Może coś dostrzeże, co pomoże jej podjąć decyzję?
Nagle, w ułamku sekundy, jej wzrok jakby wyprzedził ciało. Poleciał według ścieżki, co jakiś czas skręcając, aż wreszcie zatrzymał się i w niedalekiej odległości było widać asfalt i przejeżdżający, srebrny samochód. Obraz na bokach był rozmyty, a po środku był jakby patrzyło się przez lornetkę.
Diana była zdezorientowana. Nic nie rozumiała. Co to było? Nie była tym przerażona. Widziała przed chwilą, że ma czarne oczy, kły i jakieś widły zamiast palców. Jej zmęczony natłokiem wydarzeń umysł przestał się bać i tylko zaczął przyswajać nowe informacje.
Bez zastanowienia ruszyła w stronę asfaltu.
Droga okazała się dłuższa niż pokazał wzrok, mimo szybkiego marszu. Wynosiła ona ponad kilometr. Przy skraju lasu, zanim wyszła na jezdnię, wyjęła telefon, aby sprawdzić swój wygląd. Zwróciła przy tym uwagę na ręce, które były normalne, ale wolała się upewnić co do koloru tęczówek. Byłby kłopot gdyby ktoś zobaczył nastolatkę w częściowo podartych ubraniach, z czarnymi oczami i dziwnymi palcami, chodzącą po ulicy, w dodatku o zmierzchu. Chciała przynajmniej choć trochę ukryć niecodzienną sytuację.
W słabym odbiciu zobaczyła niebieskie oczy. Odetchnęła z ulgą i wyszła na drogę. Rozejrzała się I wiedziała gdzie jest. Poznawała tą ulicę. Znajdowała się niedaleko szkoły. Z prawej strony było widać już budynki. Dziewczyna szybko ruszyła w stronę domu, nie zwracając na nic uwagi.
Mijała kolejno wszystkie rzeczy, które niby widzi na co dzień, jednak w nocy wszytko wygląda inaczej. Stara droga do szkoły, była oświetlona przez latarnie. Spokojne, poboczne uliczki teraz były ciemne i wcale nie zachęcały, aby nimi pójść. Wszystko stało się bardziej mroczne i tajemnicze, a wiejący, jesienny wiatr tylko podwajał efekt. Na chodniku dodatkowy szelest wywoływały suche liście.
Gdy przekroczyła próg drzwi, od razu podeszła do niej mama. Na jej twarzy malowało się zdenerwowanie, spowodowane troską o córkę.
- Gdzie byłaś? Czemu tak późno przyszłaś? - zaatakowała od razu pytaniami.
Diana spojrzała się w jej oczy, w których można było zobaczyć miłość matki do dziecka. To co dziewczynę zdziwiło to jej własny spokój. Serce blondynki biło normalnie, jakby ciało w środku było puste.
- Byłam u koleżanki - skłamała Diana, a jej ton głosu, wskazywał jakby to była prawda. Nie wiedzieć czemu czuła się normalnie. Gdyby ktoś zapytał ją co czuje, odpowiedziała by szczerze, że nic.
- Nie mogłaś chociaż zadzwonić? - powiedziała zmartwiona matka. Przez ostatnie godziny przez jej głowę przelatywały najczarniejsze scenariusze. Na szczęście jej córka wróciła cała i zdrowa. Tylko nie wiedziała, że inna.
- Telefon mi się rozładował - odpowiedziała nastolatka, przechodząc do kuchni, aby się wzrokowo przywitać z tatą, który był w salonie.
- Cześć - rzuciła.
- Dobrze, że jesteś. Matka tak się niepokoiła, że wyżywała się na mnie - rzekł zrezygnowany na to wspomnienie.
Starsza brunetka się zaczerwieniła.
-A ty co? Mógłbyś się przynajmniej trochę przejąć -powiedziała zakłopotana, przez co zdenerwowana.
Ojciec tylko westchnął.
Diana się lekko uśmiechnęła. Powiedziała, że idzie spać i poszła na górę. Tam oczywiście był jej brat. Niepokoił się jej nieobecnością, więc cierpliwie czekał aż wróci. Dziewczyna rzuciła mu szybkie "dobranoc" i poszła dalej. Nie chciała z nim gadać, ani z nikim innym.
Przebrała się, umyła i zamknęła w swoim pokoju.
Mimo panującej ciemności doskonale widziała wszystkie meble, tylko że w szarościach. Położyła się na miękkim materacu i przykryła kołdrą.
Nie była śpiąca, ani zmęczona. Wpatrywała się w sufit z twarzą, która nie zdradzała żadnych uczuć. Miała poczucie, że wszystko co się stało, co jest teraz, jest jednym, wielkim snem, że zaraz się obudzi i poczuje się normalnie. Niestety, to była rzeczywistość. Zamknęła oczy. Może uda jej się zasnąć.
Przed oczami stanęły jej płomienie i miejsce, w którym się znalazła. Jej powieki szybko powędrowały w górę. Przewróciła się na drugi bok. Czyżby ta noc miała być nieprzespana?
Przy kolejnej próbie uśnięcia przez myśli przebiegły wszystkie chwile spędzone z Ashem. Te radosne, jak się poznali, sytuacja w łazience, w przebieralni, jej urodziny, a nawet pojawienie się białowłosego demona. Później te gorsze wspomnienia, a wraz z nimi uczucia, takie jak smutek i lęk. Ponownie otworzyła oczy. Spojrzała na swoją rękę, a dokładnie na dawne miejsce kontraktu. Czy Ash ją zostawił? Co się w ogóle stało? Znowu miała być... sama?
Na tą myśl coś ją ukuło w serce. Nie chciała wracać do tych dni sprzed pamiętnego spotkania. Jak o tym pomyślała to ją w środku coś zabolało. Nie chciała tego tracić. A może jego?..
Znów się przekręciła na drugi bok. Postanowiła podsumować dzisiejsze wydarzenia. Jeszcze dziś wracała ze szkoły z Ashem... A potem obudziła się w palącej się piwnicy. Później wybiegła w las i spotkała najprawdopodobniej wampira, którego zbiła. Wydawało się jej jakby nie minął jeden dzień, a kilka.
 Jedną z dziwnych rzeczy było dla niej to, że za bardzo nic nie czuła. Na wspomnienie wysysanej krwi, jej ciało nie wzdrygnęło się, a na widok rodziców nie poczuła ulgi, tylko ci ludzie wydawali jej się być bardziej odlegli. Wiedziała, że powinna czuć przerażenie, w końcu stała się czymś, nawet nie wie czym, ale tego nie robiła. Czyżby dawna Diana zniknęła?
Obróciła się na plecy. Dlaczego jej emocje jakby się same wyłączyły? Może było o spowodowane szokiem nową sytuacją, a może tak jej organizm reagował na zbyt wielką  falę uczuć, albo już przywykła do przerażenia i teraz za bardzo to ją nie ruszało.
Przytuliła się do poduszki. Jednak do jej serca zawitało jedno, dawno nie widziane doznanie, a mianowicie samotność. Poczuła coś mokrego na policzku. Przytknęła rękę i zobaczyła, że to pojedyncza łza. Otworzyła oczy ze zdziwienia. Nawet nie poczuła jak jej oczy się zrobiły mokre. Dawna ona nie zniknęła do końca.
Nagle zobaczyła przez skrawek okna coraz jaśniejsze niebo. Nie spała całą noc. Wzięła telefon, podłączony do ładowarki i sprawdziła godzinę. Było w pół do piątej.
Usiadła na ramie łóżka i oparła na niej ręce. Postanowiła, że musi coś zrobić. Nic nie przyjdzie jej z użalania się nad sobą. Pragnęła wiedzy. O sobie i o tym, co się stało. Nie wiedziała jak ją zdobyć, ale wiedziała, że musi spróbować czegokolwiek. Musiała zrozumieć nową siebie. Postanowiła przetestować przemianę, a dokładniej dziwną zmianę wyglądu. Wolała nie robić tego w domu, a do głowy przychodził jej tylko las. Szybko się przebrała i po cichu wyszła głównymi drzwiami.
Tylko gdzie dokładnie miała teraz iść? Do jej ulubionego miejsca? Od razu zaatakowała ją fala wspomnień z chwili, gdzie widziała po raz pierwszy śmierć człowieka na własne oczy. Wolała tam nie iść. Najlepiej gdzieś odosobnione miejsce. Tak wcześnie i tak będzie bardzo mało ludzi, ale ci co mają psy wychodzą zwykle o tej porze na spacer. Jedyne co jej przychodziło to głąb lasu, a jedyne takie miejsce, które pamięta, to okolice spalonej piwnicy. Tam na pewno nie wróci, ale jeszcze dalej powinien także być spokój. Tylko jak tak szybko się tam znajdzie? Obróciła się, będąc jeszcze na podwórku, szukając pomysłu.
Zobaczyła rower brata, pozostawiony koło domu.
- Bingo - rzekła uśmiechając się do siebie. O tej porze nie będzie żadnego ruchu na ulicach.
Ponad dziesięć minut później była już daleko od domu, dalej niż wcześniej od szkoły i sama w środku lasu.
Postawiła pojazd przy drzewie i stanęła, wsłuchując się w poranny śpiew ptaków. Wzięła głęboki wdech, gdy świeży poranny wiatr zaczął jej wiać na twarz i zamknęła oczy delektując się naturą i spokojem.
Nagle poczuła jak coś się jej brutalnie wbiło w mięsień czworoboczny.


________________________________________
Ostatnio mam trudności z pisaniem, ale nie chcę tego porzucać.
Co to mogło się pojawić? Albo kto? ^.^
Czekam na wasze domysły :D

/~NekoNestee

poniedziałek, 5 czerwca 2017

#1

Ciemność. Wszędzie mrok. Diana nic nie widziała, ani nic nie słyszała. Otaczała ją martwa cisza. Czyżby umarła? Ale czy w takim razie nie powinna gdzieś się przenieść? Dziewczyna czuła, że odchodzi do innego świata. Cała jej świadomość powoli zanikała. Najpierw straciła władzę nad ciałem, a później jej zmysły przestały działać. Tylko patrzyła oczami duszy na otaczającą ją nicość.
Aż nagle coś jakby w nią strzeliło. Pojawił się ból, który rozchodził się od prawej ręki, jakby miliony igieł płynęło razem z jej krwią. Nie mogła w żaden sposób pokazać swojego cierpienia. Jej ciało nie słuchało, chciała krzyczeć lecz jej usta nawet się nie otworzyły, tak samo jak oczy.
Przeżywała istną męczarnię. Czuła jak każda część jej organizmu zostaje przeszyta na wylot, a ona sama nic na to nie mogła poradzić. Ból przejmował nad nią kontrolę, jakby każdy mięsień po kolei zostawał rozerwać,  a kość wyżerana przez kwas. Najpierw ręka, później nogi, klatka piersiowa, druga dłoń i na końcu głowa. Chciała się skulić, przysunąć kolana, aby chociaż odrobinę zmniejszyć cierpienie, ale nie mogła. Chciała wbić palce w cokolwiek, aby się wyżyć, ale jej dłoń nawet nie drgnęła. Pogrążona w agonii czekała, aż ta ustąpi.
W końcu ból zaczął słabnąć. Jakby zniszczył każdą jej cząstkę po kolei, a nie mając nic więcej do destrukcji, wycofywał się.
Nic nie czuła. Pustka. Jakby była bezcielesną istotą, zamkniętą w naczyniu. Po prostu była. To było miłe uczucie, wręcz wielka ulga, w porównaniu do tego, co czuła przed chwilą.
Diana nie wiedziała ile czasu minęło, zanim wreszcie odzyskała nad czymś władzę. Jej serce zaczęło powoli wznawiać pracę. Zaczęła wreszcie coś czuć, a mianowicie rozchodzące się wewnątrz ciepło. Wkrótce krew dotarła do wszystkich części ciała, powodując zanik uczucia zdrętwienia.
Dziewczyna próbowała się poruszyć, niestety bezskutecznie.
Po chwili nagle zaczęła odzyskiwać zmysły. Najpierw stłumione dźwięki stawały się coraz wyraziste, a potem zaczynał działać jej węch, przez który poczuła zapach dymu.
W końcu otworzyła oczy, odzyskując pełną kontrolę nad ciałem. Oślepił ją ogień. Zamrugała parę razy, by jej wzrok się wyostrzył i rozejrzała się zdezorientowana.
Ujrzała jak wszystko wokół niej płonie.  Trzaski palonych rzeczy docierały do niej ze wszystkich stron. Zauważyła, że coś jest nie tak, bo przecież jak zwykłe, metalowe rzeczy mogą się płonąć? Sama siedziała na stole, jakby operacyjnym, a wszystkie narzędzia, które wisiały przy ścianie, się topiły. Tak samo reszta podobnych wózków, na których były obiekty, będące źródłem innego smrodu, jakby palącego się ciała. Dziewczyna przestraszyła się i nerwowo podkuliła nogi. Zobaczyła, że języki ognia zaczęły ją otaczać, że chciały także i ją przemienić w popiół. Panika wzięła w górę. Chciała pobiec do drzwi, które dostrzegła, jednak nim się obejrzała, nagle już przed nimi była, oparta plecami.
Jej oddech był szybki. Nie wiedziała gdzie jest, ani co się właśnie stało. Chciała się odwrócić i uciec, jednak jej noga na coś się natknęła. Diana spojrzała w dół, a jej oczy stały się szersze z przerażenia. Zobaczyła palącą się, martwą istotę, podobną do człowieka, bez głowy. Zamiast niej była tylko krwawa dziura. Blondynka szybko pchnęła drzwi i instynktownie biegła do wyjścia z piwnicy.
Na zewnątrz oślepił ją blask zachodzącego słońca. Z tego powodu zasłoniła oczy cieniem ręki.
Wciąż czuła mocne i przyśpieszone bicie jej własnego serca. Rozejrzała się przerażona niewiedzą, gdzie się znajduje. Wokół był tylko las. Wszystkie drzewa; brzozy, klony i świerki, oraz mniejsze krzaki zapełniały całą widoczność. Wiejący wiatr poruszał liśćmi, powodując charakterystyczny szum.
Odwróciła się ku pożarowi. Jej ciało krzyczało, aby uciekała przed możliwym wybuchem. Dziewczyna posłuchała się instynktu i zaczęła biec w las.
Czuła jak włosy zahaczają o pojedyncze liście, które były przesuwane pośpiesznie przez ręce i wyrywały jej pojedyncze włosy. Diana nie raz przy szybkim odgarnianiu gałęzi czuła, jak te robią zadrapania na jej nogach i dłoniach.
W końcu po paru minutach biegu, zmęczona szokiem i negatywnymi uczuciami, przystanęła przy pierwszym lepszym drzewie i się o nie oparła. Dysząc rozejrzała się i dostrzegła rząd przylegających do siebie krzaków, a za nimi drzewo. To nie było nic nadzwyczajnego, ale owe rośliny tworzyły trudno dostępną przestrzeń, która była podobna do ulubionego miejsca Diany. Bez zastanowienia tam poszła. Z trudem odgarnęła gałęzie, ale w końcu dostała się do środka kręgu z krzaków. Oparła się o jedyne drzewo i nogi same się jej ugięły.
Jej serce nadal zdecydowanie za szybko biło. Nagle poczuła, że się dusi. Opadła bardziej pionowo na kolana i zaczęła kasłać. Na ręce, którą zasłaniała usta, pojawiła się plama krwi, przyczyna zadławienia. Jej oczy otworzyły się szerzej. Szybko wytarła dłoń o trawę i cofnęła się do drzewa, znów się o nie opierając z podkulonymi kolanami. Zamknęła oczy i wzięła parę wdechów na uspokojenie. Adrenalina powoli opadała, dając na nowo pełną kontrolę nad zmysłami.
Pierwsze co jej przyszło do głowy, to która godzina. Przecież jak się nie pojawi w domu to jak to wytłumaczy rodzicom? Ale później druga myśl. Ile włacinie była nieprzytomna i gdzie jest? Dziewczyna postanowiła odpowiedzieć chociaż na jedno z tych pytań i sięgnęła ręką do zapiętej kieszeni letniej kurtki po telefon. Gdy miała już go w ręku, zanim na niego, spojrzała najpierw na swoją dłoń. Była bledsza niż normalnie, ale nie to było dziwne. Dziwne były dłuższe palce oraz ostro zakończone paznokcie. Ściśnięte wszystkie razem tworzyły tak jakby ostrze. Diana zobaczyła druga rękę, która za wiele się nie różniła od poprzedniej, z wyjątkiem środkowego palca. Był prawie biały, jeszcze bledszy od reszty skóry, jakby odrósł na nowo, ale co najdziwniejsze, nie było na nim śladu kontraktu. Zaniepokojona tym faktem wstała i odruchowo się rozejrzała.
- Ash! - krzyknęła, lecz nikt nie odpowiedział. - Ashimaru, chodź tutaj! - wolała, ale niestety na próżno. Spojrzała znów na swój palec i przyjęła rzeczywistość. Nie mieli już kontraktu.
W międzyczasie językiem wyczuła, że ma zmienioną budowę szczęki. Spojrzała na ciemny ekran telefonu, w którym dzięki ostatnim promieniom padających na twarz, ujrzała swoje odbicie. Zszokowały ją oczy, które nie były szaro-niebieskie jak zazwyczaj, ale jarząco pomarańczowe, a czarne białka jeszcze bardziej podkreślały intensywność i jaskrawość nowej barwy, ale przynajmniej źrenice zostały okrągłe.
Otworzyła usta i zobaczyła zmienione uzębienie. Dwójki były dłuższe, lekko zakrzywione, tworząc hak. Kły były najdłuższe, także bardzo ostre i też trochę  zniekształcone, ale nie tak bardzo jak poprzednie zęby. Dziewczyna owszem była przestraszona, ale ten strach był spowodowany nowymi zdarzeniami i nowym wyglądem, niż tym jaki on jest.
Po chwili patrzenia się na własne odbicie, wreszcie włączyła ekran i zobaczyła godzinę. Po dwudziestej pierwszej ten sam dzień. Nogi znów same się jej ugięły, tylko nie wiedziała czy to z ulgi czy z przerażenia. W końcu była sama w lesie, nie znanym jej miejscu, a robiło się coraz ciemniej. W dodatku nawet jeśli chciała wrócić do domu, to jak miała ukryć swój wygląd? Domyślała się, że stała się istotą nadnaturalną i jakoś pewnie da się ukryć nową formę, i to ją nie stresowało za specjalnie, bo zawierając pakt z demonem domyśliła się, że coś podobnego może się zdarzyć, a spędzając z nim czas coraz bardziej przyzwyczajała się do innego świata. To, czego się bała, to jej nieumiejętność ukrycia nowego wyglądu, niewiedza czym jest oraz fakt, że jest sama
Diana siedziała skulona pod drzewem przez około piętnastu minut, układając sobie wszystko w głowie. Myślała nad ostatnimi wydarzeniami i jak do tego doszło. Właśnie, jak? Nic nie rozumiała i to ją denerwowało najbardziej. Kiedy tak siedziała, wreszcie ocknęła się z transu i zobaczyła, że jej palce są normalnej długości. Przejechała językiem po zębach i te również były normalne. Co się właśnie stało? Jak? Pytania kłębiły się w jej głowie, ale jednego była pewna- była spokojna. Może to jest kluczem?
Zamyślona nawet nie zauważyła, jak ktoś zbliżał się do jej kryjówki. Serce jej szybciej zabiło gdy usłyszała szelest. Podniosła wzrok i zauważyła damską rękę przeciskającą się przez krzaki, później nogę, aż w końcu całą sylwetkę.
Kobieta, która wychodziła z krzaków była naprawdę piękna. Miała na oko dwadzieścia lat. Długie, kręcone i kasztanowe włosy opadały jej na drobną twarz. Była bardzo szczupła a swoją atrakcyjność podkreśliła bluzką z dekoltem oraz krótką, czarną spódniczką. Jednak mimo ładności wcale nie wzbudzała u Diany zaufania. Blada cera, jarzące się wiśniową czerwienią oczy oraz złośliwy uśmieszek na rubinowych ustach, wzbudzał wręcz niepokój i lęk.
Dziewczyna mogła się tylko domyślić z kim ma do czynienia. Oparła się mocniej o drzewo, jakby chciała się w nim schować, gdy nowo przybyła odezwała się melodyjnym i kuszącym głosem:
- Proszę, proszę. Aleś się schowała. - Rozejrzała się i zaczęła iść w kierunku swojej ofiary przy granicach polanki, głaszcząc prawą dłonią krzaki. W ten sposób pokazywała, że blondynka nie ma drogi ucieczki. - Niestety bezskutecznie. Twoja krew ta ładnie pachniała... - przystanęła i się zaciągnęła zapachem. - Że nie mogłam się oprzeć. - Otworzyła oczy i zabrała gwałtownie rękę z roślin. Przy tym, jedna z ostrych gałęzi rozcięła jej część dłoni. Kobieta spojrzała się bezemocjonalnie na swoją rękę i wzruszyła ramionami. Spojrzała ponownie na swoją ofiarę i momentalnie zamarła w miejscu.
Diana gdy zobaczyła ranę intruza, nagle poczuła głód. Gdy wyostrzony węch wyczuł słodką woń, jej umysł został zamglony tylko przez pragnienie. Poczuła, że znów ma kły, że jej palce się zmieniły, a oczy zaszły czernią i pomarańczem. Nawet na to nie zareagowała. Wszystko zeszło na drugi plan. Liczyła się tylko nagła pustka w żołądku i suchość w gardle, które mogły być zaspokojone tylko w jeden sposób. Ogarnęła ją żądza. Żądza krwi. Teraz to ona patrzyła się na kobietę niczym drapieżnik na ofiarę. Usta, lekko rozchylone, chciały znaleźć się na bladej i idealnie gładkiej skórze, aby poczuć ten kuszący smak. Oczy przeszywały wampirzycę na wylot, sprawiając, że ta odczuła zagrożenie płynące od dziewczyny. Sparaliżowana nie mogła się ruszyć. Wpatrzona była ze strachem w swojego przeciwnika. Serce zaczęło jej szybciej bić. Już chciała się zerwać do ucieczki, gdy nagle poczuła przeszywający ból na szyi.
Diana złapała kobietę za ramiona, a gdy ta próbowała się wyrwać, ścisnęła je tak mocno, że nie dało się nimi ruszać. Podwójne kły przebiły brutalnie najpierw skórę, a później napotkany opór, spowodowany mięśniami. Ciepła krew wleciała do jej ust, zaspokajając pragnienie.
Brązowowłosa nie mogła krzyczeć, mimo że chciała. Nie mogła uciec, mimo że tylko to było jej jedyną drogą ratunku. Czuła powolne drętwienie wszystkich kończyn, nasilające się w całym ciele. Chciała się wyrwać, ale bezskutecznie. Jedynie ból się nasilił, ponieważ blondynka wbiła się głębiej zębami, aby pozyskać jeszcze więcej pożądanej cieczy.
W końcu kierowana głodem Diana wyssała całą szkarłatną ciecz, a martwe ciało z niemym krzykiem na ustach zmieniło się w popiół, pozostawiając tylko bluzkę, spódniczkę i buty.

____________
Witam Cię po mojej dłuższej nieobecności!...
 Tak wiem, moja wina ;-;
Masz prawo być zły, drogi czytelniku, ale zgłaszam, że druga część się rozpoczęła !
Więc zapraszam!

~NekoNestee


PS. Jeśli widzisz błąd to nie bój się pisać, bo mogę go przeoczyć ._. Tak samo jeśli masz jakieś przemyślenia,co jest dobrze a co źle, to też chcę usłyszeć Twoje zdanie!