czwartek, 7 września 2017

Zawieszenie

Zawieszam tego bloga, ponieważ nie mam kompletnie weny. Przez to też, że znów jest szkoła także mam mniej czasu na cokolwiek. Może dokończę tą historię, ale na pewno nie w najbliższym czasie.
Przepraszam was.

SayoX

środa, 9 sierpnia 2017

Notka i coś nowego

Przepraszam, że nie było kolejnego rozdziału i że to też nie jest rozdział, ale skupiałam się na jednym tekście nowego opowiadania na konkurs na stronie sweek.com, pod tytułem "Pierścień Salomona " by SayoX. W ramach rekompensaty wstawiam go też tutaj i jeśli Ci się spodoba, to bardzo bym prosiła o pomoc w tym konkursie, a mianowicie zagłosowaniu/ polajkowaniu tego rozdziału i zaobserwowania!

Opis:
Miałeś kiedyś marzenie, którego nie jesteś w stanie spełnić? A co byś zrobił gdyby było ono jednak możliwe? Przepuściłbyś taką okazję? Tylko czy jesteś w stanie poświęcić samego siebie i bliskie ci osoby?
Bliźniacze rodzeństwo, które otrzymało okazję od losu.
Dwoje dziwnych nieznajomych, którzy zachwycają się światem i elektrycznością.
Jedna gra, w której można wygrać wszystko... lub stracić życie.

A oto co wysłałam na konkurs:
Arek otworzył drzwi i wszedł do domu. Zamknął je i zdjął buty w małym przedpokoju, po czym skręcił w prawo do kuchni, aby odłożyć siatkę z zakupami.
- Wróciłem - poinformował siostrę, będącą w drugim pokoju.
Gdy zaczął wkładać rzeczy do odpowiednich szafek, do pomieszczenia weszła szczupła blondynka. Spojrzała na bliźniaka, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
Mieli dokładnie takie same, średniej wielkości, zielone oczy i lekko zadarte nosy. Usta chłopaka były trochę węższe, a dziewczyny pełniejsze. Włosy też się lekko różniły kolorem, brat miał o jeden odcień ciemniejsze i zaczesane trochę do góry, a siostra sięgające do ramion, lekko podkręcone na końcach.
- Co dziś na obiad? - zapytała radośnie Laila.
- Spaghetti - odpowiedział Arek, nie przerywając czynności, jaką było szykowne posiłku.
- A mogę ci pomóc? - zadała pytanie słodko trzepocząc rzęsami.
- Nie - rzucił szybko i bezemocjonalnie brat.
Dziewczyna się naburmuszyła.
- Dlaczego?
Arek westchnął i odwrócił się w kierunku siostry.
- Ostatnim razem, gdy zgodziłem się na twoją pomoc, to piecząc frytki oparzyłaś się, nie mówiąc już o tym, że ich nie dopilnowałaś i połowa się spaliła.
- Oj tam... - jęknęła blondynka. - Więcej już nie zasnę, gdy będę musiała czegoś przypilnować.
- Jeszcze poprzednim razem - kontynuował, wytykając jej błędy - miałaś tylko zwrócić uwagę na gotujące się ziemniaki. Naprawdę nie wiem jak, ale gdy przyszedłem były one spalone na czarno.
- No bo... - zaczęła się usprawiedliwiać zakłopotana dziewczyna. - Zaczytałam się i cała woda wykipiała, przec co ziemniaki się... przypiekły. Ale to tylko dwa razy! Tym razem nic nie zepsuję! - dokończyła pewna siebie.
- Jeszcze poprzednim razem spaliłaś deskę do krojenia i tego to już naprawdę nie rozumiem jakim cudem - powiedział z wyrzutem i spojrzał jej prosto w oczy. Ta jednak uniknęła jego wzroku i dobita słowami brata, sztucznie się zdenerwowała.
- Wcale jej nie spaliłam! Tylko... lekko się ogrzała od patelni, gdy robiłam naleśniki...
Arek przyłożył rękę do twarzy.
- Ciekaw jestem po co ci była deska do krojenia przy robieniu naleśników.
- Oj tam, czepiasz się - rzekła krzyżując ręce na piersiach. Wiedziała, że to co on mówi jest prawdą i w kuchni była jak słoń w składzie porcelany, ale chciała jak najwięcej pomagać bratu.
Odkąd zamieszkali sami on robił praktycznie wszystko: gotował, chodził do sklepu, zajmował się wszelakimi opłatami, sprzątał, myślał praktycznie o wszystkim, a do tego był bardzo odpowiedzialny i dojrzały. Ona taka nie potrafiła być. Dla niej zawsze liczyła się chwila i nie myślała za dużo o przyszłości. Żyła bardziej w swoim świecie i świecie książek. Chciała pomagać w domu, ale mimo jej starań nie potrafiła dobrze wykonać najprostrzych czynności.
- Dlatego idź do pokoju, a ja cię zawołam jak obiad będzie gotowy - poinformował łagodnie i wrócił do pracy.
Dziewczyna lekko naburmuszona stała jeszcze w miejscu, a gdy zrobiła jeden krok w kierunku drzwi zapytała z nutą nadzieji:
- A kupiłeś mi coś słodkiego?
Arek nic nie odpowiedział i zachowywał się tak jakby nie usłyszał pytania. Laila trochę posmutniała i odwróciła się. W progu drzwi poczuła, że brat rzucił czymś w jej plecy. Podniosła z podłogi baton czekoladowy i szeroko się uśmiechnęła.
- Dziękuję - powiedziała szczęśliwa i poszła do pokoju naprzeciwko.
Dopiero gdy wyszła z kuchni kąciki ust blondyna poszły w górę. Kochał jej uśmiech. W przeszłości nie za częto tak się radośnie szczerzyła. Gdy byli małymi dziećmi, wszystko było dobrze, dopóki nie skończyli szkoły podstawowej. Wtedy ich rodzice nagle zaczęli się coraz częściej kłócić. Ojciec zaczął wychodzić z domu, a matka zaczęła być pod wpływem alkoholu. Dzieci przestały ich obchodzić. Zdarzało się nawet, że rodzice zapomnali o ich urodzinach. W gimnazjum Arek i Laila nie potrafili zintegrować się z nowymi osobami. Trzymali się na uboczu, tylko ze sobą, a jak wracali do domu to zawsze witały ich pretensje od matki i brak zainteresowania ze strony ojca. Ciągłe awantury i stres spowodowały, że rodzeństwo nie miało dobrych wyników na egzaminie gimnazjalnym i dostało się do liceum, w którym większość uczniów olewała naukę.
Gdy bliźniaki miały szesnaście lat, rodzice zadecydowali o tym, że wezmą rozwód, jednak żadne z nich nie chciało wziąć dzieci pod opiekę, więc ojciec zadecydował, że kupi im małe, trzypokojowe mieszkanie i będzie co jakiś czas wysyłać pieniądze.
Od tamtej pory minął już rok. Arek zaczął myśleć, że niedługo zaczyna się drugi rok szkolny w ich liceum i trzeba będzie kupić nowe podręczniki. Odcedził makaron i sprawdził czy sos już się ugotował, a gdy wszystko było przyszykowane zawołał swoją siostrę na obiad.
- Myślałaś nad tym, co chcesz jutro robić? - zapytał przy stole.
- Nie - odpowiedziała Laila jedząc kolejną porcję spaghetti.
Jutro zaczyna się druga połowa wakacji, a ten dzień to także ich urodziny.
- Bo mam pewien pomysł - powiedział Arek odkładając talerz do umywalki, po czym wrócił na swoje miejsce i kontynuował. - Możemy pójść do kina, a później w ramach obiadu na pizze.
Dziewczyna słysząc to ostatnie słowo podniosła świecące się oczy z nad talerza, razem z pełnymi policzkami niczym chomik. Arek widząc to się zaśmiał. Laila przełknęła to co miała w buzi i z entuzjazmem się zgodziła.
- Dobra, to jak zjesz to umyj naczynia i spróbuj nic przy tym nie potłuc. - Wyszedł rozbawiony do drugiego pokoju, aby odpocząć po posiłku.

***

-Jej! - krzyknęła kobieta. - Nareszcie tu jesteśmy!
- Zachowuj się Asmoday - rzekł ze znudzeniem mężczyzna. - Jest trzecia w nocy. Nie drzyj się jak jakiś pijak.
Ta spiorunowała go wzrokiem.
- Przepraszam bardzo Kajm, ale przypomnij mi, dlaczego się spóźniliśmy aż trzy godziny? - zapytała prowokująco.
Usta mężczyzny utworzyły wąską linię, a ręce zacisnęły się w pięść, jednak on sam nic nie powiedział.
- "Poczekaj Asmoday! W co mam się ubrać? " - zaczęła go przedrzeźniać, machając przy tym rzęsami i składając ręce w geście prośby.
Czerwonowłosy nie wytrzymał i wytoczył atak ręką w stronę kobiety, ale jej nie trafił, gdyż uskoczyła nienaturalnie wysoko i zwinnie oraz z zadziornym uśmiechem wylądowała pięć metrów dalej.
- Nie moja wina, że nie wiem jaki teraz panuje styl na tym świecie. Po prostu już chodźmy - powiedział zirytowany i poszedł w stronę klatki schodowej. Swoim długim i ostro zakończonym, czarnym paznokciem przejechał po zamku, a ten zaświecił się chwilę na niebiesko i drzwi były otwarte.
- Jedyne czego ci zazdroszczę to twoich pazurów - rzekła dąsająca się Asmoday.
- To na pewno nie jedyna rzecz - rzekł zawadiacko i wszedł do budynku.
Kobieta nic nie powiedziała tylko lekko wkurzona weszła za nim. Klatka schodowa była pogrążona w ciemności, jednak to gościom nie przeszkadzało.
- Jak myślisz, które to może być mieszkanie? - zapytał.
- Aura przywoływaczy jest z tego budynku, ale wydaje mi się, że czuję ją bardziej po prawej stronie.
- Też tak myślę, ale nie chce mi się wchodzić do każdego mieszkania.
- To jak inaczej chcesz się upewnić? - zapytała ze zniecierpliwieniem.
Kajm podszedł do pierwszych drzwi i przytknął do nich ucho, po czym zamknął oczy. Asmoday stała przy nim tupając cicho nogą.
Po dziesięciu sekundach, które wydawały się być minutami, mężczyzna się wyprostował .
- I? - zapytała znudzona kobieta.
- Tam jest tylko jedna osoba, czyli na pewno to nie tutaj - odpowiedział idąc na górę. Doszli na pierwsze piętro i czerwonowłosy powtórzył czynność. Po chwili znów stanął normalnie i bez słowa przejechał palcem po zamku do drzwi. Uciszył gestem dłoni otwierającą już usta Asmoday, a ta powstrzymana nic nie powiedziała i cicho weszła za nim do środka.
Znaleźli się w malutkim przedpokoju, w którym ledwo mieściły się dwie osoby. Na końcu było widać drzwi z niewyraźną szybą,  najprawdopodobniej prowadzące do łazienki. Od wejścia po prawej stronie, przez łuk przechodziło się do prostej kuchni, która mieściła też mały stolik i cztery krzesła. Przez okno wpadły promienie księżyca, które odbijały się od białych kafelków na ścianie i bezwzorkowej posadzki.
Po lewej stronie były zamknięte, ciemnobrązowe drzwi. Kajm nacisnął cicho klamkę i wszedł lekko pochylony do środka, a za nim Asmoday.
Pokój, w którym się znaleźli, był większy od kuchni. Ściany były pomalowane na bladopomarańczowy kolor. Jedyne światło będące w pokoju to promienie lamp ulicznych, przedostające się przez duże okno. Na drewnianej podłodze leżał czerwony dywan z białymi wzorami, a na nim był niski stolik. Po prawej stronie, za drzwiami stało biurko, na ktorym leżał laptop. Po lewej znajdowała się kanapa, a przy ścianie naprzeciwko była komoda, a na niej telewizor. W wolnych miejscach stały regały, wypełnione rozmaitymi książkami. W dwóch górnych rogach pokoju były łóżka, na których kołdra podnosiła się i opadała powoli.
Kajm oparł się o ścianę przy drzwiach i włożył ręce do kieszeni. Popatrzył się obojętnie na dwójkę nastolatków.
- No to ich znaleźliśmy - rzekła wzdychając Asmoday. - Z tego co widzę to ja biorę chłopaka, a ty będziesz posłuszny dziewczynce.
- Tia... - odparł z przekąsem.
Kobieta podeszła do łóżka po prawej stronie i kucnęła przy twarzy blondyna.
- Hallo... - powiedziała cicho, przeciągając ostatnią głoskę i jednocześnie tykając wskazującym palcem policzek Arka. Ten jednak tylko mlasnął przez sen i odwrócił głowę. - Śpiąca królewno, wstawaj.
- Tak to nigdy ich nie obudzisz - zaczął marudzić Kajm. - Jesteś w tym za delikatna.
Asmoday się naburmuszyła i nie wstając zwróciła głowę ku towarzyszu.
- A co, może powinnam przewracać łóżka w pion, tak jak ty to zazwyczaj robisz?
- Mów co chcesz. - Wzruszył ramionami. - Przynajmniej mój sposób jest skuteczny.
Kobieta prychnęła i zaczęła już mniej delikatnie szarpać chłopaka za ramię.
- Laila, czego chcesz - powiedział kompletnie zaspany blondyn, a gdy przechylił głowę i zmróżył oczy, zaczął się wpatrywać w osobę, która go zbudziła. Po paru sekundach mrugania ciągle zaspanych oczu, poderwał się gwałtownie i przyległ przestraszony do ściany. Serce zaczęło mu łomotać, a ciało chciało się znaleźć jak najdalej od obcej osoby. Po omacku, jedną ręką zapalił nocną lampkę, po czym spojrzał kim był intruz.
Kobieta wyglądała jakby miała około dwudziestu lat. Miała bladobłękitną skórę, duże, intensywnie fioletowe oczy z nutkami niebieskiego koloru, pełne, lekko różowe usta i długie, gęste, falujące, granatowe włosy. Na na jej ciele znajdowała się zwiewna, biała sukienka, która podkreślała jej obfity biust.
- O, obudził się - oznajmiła i wstała, po czym odwróciła się do towarzysza z beztroskim uśmiechem. Dopiero gdy szła, Arek zobaczył, że dziewczyna ma może z metr dziewięćdziesiąt wzrostu i nie była tylko wysoka, ale ogólnie większa niż przeciętna kobieta.
Druga osoba miała około dwóch metrów, jak nie więcej.
Chłopak był zszokowany i przerażony obecnością kompletnie nieznanych osób w środku nocy. Gdy w końcu udało mu się oprzytomnieć, że to nie sen, niemalże krzyknął:
- Kim jesteście???
- Spokojnie - rzekła łagodnie nieznajoma, cofając się pod drzwi.
W tym momencie drugie łóżko zaszeleściło, a w nim niedbale usiadła blondynka.
- Arek? - powiedziała kompletnie zaspana i lekko zirytowana, przecierając wciąż zamknięte oczy. - Czemu tak się wydzierasz? - dodała, po czym z lekko otwartymi powiekami zaczęła się wpatrywać w osobę przed nią.
Był to mężczyzna z czerwonymi, niemalże rubinowymi włosami, które miały średnią długość i rozchodziły się we wszystkie strony, jedynie na czole szły do góry. W blasku lampki migotał w uchu srebrny kolczyk. Na szarej skórze znajdowała się biała bluzka bez rękawów, na którą była zarzucona czarna, skórzana kurtka. Również tego koloru były spodnie. Usta były wąskie i podkreślały ostre rysy twarzy. Mając ręce skrzyżowanie na piersi, swoimi jarzącymi się pomarańczą z przebłyskami czerwieni oczami bezuczuciowo wpatrywał się w dziewczynę.
Ta przez dobre parę sekund w ciszy  miała skierowany wzrok na postać, kompletnie nie wiedząc co się dzieje po gwałtownej pobudce. Po chwili, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest sen a ona siedzi w łóżku w piżamie, gdy jakiś obcy koleś jest u niej w domu, pisnęła i przykryła pół twarzy kołdrą, nie spuszczając oczu z intruza.
- Spokojnie, nie zrobimy wam krzywdy, chcemy... - zaczął mówić czerwonowłosy, unosząc przy tym ręce w geście obronnym, ale ruchem łopatki włączył światło. Szczerze zdziwiony popatrzył się na mały kwadracik na ścianie, który sprawił jasność w pokoju, na co oślepieni nastolatkowie zasłonili oczy ręką. - ... pogadać.
Arek nie wiedział co ma robić. Całe jego ciało krzyczało o niebezpieczeństwe, w końcu nie codziennie ktoś nachodzi go w środku nocy, włamując się do mieszkania. Chciał jak najszybciej wyrzucić obcych za drzwi. Spojrzał na swoją siostrę, z którą złapał kontakt wzrokowy. Ta lekko skinęła głową, na znak, że zgadza się na rozmowę. Na ten gest Arek poczuł wzbierającą się w nim złość. Zastanawiał się czy jego siostra oszalała tak poprostu akceptując propozycję intruzów.
Laila oczywiście, że się bała i była przerażona tak samo jak brat, ale w przeciwieństwie do niego kierowała nią ciekawość. Chciała wiedzieć kim są obce osoby, a skoro chcą porozmawiać i zapewniali, że nie zrobią im krzywdy, nie widziała przeszkód by się nie zgodzić.
Blondyn jeszcze raz spojrzał na włamywaczy i ocenił jakie są szanse, gdyby chciał ich siłą wrzucić z domu. Doszedł do wniosku, że najbezpieczniej będzie sprawdzić co sprowadziło do ich domu obcą parę ludzi.
- Dobrze, możemy pogadać - powiedział z niepokojem lecz także pewnością siebie chłopak, siadając na skraju łóżka.
Kajm usiadł na kanapie a w jego ślady poszła Asmoday.
- Od czego by tu zacząć... - zaczął się cicho zastanawiać.
- Może od początku? - zapytała zwyczajnie kobieta, na co czerwonowłosy tylko na nią popatrzył i wrócił do szybkiego myślenia jak odpowiednio ubrać słowa.
- Kojarzycie Salomona? - zapytał się dwójki rodzeństwa, a gdy ci lekko pokręcili głowami kontynuował. - To był człowiek, który żył długo przed obecną erą. Dokładnie co do dnia, trzy tysiące lat temu, gdy miał siedemnaście lat, otrzymał od Boga niespotykaną mądrość oraz pierścień, dzięki któremu podporządkował sobie  siedemdziesiąt dwa dżiny.
- Dżiny?  - przerwał mu Arek. - Takie co spełniają życzenia? Koleś musiał być na niezłym haju - zadrwił blondyn, a strach i poczucie niebezpieczeństwa minęło. Jego siostra w milczeniu słuchała opowieści i myślała, że obca osoba mówi prawdę. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że on nie kłamie. Może naczytała się za dużo książek?
- One nie spełniały życzeń od tak. Zawsze musiało być coś w zamian, jednak Salomon sprawił, że te istoty nie otrzymywały nic, a wypełniały jego rozkazy - kontynuował spokojnie mężczyzna. - Co tysiąc lat, grupa jego potomków, ma możliwość odnalezienia owego pierścienia. Zwycięsca będzie mógł spełnić jedno życzenie, jakiekolwiek ono by nie było, oraz posiądzie władzę nad tamtymi bytami do końca swoich dni.
- Chwila - powiedział lekko zdezorientowany blondyn. - Jaki zwycięsca? Czego?
- Co tysiąc lat są rozgrywane swego rodzaju zawody. Każdy uczestnik, czyli potomek, który ma ukończone siedemnaście lat, zostaje poinformowany, że ma możliwość wzięcia udziału w rywalizacji o pierścień. Nie jest przymusem, aby się zgadzać, a za odmowę nie ma konsekwencji - tłumaczył dalej Kajm, nie spuszczając wzroku z nastolatków. Po ostatnim zdaniu Asmoday się na niego spojrzała zaintrygowana, jednak nic nie powiedziała i również powróciła do obserwacji reakcji słuchaczy. Zauważyła, że chłopak nie do końca wierzy w to co słyszy, natomiast dziewczyna słuchała spokojnie i uważnie z kamiennym wyrazem twarzy.
- Zwykle - mówił dalej czerwonowłosy - w nocy, od razu po nastaniu tego specjalnego dnia, u potomków, stawiają się dżiny, które swego czasu służyły Salomonowi. Wtedy objaśniają całą sytuację, tak jak ja to czynię teraz. - Oparł się o kanapę, wyraźnie już znudzony wyjaśnieniami.
- A jak można zdobyć ten pierścień? - zapytała spokojnie Laila. Brat się tylko na nią dziwnie spojrzał, ale nic nie powiedział.
Kajm zwrócił oczy na Asmoday, aby ta przejęła pałeczkę, co też uczyniła.
- Zbierając wspomnienia. Każda osoba, która zadeklaruje się, że bierze udział w tej rywalizacji, poprzez wzięcie w posiadanie przybyłego do niej dżina, otrzymuje wspomnienie z życia Salomona. Zebranie wszystkich wydarzeń utworzy mapę, którą nie jest łatwo odczytać. Owe fragmenty zbiera się albo zmuszając przeciwnika do powiedzenia " Przekazuję ci moje wspomnienia", albo... - zawahała się i popatrzyła na towarzysza. Ten opierając łokcie na nogach, a twarz podtrzymywaną przez splecione ze sobą dłonie, łapiąc jej wzrok kiwnął lekko głową. - Albo zabijając drugiego potomka i wtedy automatycznie zostaną one przekazane - dokończyła, z powrotem patrząc na twarze rodzeństwa, na których po tym zdaniu wymalowały się szok i strach.
W pokoju nastąpiła chwila ciszy. Siostra nie wątpiła w żadne ich słowo, chociaż to przeczyło logice. Teraz wpatrzona była w kołdrę. Nie mogła jednak uwierzyć, że jednym ze sposobów na wzięcie czyichś wspomnień jest śmierć. Ale dlaczego ona o tym myślała?  Przecież zawsze może się nie zgodzić. Jednak... było coś czego pragnęła przez całe życie i jedyny sposób, aby to osiągnąć było życzenie, które mogło zostać spełnione za pomocą pierścienia.
Brat też myślał nad zaistniałą sytuacją. Domyślił się, że jego siostra uwierzyła w to, co usłyszała, jednak on nie potrafił. Jego rozsądek przeczył wszystkiemu co zostało wypowiedziane z ust tych dwóch, dziwnych osób, ale patrząc na ich niecodzienny wygląd oraz że wyglądają na śmiertelnie poważnych, chłopak coraz bardziej się przekonywał, że wszystko co usłyszał to prawda. Nawet coś wewnątrz zmuszało go do zaakceptowania nowych faktów. On i jego siostra od tej nocy mają ukończone siedemnaście lat, a do tego dziś pojawiły się dwa nietypowe osobniki, co znaczyło, że są jednymi z potomków Salomona, którzy mają okazję spełnić swoje największe marzenie, a także otrzymać władzę nad grupą nadnaturalnych istot. Taka szansa nie trafia się każdemu i chłopak dobrze o tym wiedział, ale to wszytsko wydawało mu się nierealne i nadzwyczajne. Jednak coś go zaniepokoiło.
- Czy jak poddamy się i powiemy to zdanie... - zaczął niepewnie przerywając dłuższą chwilę ciszy - to przekazujemy tylko ten dany fragment, czy tracimy wszystkie nasze wspomnienia?
- Tego nie umiem powiedzieć - odparła spokojnie Asmoday. - Czasami było tak, że osoba przekazała tylko jedną część obrazów z przeszłości, ale zdarzało się także, że uczestnik nie pamiętał twarzy rodziców, a nawet własnego imienia.
Nastała kolejna minuta ciszy. Brat spojrzał na siostrę, jednak ta nic nie pokazała, co według niej mają zrobić.
- Proponuję, żebyśmy poszli teraz spać, a jutro przemyślimy to na spokojnie - powiedział, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Lailą, a zyskując jej nieme poparcie, odwrócił głowę ku gościom. - Do kiedy mamy się zadeklarować?
- Macie czas do jutra, do północy - odparł czerwonowłosy, po czym wstał razem z kobietą. - Gdybyście się zdecydowali wcześniej możecie nas przywołać, używając naszych imion. Ja jestem Kajm, a to jest Asmoday. Moim przywoływaczem jesteś ty. - Tu spojrzał się na blondynkę, której brwi poszły w górę. - To znaczy, że tylko ty mnie możesz wezwać.
- Czyli ja mogę zawołać Asmo... - zaczął chłopak, ale przyciszył głos, niepewny jakie imię miała kobieta.
- Asmoday - odparła mu granatowowłosa z lekkim uśmiechem i przekroczyła próg drzwi. Wychodzący za nią Kajm jeszcze dodał:
- Szczegóły w jaki sposób będzie się walczyć o wspomnienia wyjaśnimy wam jeśli się zgodzicie. Głównie zastanówcie się, czy jesteście w stanie poświęcić życie za marzenia. - Po czym zamknął drzwi, ale przed tym wyłączył światło.
Gdy rodzeństwo usłyszał dźwięk klamki, automatycznie się lekko uspokoiło. Chłopak położył się i przykrył kołdrą tak, że Laila widziała tylko część jego tyłu głowy.
- Arek? - powiedziała cicho z niepokojem. - Co o tym sądzisz?
- Idź spać, pogadamy jutro - rzekł gasząc lampkę nocną.
Dziewczyna posiedziała jeszcze chwilę po turecku, a następnie położyła się na plecach i przytuliła do kołdry.
Po dziesięciu minutach słyszała wolny i równomierny oddech brata. Była pewna, że już zasnął. Nie rozumiała jakim cudem tak szybko mu się to udało, podczas gdy ona wierciła się z boku na bok, w ogóle nie potrafiąc zamknąć oczu na dłuższą chwilę.
W końcu stwierdziła, że musi iść do łazienki. Wstała po cichu i na paluszkach podeszła pod drzwi. Już miała je otworzyć, gdy nagle usłyszała, że goście jeszcze sobie nie poszli. Zamarła w bezruchu aby podsłuchać osoby będące w kuchni. Mogła zachować się jak grzeczna dziewczynka i wrócić do łóżka, ale to nie był jej styl. Laila była bardzo ciewkawska i żyła we własnym świecie. Zawsze wierzyła, że każdy mowy dzień daje okazję na odmienienie jej życia, między innymi dlatego łatwo było jej uwierzyć w słowa kompletnie nieznanych osób. Nie dając o sobie znać, stała pod drzwiami, skąd doskonale słyszała co się działo w drugim pokoju.
- Asmoday, zostaw to wreszcie i chodźmy stąd - powiedział znudzony Kajm, a jego poziom irytacji wzrastał z każdym razem gdy kobieta zaglądała do wszystkiego, co zobaczyła.
- Wooo! - powiedziała cicho z ekscytacją, z głową w lodówce. - To pudełko daje zimno!
- Zamknij je, bo jeszcze zepsujesz! - syknął zdenerwowany, siedząc na krześle i opierając się na ręce. Granatowowłosa naburmuszyła się jak małe dziecko, ale posłuchała kolegi.
- A właśnie... - zaczęła całkowicie poważnie. Oparła się o blat i splotła ręce na piersiach. - Czemu im nie powiedziałeś jednej rzeczy?
Laila ściągnęła brwi ze zdziwienia. Tym bardziej chciała usłyszeć więcej.
Kajm przez chwilkę nic nie mówił.
- Dobrze wiesz dlaczego - odezwał się spokojnie.
- Mają prawo wiedzieć jak jest.
- I co miałem niby powiedzieć? - zaczął cicho z irytacją. - Że niektóre dżiny to tak naprawdę demony, które zabijają swoich przywoływaczy gdy ci odmówią, a jeszcze inni zanim poinformują o co chodzi??? To każdego odstrasza. Ponad to wtedy nie ma się własnego wyboru, bo jest strach, że można stracić życie nawet próbując je ocalić na początku, a bez własnej determinacji daleko się w tej chorej grze nie zajdzie. - Kobieta uśmiechnęła się z kpiną. - Doskonale wiesz jak to jest nie mieć własnej woli, ale nie mogę zrozumieć tych, co zabijają przywoływaczy nic nie powiedziawszy - mówił dalej już spokojnie.
- A dziwisz im się? - nie wytrzymała Asmoday i mówiła z wściekłością, jednak nadal ściszała głos. Skóra na jej policzku zaczęła pękać, tworząc bardzo ciemne, niebieskie smugi, a białka oczu zalały się czernią. - Już dawno stracili nadzieję na wolność. Przez tysiąc lat tkwimy w jednym, szarym wymiarze, a jak wreszcie mamy możliwość wejścia na ten świat, to musimy usługiwać śmiertelnikom! - Zrobiła wdech by się uspokoić, ale to nie pomogło. Kajm wpatrywał się w nią w milczeniu. - Oczywiście, że mamy szansę odzyskać to co utraciliśmy, naszą wolność, ale to może sprawić tylko zwycięsca, który za sprawą władzy uwolni wszystkie dżiny, ale! - Machnęła rękami, ledwo utrzymując nad sobą kontrolę. - Każdy człowiek jest tak cholernie samolubny, że w życiu nie pomyśli o innych istotach! Za każdym razem, gdy już mieliśmy nadzieję, że osoba będzie inna, okazywało się, że i jej odbijało na punkcie mocy, jaką dawał pierścień! - Zaczęła ciężko oddychać. Po chwili przymknęła oczy, aby się uspokoić. Ślady na jej skórze zniknęły i gdy splotła na powrót ręce, otworzyła znów normalne oczy. - Większość dżinów straciła nadzieję na wyrwanie się z klatek. Tkwimy w innym wymiarze już tysiące lat i nawet tam nie mamy pełnej swobody. Nic dziwnego, że innym przestało zależeć na tej pokręconej rywalizacji - dodała ze smutkiem i zaczęła wpatrywać się przez okno w piękne, nocne niebo.
Nastała chwila ciszy.
Kajm nie był wstanie spojrzeć na Asmoday. Rozumiał doskonale o czym mówiła.
Laila z przerażeniem wpatrywała się przed siebie. To prawda, w ogóle nie pomyślała o tym, co mogą czuć przybysze, ale teraz jak wiedziała, była zszokowana prawdą.
Kobieta przerwała minutę milczenia, a blondynka zaczęła słuchać na nowo.
- Chyba tylko ty jeden w pełni masz wiarę, że kiedyś odzyskamy naszą wolność - rzekła cicho z wielkim bólem.
- To dlaczego tu jesteś? - zapytał smutno czerwonowłosy. - Dlaczego inni też tu są i nie strasząc śmiercią, służą swoim przywoływaczom?
- Bo chcemy jak najdłużej być na tym świecie i patrzeć na otaczające kolory oraz wbrew pozorom piękno! - powiedziała stanowczo, odwracając zapłakane oczy ku rozmówcy. Ten dosyrzegł w nich cierpienie oraz determinację.
Asmoday patrzyła tak przez chwilę w pomarańczowe tęczówki, po czym za pomocą niebieskiego obłoku zniknęła.
Kajm siedział przy stole bezradny. Słowa jego towarzyszki bardzo go dotknęły.
- Mylisz się... Nawet ja potrafię stracić nadzieję - wyszeptał smutno, po czym także rozpłynął się w powietrzu.
Laila stała w bezruchu jeszcze trochę czasu. Ją także poruszyły słowa kobiety. Gdy była już pewna, że nikogo nie ma w kuchni, wróciła bez sałowa do łóżka.
Nad tym, co usłyszała, myślała całą noc. Poczuła się wyrwana ze swojego idealnego świata i chciała pomóc tym istotom, czuła że to jej obowiązek. Ponad to miała swoje marzenie, które bardzo chciała spełnić. Całe życie będąc sama z bratem, bez przyjaciół i kochających rodziców, pragnęła jednego bardziej niż czegokolwiek. Wiedziała, że Arek będzie kompletnie przeciwny tej rywalizacji, ponieważ zawsze stawiał bezpieczeństwo jej i swoje na pierwszym miejscu, ale ona wiedziała czego chce i pragnęła z głębi serca.
Gdy słońce zwiastowało nowy dzień, a wraz z nim siedemnaste urodziny, Laila postanowiła, że jest gotowa zaryzykować własne życie i wziąć udział w grze o pierścień Salomona.

Jeszcze raz przepraszam ;_; i juz się zabieram do pisania, bo trzeba się ogarnąć w końcu X'D A co do tego na górze to może będę kontynuować, ale jak skończę to opowiadanie i proszę o wsparcie w konkursie! Z góry dziękuję <3

niedziela, 16 lipca 2017

#3

Rozdział dedykuję mojemu wiernemu komentatorowi i wszystkim, którzy czytają to na bieżąco  ♡

Białowłosy demon chodził po lesie, poszukując kryjówki niedoszłego zamachowca. Dzięki swoim sługom z Piekła dowiedział się o ataku na Podziemia. Był bardzo zaciekawiony wynikami badań wroga i w jaki sposób udało mu się stworzyć hybrydy tak, że nie wytwarzały one przeciwciał na obce gatunki.
Trop zaprowadził diabła właśnie tutaj, pod spaloną piwnicę. Zamknął czerwone oczy, aby się skupić i dowiedzieć, czy ktoś jest w pobliżu. Gdy nie zarejestrował niczyjej obecności, wszedł do środka przez na wpół przypalone drzwi, do wnętrza betonowej kopuły.
Szedł schodami coraz niżej i niżej, pogrążając się przy tym coraz bardziej w ciemnościach. W końcu gdy jego stopa dotknęła podłogi, do środka nie docierała ani jedna smuga światła. Mimo to mężczyzna wszystko widział, ale niestety nie w kolorach. Widział w odcianiach szarości otaczające go meble, ale jego uwagę przykuły drzwi na końcu korytarza. Gdy je otworzył ujrzał połamane rzeczy, jakieś podpalone odłamki czegoś oraz piach na podłodze.
Zmęczony prawie jednolitym kolorem, pstryknął palcami i nagle pojawiły się cztery płomyki, które poleciały po pomieszczeniu, a następnie jeszcze bardziej rozbłysły, dając przy tym duże światło.
Białowłosy widział teraz dokładnie,  że walające się po podłodze drobinki to tak naprawdę odłamki przypalonego szkła, połamane rzeczy to resztki po starych stołach operacyjnych, a piasek okazał się być popiołem, najprawdopodobniej po jakiś kreaturach i reszcie spalonych obiektów. W powietrzu nadal unosiły się resztki zapachu dymu, który lekko drażnił nos.
Uwagę demona przykuła jedna rzecz, a mianowicie czerwone plamy na dwóch ścianach i na podłodze. Jedna była w kształcie, jakby coś się na pionowej powierzchni roztrzaskało, ale to, co go zaciekawiło to małe stróżki krwi na tej samej ścianie, znikające na podłodze.
Mężczyzna podszedł w tamto miejsce i dotknął ręką dwóch wgłębień, jakby po dużych śrubach. Sądząc po miejscu domyślił się, że  mogły to być kajdany, które dostrzegł niedaleko. Jako jedyne nie zostały skażone przez ogień. Mieniły się w blasku płomieni na srebrno, z przebłyskami błękitu. Łatwo było zgadnąć, że są one zrobione z niebiańskiego metalu.
Rozpryśnięta plama była niemalże czarna, natomiast cienka i mała stóżka krwi miała kolor bordowy, ale odziwo nie była całkowicie sucha. Diabeł kucnął i wziął resztki czerwonej substancji na palec, po czym wsadził go sobie do ust.
Bez wątpienia była to ciecz, pochodząca z żył demona, ale nie to zwróciło jego uwagę. W próbce wyczuł swoją krew, co oznaczało, że cienkie, bordowe linie należą do Ashimaru, demona powstałego z człowieka za pomocą krwi białowłosego.
Mężczyzna wstał i rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu. Nie było tu wiele rzeczy, z których dało by się coś wybadać lub cokolwiek z nimi zrobić. Niepocieszony wyszedł z pokoju, a płomyki, robiące za światło, znikły tak szybko, jak się pojawiły. Przemierzł ciemności jeszcze raz i zaczął iść po schodach w kierunku światła.
Jego twarz przywitały promyki wschodzącego słońca. Ptaki w całym lesie zaczęły śpiewać, jak co rano. Co jakiś czas dało się słyszeć lekki szelest brązowych i czerwonych liści. Wszystko było w odcieniach jesieni, która powoli ustępowała zimie.
Białowłosy zasłonił cieniem ręki oczy przed słońcem. Nie lubił jak go raziło. Gdy odwrócił głowę, dostrzegł jak coś błyska się w trawie, przy wejściu.
Kucnął i zobaczył połowę szklanej strzykawki. W środku znajdowała się kropla czegoś czerwonego. Mężczyzna wziął do ręki szkło i powąchał substancję. Pachniała  nieznanie, nie odpychała, ale też nie przyciągała swoim zapachem. Przetarł palcem po czerwonej plamie i ją spróbował. To była krew, ale bardzo specyficzna. Domyślił się, że jest to zmieszana, szkarłatna ciecz wszystkich gatunków istot nadnaturalnych, ale to, co jego wyostrzony zmysł wychwycił to charakterystyczny smak jego krwi, zmieszanej z człowiekiem.
- Czyli jego krwi też dodał - uśmiechnął się lekko do siebie, mając na myśli Ashimaru. Wszędzie rozpozna krew tego, którego chce zabić.
Pięć lat temu nie zrezygnował z tronu tylko dlatego, że mu się to znudziło bawienie w króla, ale także dlatego, że znalazł sobie nową zabawę, którą do tej pory kontynuuje.
Wyprostował się i zamknął czerwone oczy. Wiatr zawiał, zrzucając z drzew ostatnie liście i przynosząc zapachy z jednego kierunku. Demon wyczuł następne plamy krwi. Zrobił parę kroków w las i odgarniając gałęzie przyjrzał się im. Dzięki swojemu wzrokowi dostrzegł małe, czerwone drobinki.
Idąc ich śladem dotarł do kępy krzaków, które otaczały małą, łysą polankę. Na niej zobaczył czerwoną plamę, a niedaleko porozrzucany przez wiatr cały komplet skąpych ubrań. Obok nich była resztka popiołu.
Białowłosy nie uśmiechał się. Jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć. Patrzył na wszystko uważnie, aby odgadnąć co tu się stało. Od razu rozpoznał, że tutaj musiał umrzeć wampir, a sądząc po ubraniach to była to kobieta, natomiast czerwona i zaschnięta krew na pewno do niej nie należała. Schylił się i urwał liść, na którym jej część się znajdowała. Powąchał, a jego oczy otworzyły się szerzej. Zapach był intrygujący i niezwykle pociagający, a przede wszystkim nowy. Nigdy wcześniej nie miał doczynienia z czymś podobnym. Spróbował tej próbki i mimo wyostrzonego zmysłu smaku nie był wstanie powiedzieć do kogo ona należy. Czuł, że zna odpowiedź, ale nie potrafił jej podać. Musiał by wziąć do ust więcej tej zaskakującej cieczy.
Nagle poranny wiatr zawiał mocniej. Niesforne, białe włosy zaczęły się lekko unosić. Ręka diabła opadła, a on sam wstał i odwrócił głowę w stronę wiejącego powietrza. Zrobił głęboki wdech. Dokładnie ten sam intrygujący zapach, tyle że o wiele bardziej intensywny. Otworzył szerzej oczy, a jego źrenice przybrały pionowy kształt.
W jednej chwili przemierzł oczami odległość około kilometra i zobaczył stojącą w środku lasu, blondwłosą dziewczynę. W ułamku sekundy wrócił wzrokiem do obecnego położenia i pokonał dzielącą go odległość od celu. W tej samej sekundzie złapał nastolatkę od tyłu za ramiona i wbił się nagle wysuniętymi kłami w jej szyję. Zdążył upić tylko jeden, duży łyk, bo dziewczyna nagle sięgnęła rękami za siebie, złapała osobnika i rzuciła nim przed siebie.
Nie miała czasu się zastanawiać jakim cudem jej się to udało oraz jak tak szybko zareagowała, bo owiele bardziej była przestraszona pojawieniem się wroga. Ten jednak nie uderzył plecami o drzewo, tylko obiema nogami odbił się od niego i stanął na ziemi z rękoma w kieszeniach. Uśmiechnięty wytarł kciukiem kącik ust, ubrudzony resztkami krwi, ale ani na chwilę nie spuścił wzroku z przeciwnika. Już doskonale wiedział kim jest ta dziewczyna, a raczej z czego się składa. Widząc strach w jej niebieskich oczach, znalazł się przy niej w ułamku sekundy i chwycił ją za gardło, przyciskając do najbliższego drzewa.
Diana nie wiedziała co ma robić. Zaczęła szamotać nogami, ale te nie sięgały mężczyzny. Dłońmi próbowała odciągnąć jego ręce. Poczuła jak w ściśnietęj szczęce wyrastają jej kły, a palce zmieniają kształt. Przez lekko przymknięte oczy widziała szkarłatne oczy, które były zafascynowane tym, co teraz widziały, oraz wielki uśmiech, odsłaniający lekko czerwone zęby po krwi. Jej krwi.
Przestała próbować ściągnąć ręce przeciwnika ze swojej szyi i zacisnęła dłonie na nich najmocniej jak umiała. Niestety, przez ich szerokość jej ostro zakończone paznokcie nie były w stanie nawet drasnąć skóry białowłosego.
Demon był podekscytowany. Nareszcie znalazł to czego szukał. Być może jego gra wreszcie dobiegnie końca. Znalazł brakujący element do swojego planu.
Nagle poczuł jak z zaciskających się na nim dłoni dziewczyny wydobywa się ciepło, które gwałtownie zwrastało i przypiekło mu skórę. Wtedy puścił blondynkę, która upadła i uderzyła się głową o drzewo, co spowodowało cofnięcie się przemiany.
Spojrzał zdziwiony na swoje ręce, które już zaczęły goić oparzenia. Zaskoczyła go ta umiejętność. Nie spodziewał się, że ona ją przejmie. Podstawową i zarazem najsilniejszą mocą białowłosego był ogień. Biorąc udział w eksperymencie Lewiatan, tę broń przejął Ashimaru, a teraz przez niego trafiła ona do tej dziewczyny.
Diana w tym czasie masowała obolałą szyję, nie spuszczając wzroku z obcego demona. Podkuliła nogi i zaczęła machać rękami w panice, kiedy on zaczął się do niej szybko zbliżać. Przerażona zamknęła oczy i zasloniła się dłońmi, gotowa na kolejny atak, który jednak nie nadszedł.
- Witaj. - Usłyszała niski głos, usmiechniętego złowieszczo mężczyzny. Diana otworzyła oczy i zobaczyła, że białowłosy podaje jej dłoń, aby wstała.
Nie chciała jej złapać, ale przestraszona, a tym bardziej zdezorientowana, nieświadomie ją chwyciła.
- Jestem Beliar.

__________________________________
Dobry dzień!
Dla mnie jest dzień bo jest noc XD Mija ukochana logika...
Okki a tam na serio, chce pisać dalej to opowiadanie, bo tyle rzeczy w życiu zaczynam, ale nigdy ich nie kończę, że mam wyrzuty sumienia, że nic nie robię. Cały pomysł i plan mam gotowy, tylko czasem chce ci brak, jak zawsze w moim przypadku do wszystkiego ._. Jednak staram się ogarnąć i pisać!
I oto pojawił się nowy bohater! Co on takiego planuje?
Co się stanie dalej? Czy już każdy wie czym jest Diana? Bo chyba tak, a jak nie to szczegółowo wszystko będzie w następnym rozdziale!
/~Sayox (NekoNestee)

piątek, 23 czerwca 2017

#2

Dziewczyna wyrwała się z transu, gdy trzymane ciało rozpadło się na małe, szare drobinki. Na ziemię poleciało samo ubranie.
Diana była w szoku. Co właśnie zrobiła? Co się właśnie stało?  Pamięta tylko cudowną woń i słodki smak krwi. Jej serce biło zestresowane szybciej, a wzrok nadal był utkwiony w bluzce ofiary. Jedyny dźwięk, jaki dało się słyszeć, to szum liści brzóz i co jakiś czas ćwierkanie ptaków. Kolorowe niebo było coraz bardziej pokrywane przez granat.
Diana nadal stała jak zamrożona. Jej ciało wysyłało impulsy, że powinna stąd iść, ogarnąć się. Nie myśląc zaczęła cofać się i wyszła z polanki.
Ocknęła się parę metrów dalej. Miała w głowie istny mętlik, ale jej ciało było nienaturalnie spokojne. Nie myśl o tym. Później to zrobisz, mówiła do siebie. Teraz zależało jej, aby znaleźć się jak najszybciej w domu. Tylko jak? Zasięgu tutaj nie było i była sama w środku lasu. Właśnie... sama. Odgoniła te myśli. Skupiła się na powrocie.
Zaczęła szukać większej, udeptanej ścieżki. W końcu po dwudziestu minutach udało się jej. Rozejrzała się, bo nie wiedziała, w którą stronę ma iść. Obydwa kierunki prowadziły dalej w las, ale któryś musiał prowadzić do normalnej drogi, nie? Tylko który?
Zmrużyła oczy, wpatrując się w jedną ze stron. Może coś dostrzeże, co pomoże jej podjąć decyzję?
Nagle, w ułamku sekundy, jej wzrok jakby wyprzedził ciało. Poleciał według ścieżki, co jakiś czas skręcając, aż wreszcie zatrzymał się i w niedalekiej odległości było widać asfalt i przejeżdżający, srebrny samochód. Obraz na bokach był rozmyty, a po środku był jakby patrzyło się przez lornetkę.
Diana była zdezorientowana. Nic nie rozumiała. Co to było? Nie była tym przerażona. Widziała przed chwilą, że ma czarne oczy, kły i jakieś widły zamiast palców. Jej zmęczony natłokiem wydarzeń umysł przestał się bać i tylko zaczął przyswajać nowe informacje.
Bez zastanowienia ruszyła w stronę asfaltu.
Droga okazała się dłuższa niż pokazał wzrok, mimo szybkiego marszu. Wynosiła ona ponad kilometr. Przy skraju lasu, zanim wyszła na jezdnię, wyjęła telefon, aby sprawdzić swój wygląd. Zwróciła przy tym uwagę na ręce, które były normalne, ale wolała się upewnić co do koloru tęczówek. Byłby kłopot gdyby ktoś zobaczył nastolatkę w częściowo podartych ubraniach, z czarnymi oczami i dziwnymi palcami, chodzącą po ulicy, w dodatku o zmierzchu. Chciała przynajmniej choć trochę ukryć niecodzienną sytuację.
W słabym odbiciu zobaczyła niebieskie oczy. Odetchnęła z ulgą i wyszła na drogę. Rozejrzała się I wiedziała gdzie jest. Poznawała tą ulicę. Znajdowała się niedaleko szkoły. Z prawej strony było widać już budynki. Dziewczyna szybko ruszyła w stronę domu, nie zwracając na nic uwagi.
Mijała kolejno wszystkie rzeczy, które niby widzi na co dzień, jednak w nocy wszytko wygląda inaczej. Stara droga do szkoły, była oświetlona przez latarnie. Spokojne, poboczne uliczki teraz były ciemne i wcale nie zachęcały, aby nimi pójść. Wszystko stało się bardziej mroczne i tajemnicze, a wiejący, jesienny wiatr tylko podwajał efekt. Na chodniku dodatkowy szelest wywoływały suche liście.
Gdy przekroczyła próg drzwi, od razu podeszła do niej mama. Na jej twarzy malowało się zdenerwowanie, spowodowane troską o córkę.
- Gdzie byłaś? Czemu tak późno przyszłaś? - zaatakowała od razu pytaniami.
Diana spojrzała się w jej oczy, w których można było zobaczyć miłość matki do dziecka. To co dziewczynę zdziwiło to jej własny spokój. Serce blondynki biło normalnie, jakby ciało w środku było puste.
- Byłam u koleżanki - skłamała Diana, a jej ton głosu, wskazywał jakby to była prawda. Nie wiedzieć czemu czuła się normalnie. Gdyby ktoś zapytał ją co czuje, odpowiedziała by szczerze, że nic.
- Nie mogłaś chociaż zadzwonić? - powiedziała zmartwiona matka. Przez ostatnie godziny przez jej głowę przelatywały najczarniejsze scenariusze. Na szczęście jej córka wróciła cała i zdrowa. Tylko nie wiedziała, że inna.
- Telefon mi się rozładował - odpowiedziała nastolatka, przechodząc do kuchni, aby się wzrokowo przywitać z tatą, który był w salonie.
- Cześć - rzuciła.
- Dobrze, że jesteś. Matka tak się niepokoiła, że wyżywała się na mnie - rzekł zrezygnowany na to wspomnienie.
Starsza brunetka się zaczerwieniła.
-A ty co? Mógłbyś się przynajmniej trochę przejąć -powiedziała zakłopotana, przez co zdenerwowana.
Ojciec tylko westchnął.
Diana się lekko uśmiechnęła. Powiedziała, że idzie spać i poszła na górę. Tam oczywiście był jej brat. Niepokoił się jej nieobecnością, więc cierpliwie czekał aż wróci. Dziewczyna rzuciła mu szybkie "dobranoc" i poszła dalej. Nie chciała z nim gadać, ani z nikim innym.
Przebrała się, umyła i zamknęła w swoim pokoju.
Mimo panującej ciemności doskonale widziała wszystkie meble, tylko że w szarościach. Położyła się na miękkim materacu i przykryła kołdrą.
Nie była śpiąca, ani zmęczona. Wpatrywała się w sufit z twarzą, która nie zdradzała żadnych uczuć. Miała poczucie, że wszystko co się stało, co jest teraz, jest jednym, wielkim snem, że zaraz się obudzi i poczuje się normalnie. Niestety, to była rzeczywistość. Zamknęła oczy. Może uda jej się zasnąć.
Przed oczami stanęły jej płomienie i miejsce, w którym się znalazła. Jej powieki szybko powędrowały w górę. Przewróciła się na drugi bok. Czyżby ta noc miała być nieprzespana?
Przy kolejnej próbie uśnięcia przez myśli przebiegły wszystkie chwile spędzone z Ashem. Te radosne, jak się poznali, sytuacja w łazience, w przebieralni, jej urodziny, a nawet pojawienie się białowłosego demona. Później te gorsze wspomnienia, a wraz z nimi uczucia, takie jak smutek i lęk. Ponownie otworzyła oczy. Spojrzała na swoją rękę, a dokładnie na dawne miejsce kontraktu. Czy Ash ją zostawił? Co się w ogóle stało? Znowu miała być... sama?
Na tą myśl coś ją ukuło w serce. Nie chciała wracać do tych dni sprzed pamiętnego spotkania. Jak o tym pomyślała to ją w środku coś zabolało. Nie chciała tego tracić. A może jego?..
Znów się przekręciła na drugi bok. Postanowiła podsumować dzisiejsze wydarzenia. Jeszcze dziś wracała ze szkoły z Ashem... A potem obudziła się w palącej się piwnicy. Później wybiegła w las i spotkała najprawdopodobniej wampira, którego zbiła. Wydawało się jej jakby nie minął jeden dzień, a kilka.
 Jedną z dziwnych rzeczy było dla niej to, że za bardzo nic nie czuła. Na wspomnienie wysysanej krwi, jej ciało nie wzdrygnęło się, a na widok rodziców nie poczuła ulgi, tylko ci ludzie wydawali jej się być bardziej odlegli. Wiedziała, że powinna czuć przerażenie, w końcu stała się czymś, nawet nie wie czym, ale tego nie robiła. Czyżby dawna Diana zniknęła?
Obróciła się na plecy. Dlaczego jej emocje jakby się same wyłączyły? Może było o spowodowane szokiem nową sytuacją, a może tak jej organizm reagował na zbyt wielką  falę uczuć, albo już przywykła do przerażenia i teraz za bardzo to ją nie ruszało.
Przytuliła się do poduszki. Jednak do jej serca zawitało jedno, dawno nie widziane doznanie, a mianowicie samotność. Poczuła coś mokrego na policzku. Przytknęła rękę i zobaczyła, że to pojedyncza łza. Otworzyła oczy ze zdziwienia. Nawet nie poczuła jak jej oczy się zrobiły mokre. Dawna ona nie zniknęła do końca.
Nagle zobaczyła przez skrawek okna coraz jaśniejsze niebo. Nie spała całą noc. Wzięła telefon, podłączony do ładowarki i sprawdziła godzinę. Było w pół do piątej.
Usiadła na ramie łóżka i oparła na niej ręce. Postanowiła, że musi coś zrobić. Nic nie przyjdzie jej z użalania się nad sobą. Pragnęła wiedzy. O sobie i o tym, co się stało. Nie wiedziała jak ją zdobyć, ale wiedziała, że musi spróbować czegokolwiek. Musiała zrozumieć nową siebie. Postanowiła przetestować przemianę, a dokładniej dziwną zmianę wyglądu. Wolała nie robić tego w domu, a do głowy przychodził jej tylko las. Szybko się przebrała i po cichu wyszła głównymi drzwiami.
Tylko gdzie dokładnie miała teraz iść? Do jej ulubionego miejsca? Od razu zaatakowała ją fala wspomnień z chwili, gdzie widziała po raz pierwszy śmierć człowieka na własne oczy. Wolała tam nie iść. Najlepiej gdzieś odosobnione miejsce. Tak wcześnie i tak będzie bardzo mało ludzi, ale ci co mają psy wychodzą zwykle o tej porze na spacer. Jedyne co jej przychodziło to głąb lasu, a jedyne takie miejsce, które pamięta, to okolice spalonej piwnicy. Tam na pewno nie wróci, ale jeszcze dalej powinien także być spokój. Tylko jak tak szybko się tam znajdzie? Obróciła się, będąc jeszcze na podwórku, szukając pomysłu.
Zobaczyła rower brata, pozostawiony koło domu.
- Bingo - rzekła uśmiechając się do siebie. O tej porze nie będzie żadnego ruchu na ulicach.
Ponad dziesięć minut później była już daleko od domu, dalej niż wcześniej od szkoły i sama w środku lasu.
Postawiła pojazd przy drzewie i stanęła, wsłuchując się w poranny śpiew ptaków. Wzięła głęboki wdech, gdy świeży poranny wiatr zaczął jej wiać na twarz i zamknęła oczy delektując się naturą i spokojem.
Nagle poczuła jak coś się jej brutalnie wbiło w mięsień czworoboczny.


________________________________________
Ostatnio mam trudności z pisaniem, ale nie chcę tego porzucać.
Co to mogło się pojawić? Albo kto? ^.^
Czekam na wasze domysły :D

/~NekoNestee

poniedziałek, 5 czerwca 2017

#1

Ciemność. Wszędzie mrok. Diana nic nie widziała, ani nic nie słyszała. Otaczała ją martwa cisza. Czyżby umarła? Ale czy w takim razie nie powinna gdzieś się przenieść? Dziewczyna czuła, że odchodzi do innego świata. Cała jej świadomość powoli zanikała. Najpierw straciła władzę nad ciałem, a później jej zmysły przestały działać. Tylko patrzyła oczami duszy na otaczającą ją nicość.
Aż nagle coś jakby w nią strzeliło. Pojawił się ból, który rozchodził się od prawej ręki, jakby miliony igieł płynęło razem z jej krwią. Nie mogła w żaden sposób pokazać swojego cierpienia. Jej ciało nie słuchało, chciała krzyczeć lecz jej usta nawet się nie otworzyły, tak samo jak oczy.
Przeżywała istną męczarnię. Czuła jak każda część jej organizmu zostaje przeszyta na wylot, a ona sama nic na to nie mogła poradzić. Ból przejmował nad nią kontrolę, jakby każdy mięsień po kolei zostawał rozerwać,  a kość wyżerana przez kwas. Najpierw ręka, później nogi, klatka piersiowa, druga dłoń i na końcu głowa. Chciała się skulić, przysunąć kolana, aby chociaż odrobinę zmniejszyć cierpienie, ale nie mogła. Chciała wbić palce w cokolwiek, aby się wyżyć, ale jej dłoń nawet nie drgnęła. Pogrążona w agonii czekała, aż ta ustąpi.
W końcu ból zaczął słabnąć. Jakby zniszczył każdą jej cząstkę po kolei, a nie mając nic więcej do destrukcji, wycofywał się.
Nic nie czuła. Pustka. Jakby była bezcielesną istotą, zamkniętą w naczyniu. Po prostu była. To było miłe uczucie, wręcz wielka ulga, w porównaniu do tego, co czuła przed chwilą.
Diana nie wiedziała ile czasu minęło, zanim wreszcie odzyskała nad czymś władzę. Jej serce zaczęło powoli wznawiać pracę. Zaczęła wreszcie coś czuć, a mianowicie rozchodzące się wewnątrz ciepło. Wkrótce krew dotarła do wszystkich części ciała, powodując zanik uczucia zdrętwienia.
Dziewczyna próbowała się poruszyć, niestety bezskutecznie.
Po chwili nagle zaczęła odzyskiwać zmysły. Najpierw stłumione dźwięki stawały się coraz wyraziste, a potem zaczynał działać jej węch, przez który poczuła zapach dymu.
W końcu otworzyła oczy, odzyskując pełną kontrolę nad ciałem. Oślepił ją ogień. Zamrugała parę razy, by jej wzrok się wyostrzył i rozejrzała się zdezorientowana.
Ujrzała jak wszystko wokół niej płonie.  Trzaski palonych rzeczy docierały do niej ze wszystkich stron. Zauważyła, że coś jest nie tak, bo przecież jak zwykłe, metalowe rzeczy mogą się płonąć? Sama siedziała na stole, jakby operacyjnym, a wszystkie narzędzia, które wisiały przy ścianie, się topiły. Tak samo reszta podobnych wózków, na których były obiekty, będące źródłem innego smrodu, jakby palącego się ciała. Dziewczyna przestraszyła się i nerwowo podkuliła nogi. Zobaczyła, że języki ognia zaczęły ją otaczać, że chciały także i ją przemienić w popiół. Panika wzięła w górę. Chciała pobiec do drzwi, które dostrzegła, jednak nim się obejrzała, nagle już przed nimi była, oparta plecami.
Jej oddech był szybki. Nie wiedziała gdzie jest, ani co się właśnie stało. Chciała się odwrócić i uciec, jednak jej noga na coś się natknęła. Diana spojrzała w dół, a jej oczy stały się szersze z przerażenia. Zobaczyła palącą się, martwą istotę, podobną do człowieka, bez głowy. Zamiast niej była tylko krwawa dziura. Blondynka szybko pchnęła drzwi i instynktownie biegła do wyjścia z piwnicy.
Na zewnątrz oślepił ją blask zachodzącego słońca. Z tego powodu zasłoniła oczy cieniem ręki.
Wciąż czuła mocne i przyśpieszone bicie jej własnego serca. Rozejrzała się przerażona niewiedzą, gdzie się znajduje. Wokół był tylko las. Wszystkie drzewa; brzozy, klony i świerki, oraz mniejsze krzaki zapełniały całą widoczność. Wiejący wiatr poruszał liśćmi, powodując charakterystyczny szum.
Odwróciła się ku pożarowi. Jej ciało krzyczało, aby uciekała przed możliwym wybuchem. Dziewczyna posłuchała się instynktu i zaczęła biec w las.
Czuła jak włosy zahaczają o pojedyncze liście, które były przesuwane pośpiesznie przez ręce i wyrywały jej pojedyncze włosy. Diana nie raz przy szybkim odgarnianiu gałęzi czuła, jak te robią zadrapania na jej nogach i dłoniach.
W końcu po paru minutach biegu, zmęczona szokiem i negatywnymi uczuciami, przystanęła przy pierwszym lepszym drzewie i się o nie oparła. Dysząc rozejrzała się i dostrzegła rząd przylegających do siebie krzaków, a za nimi drzewo. To nie było nic nadzwyczajnego, ale owe rośliny tworzyły trudno dostępną przestrzeń, która była podobna do ulubionego miejsca Diany. Bez zastanowienia tam poszła. Z trudem odgarnęła gałęzie, ale w końcu dostała się do środka kręgu z krzaków. Oparła się o jedyne drzewo i nogi same się jej ugięły.
Jej serce nadal zdecydowanie za szybko biło. Nagle poczuła, że się dusi. Opadła bardziej pionowo na kolana i zaczęła kasłać. Na ręce, którą zasłaniała usta, pojawiła się plama krwi, przyczyna zadławienia. Jej oczy otworzyły się szerzej. Szybko wytarła dłoń o trawę i cofnęła się do drzewa, znów się o nie opierając z podkulonymi kolanami. Zamknęła oczy i wzięła parę wdechów na uspokojenie. Adrenalina powoli opadała, dając na nowo pełną kontrolę nad zmysłami.
Pierwsze co jej przyszło do głowy, to która godzina. Przecież jak się nie pojawi w domu to jak to wytłumaczy rodzicom? Ale później druga myśl. Ile włacinie była nieprzytomna i gdzie jest? Dziewczyna postanowiła odpowiedzieć chociaż na jedno z tych pytań i sięgnęła ręką do zapiętej kieszeni letniej kurtki po telefon. Gdy miała już go w ręku, zanim na niego, spojrzała najpierw na swoją dłoń. Była bledsza niż normalnie, ale nie to było dziwne. Dziwne były dłuższe palce oraz ostro zakończone paznokcie. Ściśnięte wszystkie razem tworzyły tak jakby ostrze. Diana zobaczyła druga rękę, która za wiele się nie różniła od poprzedniej, z wyjątkiem środkowego palca. Był prawie biały, jeszcze bledszy od reszty skóry, jakby odrósł na nowo, ale co najdziwniejsze, nie było na nim śladu kontraktu. Zaniepokojona tym faktem wstała i odruchowo się rozejrzała.
- Ash! - krzyknęła, lecz nikt nie odpowiedział. - Ashimaru, chodź tutaj! - wolała, ale niestety na próżno. Spojrzała znów na swój palec i przyjęła rzeczywistość. Nie mieli już kontraktu.
W międzyczasie językiem wyczuła, że ma zmienioną budowę szczęki. Spojrzała na ciemny ekran telefonu, w którym dzięki ostatnim promieniom padających na twarz, ujrzała swoje odbicie. Zszokowały ją oczy, które nie były szaro-niebieskie jak zazwyczaj, ale jarząco pomarańczowe, a czarne białka jeszcze bardziej podkreślały intensywność i jaskrawość nowej barwy, ale przynajmniej źrenice zostały okrągłe.
Otworzyła usta i zobaczyła zmienione uzębienie. Dwójki były dłuższe, lekko zakrzywione, tworząc hak. Kły były najdłuższe, także bardzo ostre i też trochę  zniekształcone, ale nie tak bardzo jak poprzednie zęby. Dziewczyna owszem była przestraszona, ale ten strach był spowodowany nowymi zdarzeniami i nowym wyglądem, niż tym jaki on jest.
Po chwili patrzenia się na własne odbicie, wreszcie włączyła ekran i zobaczyła godzinę. Po dwudziestej pierwszej ten sam dzień. Nogi znów same się jej ugięły, tylko nie wiedziała czy to z ulgi czy z przerażenia. W końcu była sama w lesie, nie znanym jej miejscu, a robiło się coraz ciemniej. W dodatku nawet jeśli chciała wrócić do domu, to jak miała ukryć swój wygląd? Domyślała się, że stała się istotą nadnaturalną i jakoś pewnie da się ukryć nową formę, i to ją nie stresowało za specjalnie, bo zawierając pakt z demonem domyśliła się, że coś podobnego może się zdarzyć, a spędzając z nim czas coraz bardziej przyzwyczajała się do innego świata. To, czego się bała, to jej nieumiejętność ukrycia nowego wyglądu, niewiedza czym jest oraz fakt, że jest sama
Diana siedziała skulona pod drzewem przez około piętnastu minut, układając sobie wszystko w głowie. Myślała nad ostatnimi wydarzeniami i jak do tego doszło. Właśnie, jak? Nic nie rozumiała i to ją denerwowało najbardziej. Kiedy tak siedziała, wreszcie ocknęła się z transu i zobaczyła, że jej palce są normalnej długości. Przejechała językiem po zębach i te również były normalne. Co się właśnie stało? Jak? Pytania kłębiły się w jej głowie, ale jednego była pewna- była spokojna. Może to jest kluczem?
Zamyślona nawet nie zauważyła, jak ktoś zbliżał się do jej kryjówki. Serce jej szybciej zabiło gdy usłyszała szelest. Podniosła wzrok i zauważyła damską rękę przeciskającą się przez krzaki, później nogę, aż w końcu całą sylwetkę.
Kobieta, która wychodziła z krzaków była naprawdę piękna. Miała na oko dwadzieścia lat. Długie, kręcone i kasztanowe włosy opadały jej na drobną twarz. Była bardzo szczupła a swoją atrakcyjność podkreśliła bluzką z dekoltem oraz krótką, czarną spódniczką. Jednak mimo ładności wcale nie wzbudzała u Diany zaufania. Blada cera, jarzące się wiśniową czerwienią oczy oraz złośliwy uśmieszek na rubinowych ustach, wzbudzał wręcz niepokój i lęk.
Dziewczyna mogła się tylko domyślić z kim ma do czynienia. Oparła się mocniej o drzewo, jakby chciała się w nim schować, gdy nowo przybyła odezwała się melodyjnym i kuszącym głosem:
- Proszę, proszę. Aleś się schowała. - Rozejrzała się i zaczęła iść w kierunku swojej ofiary przy granicach polanki, głaszcząc prawą dłonią krzaki. W ten sposób pokazywała, że blondynka nie ma drogi ucieczki. - Niestety bezskutecznie. Twoja krew ta ładnie pachniała... - przystanęła i się zaciągnęła zapachem. - Że nie mogłam się oprzeć. - Otworzyła oczy i zabrała gwałtownie rękę z roślin. Przy tym, jedna z ostrych gałęzi rozcięła jej część dłoni. Kobieta spojrzała się bezemocjonalnie na swoją rękę i wzruszyła ramionami. Spojrzała ponownie na swoją ofiarę i momentalnie zamarła w miejscu.
Diana gdy zobaczyła ranę intruza, nagle poczuła głód. Gdy wyostrzony węch wyczuł słodką woń, jej umysł został zamglony tylko przez pragnienie. Poczuła, że znów ma kły, że jej palce się zmieniły, a oczy zaszły czernią i pomarańczem. Nawet na to nie zareagowała. Wszystko zeszło na drugi plan. Liczyła się tylko nagła pustka w żołądku i suchość w gardle, które mogły być zaspokojone tylko w jeden sposób. Ogarnęła ją żądza. Żądza krwi. Teraz to ona patrzyła się na kobietę niczym drapieżnik na ofiarę. Usta, lekko rozchylone, chciały znaleźć się na bladej i idealnie gładkiej skórze, aby poczuć ten kuszący smak. Oczy przeszywały wampirzycę na wylot, sprawiając, że ta odczuła zagrożenie płynące od dziewczyny. Sparaliżowana nie mogła się ruszyć. Wpatrzona była ze strachem w swojego przeciwnika. Serce zaczęło jej szybciej bić. Już chciała się zerwać do ucieczki, gdy nagle poczuła przeszywający ból na szyi.
Diana złapała kobietę za ramiona, a gdy ta próbowała się wyrwać, ścisnęła je tak mocno, że nie dało się nimi ruszać. Podwójne kły przebiły brutalnie najpierw skórę, a później napotkany opór, spowodowany mięśniami. Ciepła krew wleciała do jej ust, zaspokajając pragnienie.
Brązowowłosa nie mogła krzyczeć, mimo że chciała. Nie mogła uciec, mimo że tylko to było jej jedyną drogą ratunku. Czuła powolne drętwienie wszystkich kończyn, nasilające się w całym ciele. Chciała się wyrwać, ale bezskutecznie. Jedynie ból się nasilił, ponieważ blondynka wbiła się głębiej zębami, aby pozyskać jeszcze więcej pożądanej cieczy.
W końcu kierowana głodem Diana wyssała całą szkarłatną ciecz, a martwe ciało z niemym krzykiem na ustach zmieniło się w popiół, pozostawiając tylko bluzkę, spódniczkę i buty.

____________
Witam Cię po mojej dłuższej nieobecności!...
 Tak wiem, moja wina ;-;
Masz prawo być zły, drogi czytelniku, ale zgłaszam, że druga część się rozpoczęła !
Więc zapraszam!

~NekoNestee


PS. Jeśli widzisz błąd to nie bój się pisać, bo mogę go przeoczyć ._. Tak samo jeśli masz jakieś przemyślenia,co jest dobrze a co źle, to też chcę usłyszeć Twoje zdanie!








czwartek, 23 marca 2017

Bonus Specjalny

Promienie słońca wpadały przez okno, a jasność jaką niosły nie zatrzymały nawet zasłony.
Diana z trudem otworzyła oczy. Walczyła, aby jej powieki znów nie opadły. Najchętniej jeszcze by pospała, ale wiedziała, że jeśli to zrobi to zaśnie na kolejne godziny, a było już prawie południe.
Zmusiła się by poderwać swoje ciało i postawiła obie nogi na podłodze. Wiedziała, że jej ciało się obudziło, jednak jej mózg nadal był jakby we śnie.
Poszła do łazienki i leniwie wzięła szczotkę do zębów. Po paru minutach zaczęła się zastanawiać co dziś za dzień, aż w końcu jej się przypomniało, że dziś są jej urodziny. Uśmiechnęła się do siebie w lustrze i czuła, jakby ta wiadomość dodała jej energii.
Wróciła do pokoju cała w skowronkach. Ash w tym czasie leżał na jej łóżku na plecach i podrzucał piłką, znalezioną na jej biurku.
- Czemu jesteś taka szczęśliwa? -zapytał, nie spuszczając wzroku z zabawki.
- Bo dziś jest bardzo fajny dzień - odparła radośnie, biorąc rzeczy do przebrania się.
- E tam - powiedział obojętnie nadal się bawiąc. - Dzień jak co dzień.
Diana spojrzała na niego zirytowana. Ten się na nią tylko spojrzał. Dziewczyna wyszła bez słowa, zostawiając zdezorientowanego demona.
Gdy zeszła na dół, przywitała ją mama z ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Cześć skarbie - powiedziała obejmując córkę.- Wszystkiego najlepszego z okazji twoich osiemnastych urodzin!
- Dziękuję mamo - rzekła znów szczęśliwa dziewczyna. - Gdzie jest Alan i Gabrysia? Bo wiem, że taty nie ma, bo jest w pracy.
- Alan... - zawahała się na sekundę. - Poszedł odwieźć siostrę do koleżanki. Idź teraz zjeść śniadanie i pojedziemy do sklepu po twój prezent - powiedziała z entuzjazmem, zmieniając temat.
Matka i córka weszły do centrum handlowego. Obie miały bardzo dobry humor. Dianie nie schodził uśmiech z twarzy. Cieszyła się, że może spędzić ciekawie czas.
- Chodźmy do sklepu z odzieżą - powiedziała mama wchodząc do miejsca. - Twoje koleżanki mają dla ciebie niespodziankę, więc musisz mieć co na siebie założyć. Wybierz jakąś sukienkę, która ci się najbardziej podoba i nie patrz na cenę.
Diana cała podekscytowana zaczęła przeglądać wszystkie ubrania. Sklep był dwupiętrowy i gdy obiegła już oba poziomy, poszła do szatni z kilkunastoma sukienkami.
Po dobrym czasie przymierzania, wzięła do ręki obcisłą oraz bardzo krótką, czerwoną sukienkę. Od początku wiedziała, że jej nie kupi, ale chciała zobaczyć jakby w niej wyglądała.
Gdy ją założyła, przejrzała się w lustrze. Dziewczyna nie za często nosiła coś zaznaczającego jej figurę, więc nie była przyzwyczajona do sukienek, które widocznie podkreślały jej kształty. Była miło zaskoczona, że sukienka na nią pasuje, ale stwierdziła, że w życiu takiej nie założy publicznie.
Spojrzała na swój wyeksponowany dekolt.
- Idziesz gdzieś kusić, diablico? - usłyszała złośliwy, męski głos. W tym momencie podskoczyła z przerażenia i się szybko obejrzała.
Gdy zobaczyła Asha, cała czerwona na twarzy, ze złości i wstydu, bez słowa wypchnęła go przez szparę w przebieralni i zaciągnęła zasłonę. Stanęła przodem do lustra nadal zszokowana tym, że on widział ją w tym ubraniu.
- Ale naprawdę nie masz się czego wstydzić - powiedział rozbawiony demon, wkładając tylko głowę przez wejście.
- Zamilcz - odrzekła stanowczo, ponownie zasłaniając pomieszczenie. - Idź stąd! Nie chcę cię widzieć na oczy! - Najchętniej by wykrzyknęła te słowa, ale wolała, by nikt jej nie słyszał oprócz niego.
Usiadła na stołku w przebieralni i zrobiła parę wdechów by się opanować. Teraz to już na pewno nigdy nie założy takiego rodzaju sukienek.
Wstała z zamiarem przebrania się, ale w tym momencie usłyszała szelest zasłonki.
- No - powiedziała mama z podziwem. - W tej sukience ja i tata cię nigdzie nie puścimy.
- Spokojnie nie mam zamiaru jej więcej zakładać - odparła dziewczyna najmniej nerwowym głosem jakim potrafiła.
- Zobacz tę - rzekła kobieta, podając jej ubranie.
Diana, zobaczywszy strój, zapomniała co się przed chwilą stało. Była to najpiękniejsza sukienka  jaką w życiu widziała. Była to czarna princeska, dopasowana do talii, ze średnimi ramiączkami, jakby ze zmarszczonego materiału. Sięgała do połowy uda. Dekolt miała odkryty, ale nie obnażający. Od połowy brzucha rozchodził się mocno falbankowy materiał, mieniący się na srebrno.
Dziewczyna od razu ją przymierzyła i gdy zobaczyła, że leży na niej idealnie, wybrała tę sukienkę jako prezent.
Po zrobieniu zakupów, matka z córką poszły do kawiarni. Gdy zrobiły zamówienie, zajęły miejsce przy wolnym stoliku.
Panowała miła atmosfera,jednak można było zauważyć, jak kobieta patrzy co jakiś czas za okno, jakby kogoś szukała.
Diana jadła swój kawałek, gdy nagle z tyłu podszedł jej brat, który ją przestraszył. Dziewczyna rozbawiona i lekko wkurzona spojrzała się tylko na niego, ale nic nie powiedziała. Roześmiany Alan razem ze swoją najmłodszą siostrą podali jubilatce prezent.
- Wszystkiego najlepszego - rzekł z uśmiechem.
Nastolatka wstała i przytuliła rodzeństwo, dziękując za podarunek.
Otworzyła pudełeczko na biżuterię i zobaczyła srebrną bransoletkę z sercem, wokół którego były cyrkonie. Wzięła je do ręki zachwycona i zobaczyła, że po drugiej stronie było wygrawerowane " W dniu osiemnastych urodzin". Poprosiła brata, aby zapiął łańcuszek na jej nadgarstku. Była zachwycona prezentami, które dzisiaj dostała.

W domu Diana siedziała w swoim pokoju. Asha ostatni raz widziała w sklepie. Na to wspomnienie westchnęła.
Nagle z rozmyślań wyrwał ją dzwonek do drzwi. Z dołu dało się słyszeć, jak woła ją mama. Zbiegła po schodach i była mile zaskoczona.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedziały radośnie Nikola i Kamila.
- Wow, nie spodziewałam się was - powiedziała z uśmiechem Diana. Spojrzała na ich stroje.
Ubrane były na wyjście, w sukienkach, makijażach i lekko podkręconymi włosami.
- Czemu jesteście tak wystrojone? - zapytała zdezorientowana.
- Zabieramy cię dziś do klubu dyskotekowego z okazji twoich osiemnastych urodzin! - powiedziała z entuzjazmem Kamila. - Nie martw się, zaraz cię zrobimy na bóstwo i idziemy podbić miasto!
Przygotowania mijały w radosnej atmosferze. Co jakiś czas dało się słyszeć śmiechy nawet na dole. Diana założyła na siebie kupioną dziś sukienkę oraz buty na płaskim obcasie. Włosy miała spięte, z podkręconymi końcówkami. Mama widząc jak wygląda, wzięła aparat i zrobiła zdjęcie. Kazała jej na siebie uważać i być przed dwudziestą trzecią w domu.
Tuż przed samym wejściem do klubu, dziewczyna zaczęła mieć pewne obawy. Nigdy nie była w takich miejscach i dużo się nasłuchała o tym, ile niebezpiecznych rzeczy może się zdarzyć. Koleżanki brały to pod uwagę, ale powiedziały jej by się po prostu bawiła. Same były wielokrotnie w tym klubie i wszytko było dobrze.
Przy wejściu zapłaciły i dostały neonowe bransoletki wstępu. Gdy Diana przekroczyła próg drzwi, uderzyły ją fale ciepła i głośnej muzyki. Było ciemno, a wszędzie latały kolorowe lasery, ale mimo to dało się wszystko widać. Dość dużo ludzi tańczyło na parkiecie, a niektórzy siedzieli w fotelach z innymi osobami pijąc i się śmiejąc.
Koleżanki od razu wyciągnęły ją na parkiet Na początku dziewczyna wolno stawiała kroki, jednak po chwili dała się porwać klimatowi.
Tańczyły we trójkę przez dobrą godzinę, gdy zaczął się wolniejszy kawałek. Wtedy Kamila i Nikola zaczęły tańczyć z nowo poznanymi chłopakami. Diana poczuła się zmęczona i poszła usiąść przy barze. Zamówiła sobie wodę do picia i patrzyła na parkiet.
- Wszystkiego najlepszego - usłyszała koło siebie. Odwróciła głowę i była pozytywnie zaskoczona obecnością białowłosego demona.
- Zefir? Co ty tu robisz?
- A tak sobie przyszedłem.
Diana uniosła brew w górę.
- Tak zupełnie bez powodu? - rzekła sarkastycznie.
- Ależ oczywiście. - Teatralnie położył rękę na sercu. - A już na pewno nie dlatego, że on mnie o to prosił.
- Ech - westchnęła. - Na pewno ci wierzę...
Jej wzrok pobiegł za jego, a mianowicie na piękną dziewczynę, która zachęcała go palcem do tańca.
- Przyszedłem tutaj dla zabawy - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem, a jego oczy mignęły czerwienią. Na ten widok przeszedł ją lekki, nieprzyjemny dreszcz. Wstał i poszedł w kierunku parkietu. Diana tylko się uśmiechnęła pod nosem i także ruszyła do swoich koleżanek.
Wróciła do domu o wyznaczonej porze. Zmęczona umyła się i zgasiła światło w swoim pokoju. Położyła się na łóżku i przykryła kołdrą. Zaczęła przypominać sobie, ile dobrego ją dziś spotkało i żałowała, że czas tak szybko mijał.
- Diana, śpisz? - usłyszała ciche pytanie nad sobą.
Odwróciła głowę w kierunku Asha.
- O, to dobrze. Załóż na siebie coś ciepłego.
Dziewczyna wstała bezsłowa i ubrała bluzę leżącą na fotelu. Nie wiedziała o co chodzi, ale wolała nie pytać i się sama przekonać. Szybkim ruchem wziął ją na ręce. W tym momencie była kompletnie zaskoczona i zrobiła się czerwona na twarzy. Chciała protestować, ale nie wiedziała jak. Trzymając ją w ramionach, wyskoczył przez okno na sąsiedni dach. Postawił ją na nim i powiedział:
- Spójrz na niebo.
Diana chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała i zrobiła to, o co ją poprosił.
Zauważyła bezchmurne niebo. Była bezksiężycowa noc a jedynym źródłem światła były gwiazdy.
Popatrzyła się pięć sekund i zauważyła spadającą gwiazdę. To zdarzenie powtarzało się często w bardzo krótkim czasie.
- Dziś jest noc spadających gwiazd - wyjaśnił Ash spokojnym głosem, podchodząc do niej.
Dziewczyna bardzo lubiła gwiazdozbiory. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy patrzyła w niebo.
- Dziękuję - powiedziała szczęśliwa i spojrzała się na niego. Sam miał odwrócony wzrok w drugą stronę. Jakoś nie potrafił na nią spojrzeć.
- Ja nic nie zrobiłem - rzekł zwracając twarz ku niebu.
- I tak ci dziękuję, choćby za to, że mnie tu zabrałeś. - Spojrzała na gwiazdy.
Ash w duchu dziękował z całego serca Zefirowi, który wcześniej dał mu po głowie i kazał tu przyjść. Przyjaciel zrobił mu niezłe kazanie o tym, że trzeba mieć informacje o osobie, z którą się zawarło kontrakt. Pewnie niebo bez ani jednej chmurki to też jego sprawka, pomyślał.
- Wszystkiego najlepszego - rzekł bardzo cicho, jednak Diana i tak go usłyszała. Nie odwracając oczu od gwiazd uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

____________________________________
Oto bonus specjalny! Zaskoczeni? XD
Tym co mają dziś urodziny życzę wszystkiego najlepszego! \(≧▽≦)/
A dla tych, dla których jest dziś zwyczajny dzień - dobrego dnia ~♡
/~ NekoNestee 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Bonusik

 - Sprzeciw! - dało się usłyszeć na wielkiej sali.
Trzej Książęta Piekielni, siedzący przy stole na środku, oraz reszta zgromadzonych, czyli demony wyższego rzędu, które zajmowały miejsca wokół, spojrzeli się na jasnego blondyna, który wyraził swoje zdanie. Na twarzy Forneusa malowało się niezadowolenie.
- Z całym szacunkiem, ale nie możemy dać jakimś ludziom naszej mocy! - kontynuował oburzony.
Na te słowa Lewiatan wstała.
- Nie wezwaliśmy was tu, żebyście decydowali. Jesteście tu tylko po to, by wiedzieć o naszych zamiarach. Jak ktoś nie chce słuchać, niech wyjdzie! - powiedziała stanowczo.
Forneus ze złością przez chwilę mierzył się z jej poważnym wzrokiem, jednak zdominowany przez demona wyższej rangi, usiadł z powrotem na swoim miejscu. Lewiatan także to zrobiła.
- Powiedz mi jeszcze raz, czemu jesteśmy w ludzkiej formie? - zapytał obojętnie Książę.
- Ponieważ, Beliarze, ta forma ogranicza nasze moce, przez co jest mniejsze ryzyko rękoczynów. Dodatkowo o wiele bardziej wolę patrzeć na taki wygląd, niż na chodzące trupy i zmory.
- Tobie to ludzki wygląd bardzo służy - powiedział złośliwie patrząc się na jej obfitą klatkę piersiową, po czym wrócił do jej twarzy, ciemnych włosów oraz oczu, których fiolet był podkreślany przez lekko ciemniejszą karnację.
On sam jako człowiek wyglądał jakby miał około dwudziestu pięciu lat. Białe włosy sterczały mu na wszystkie strony, a czarna, pognieciona koszula miała rozpięte dwa guziki. Nie tłumił na tyle mocy, by mieć inny kolor oczu, niż krwawy czerwony.
Lucyfer nic nie mówił. Spokojnie siedział i obserwował. Teraz miał czarne, średniej długości, uczesane włosy oraz ciemny strój, niczym szlachcic, którym wprawdzie był. W końcu ze stoickim spokojem przemówił:
- Powiedz mi siostro jeszcze raz, co dokładnie chcesz zrobić.
- Chcę przeprowadzić eksperyment. Przeprowadzałam badania na temat mieszania krwi, głównie ludzkiej i demonicznej. Niestety, gdy podałam ją pochodzącą od demona wyższej klasy, następowała przemiana w bezmózgie, tej z najniższego miejsca w hierarchii. Na podstawie obserwacji, doszłam do wniosku, że to jak przebiega przemiana jest zależne od poziomu intelektualnego obiektu badań oraz od podawanej krwi. Dlatego wybranym ludziom z różnych stron świata, o minimalnym zasobie intelektu, chcę podać naszą krew i zwracam się głównie do ciebie, Lucyferze, z racji tego, że to ty teraz rządzisz w Podziemiach, byś udzielił mi swojej pomocy.
Diabeł zastanowił się przez chwilę.
- Ile ma ich być? Tych królików doświadczalnych?
- Trzech mężczyzn, z racji bardziej wytrzymałej budowy. Tak, by każdy otrzymał składnik innego pochodzenia.
- Czyli Szatana nie liczysz? W końcu też jest Księciem- zapytał Beliar niby z rozbawieniem, ale i z powagą.
- Wysłałam mu powiadomienie o dzisiejszym zebraniu i o zarysie, czego będzie dotyczyć. Nic mi nie odpowiedział, ani się dziś nie stawił, więc nie.
- Braciszek się nie przejmuje tym, co się tu dzieje - wtrącił obecny władca. - Uważa, że doskonale dajemy sobie radę, a tak naprawdę to po prostu woli się bawić z aniołami i ludźmi. - Zrobił przerwę i się namyślił - Przewidujesz jakiekolwiek skutki swojego eksperymentu?
- Myślę, że po przebudzeniu nie będą wiedzieć, co się dzieje.
- Ja nie mam zamiaru niańczyć jakiś marnych ludzi - przerwał białowłosy.
- I nie będziesz. Biorę za nich odpowiedzialność i, jeśli wszystko pójdzie dobrze wytłumaczę im, co się stało, ale mogą nastąpić komplikacje i straty, jednak wątpię, by to miało na nas jakikolwiek wpływ.
Lucyfer chwilę myślał. W końcu musi podjąć decyzję, która może być czymś, co albo przyczyni się do nowego odkrycia, albo będzie zagładą. Nie wiadomo też, czy po zmieszaniu krwi tak potężnych diabłów jak oni, człowiek nie zyska większej mocy, niż oni sami.
- Bracie, co o tym sądzisz?
- Jak coś pójdzie nie tak, to zawsze można zabić - powiedział wyraźnie zmęczony posiedzeniem.- Swoją krew mogę dać. Może z tych mieszańców będzie jakaś zabawa, więc czemu nie?
W tym momencie, przez wielkie drewniane drzwi, do sali wszedł demon. Podszedł do swojej pani i przekazał jej cicho wiadomość, po czym, po skinięciu na pożegnanie, wyszedł.
- Właśnie otrzymałam informację, że obiekty badań dotarły.
- Możesz je pokazać- powiedział spokojnie czarnowłosy.
Po rozkazie Lewiatan, trzej słudzy wnieśli nieprzytomnych mężczyzn i położyli ostrożnie na podłodze.
- Oto oni. Jeden pochodzi z Norwegii, drugi z Półwyspu Iberyjskiego, a trzeci z terenów wschodnich.
Pan Podziemi nie wstając badał wzrokiem ofiary. W końcu wydał ostateczny wyrok:
- Dobrze, siostro. Zgadzam się.
Lewiatan się uśmiechnęła i zaczęła wprowadzać swój plan w życie.

~Kilka dni później~

Lewiatan siedziała w jadalni, przy stole i przeglądała wyniki obserwacji eksperymentu.
W chwili gdy wszedł Beliar nawet nie podniosła głowy. Od razu wyczuła, że jest w swojej normalnej formie, nieograniczającej mocy.
- Czego chcesz? - zapytała już zmęczona jego obecnością.
- Zapytać się, jak ci idzie z twoimi nowymi zabaweczkami - rozeszła się po jej głowie odpowiedź.
- Jeśli mam ci cokolwiek powiedzieć, najpierw zmień swój wygląd - w tym momencie popatrzyła się w czerwone iskry zamiast oczu, na jego twarz, która była bez skóry, a wszystkie ścięgna, mięśnie i kości miały jednolity, biało-szary kolor. - Chyba nie chcesz mnie zdenerwować?
Jego szpony zaczęły zamieniać się w ręce, całe ciało nabrało bladej cery, a na ustach zagościł jego standardowy, złośliwy uśmiech.
- To? Odpowiesz mi? - zapytał, przysiadając się i kładąc głowę na dłoniach.
- Od trzech dni są martwi, ale nie widać żadnych objawów, żeby ich ciała się rozkładały. Przy innej krwi, ludzie po maksymalnie dwóch dniach stawali się podrzędnymi demonami, więc nie wiem ile teraz to potrwa - odparła lekko zirytowana czekaniem. Jednym ruchem ręki zrzuciła ze stołu papiery z wynikami i oparła głowę o dłoń, zrezygnowana. Popatrzyła na białowłosego, który jeździł wzrokiem po jej całej górnej połowie ciała, cały czas mając przy tym uniesiony kącik ust.
Po paru sekundach ciszy oboje usłyszeli, jak ktoś szybko szedł w kierunku sali.
- Chyba się wreszcie doczekałaś - rzekł pod nosem i chwilę później wszedł do środka jeden ze sług kobiety.
Uklęknął i zaczął mówić ze spuszczoną głową:
- Pani, z obiektami badań zaczęło się dziać coś dziwnego. Zaczęły emanować energią i...
W tym momencie Lewiatan wstała i po przez teleportację, przeniosła się do piwnic, gdzie leżały jej króliki doświadczalne.
Każdy z nich był w oddzielnej komorze, otoczonej przeźroczystą barierą, którą stworzyła. Nie leżeli jak zwykle, czyli bezwładnie na podłodze, ale unosili się, a wokół nich co jakiś czas było widać przejaw ich mocy. Obok jednego, tańczyły z przerwami płomienie, zaś włosy drugiego były poruszane przez wiatr, a trzeciego co chwilę otulały cienie.
- Czyli zapożyczyli od nas jedną z umiejętności... - powiedziała pod nosem, po czym wskazała na jednego ze swoich sług, obserwującego całe widowisko- Ty! Chodź tutaj z tymi papierami.
Wzięła od demona kartki i zaczęła je przeglądać.
- Gdzie są ich nazwy?
- Jaśnie Pani ich nie podała - odpowiedział ze spuszczonym wzrokiem.
Oddała mu zapiski i spojrzała jeszcze raz na swoje dzieło.
- Trzeba ich jakoś nazwać... - powiedziała zamyślona. Podeszła do pierwszego, który przejawiał moc ognia.
- Zapisz. Ten będzie się zwał Feniks. Drugi... może Zefir, a trzeci... - Podeszła bliżej do Azjaty, wokół którego co jakiś czas były cienie. - Ten będzie Ashimaru. Masz mnie powiadomić, jak się wybudzą - rzekła, po czym zniknęła.
- Jeszcze raz, jak? - ale nikt mu nie odpowiedział. Zapisał same imiona, ale zapomniał, do kogo należały. Nie wiedząc co ma zrobić, wpisał do kartoteki z nie tą kolejnością, która była powiedziana, ale nikt nie zauważył jego pomyłki.

~ Pięć lat przed zawarciem kontraktu z Dianą ~

W Podziemiach wybuchło zamieszanie, gdy odkryto, że obecny władca zniknął.
- To kto mówi? - zapytał Zefir, gdy szedł z kolegami do Lewiatan.
- Feniks oczywiście - odezwał się Ashimaru - w końcu najlepiej z nas się wyraża - rzekł z sarkazmem.
Ten spojrzał się na niego zirytowany i się odgryzł:
- Przynajmniej ciągle nie obrywam i nie demoluję każdej sali, w której przebywam.
Ash na tą uwagę tylko prychnął.
We trzech weszli do wielkiej komnaty, w której Lewiatan już na nich czekała. Podeszli bliżej i dwaj z nich uklękli na podłodze z białego marmuru. Czarnowłosy demon stał z założonymi rękoma za głową i patrzył się w bok. Nie znosił pokazywać szacunku do innej istoty, ani się przed kimś płaszczyć. Diablica podeszła do niego zirytowana jego zachowaniem i kopnęła go z pół obrotu tak, że wylądował na kamiennej kolumnie pięć metrów dalej, zostawiając na niej ślad.
Jego koledzy spojrzeli się na niego, myśląc jednocześnie, czy ich przyjaciel na serio jest taki głupi, czy tylko udaje.
- Okazuj szacunek, albo następnym razem wylądujesz na dworze! - powiedziała z wyższością, po czym spojrzała się na klęczących na jednym kolanie.
- Pani, chcemy złożyć raport, że wszędzie wybuchły walki o to, kto będzie następnym władcą. Myślę, że za najwyżej godzinę, wszytko pogrąży się w totalnym chaosie - odezwał się Feniks.
- Możecie wstać - rzekła po czym odwróciła się zamyślona.
W tym czasie Ashimaru oderwał się od kolumny i stanął obok Zefira.
 - Na tronie znaleziono list, najwyraźniej do ciebie - powiedział obojętnie wystawiając rękę z papierkiem. Lewiatan tylko spojrzała zła w jego oczy, że był z nią na "ty" i wzięła kopertę. Przeczytała co było tam napisane i ze wściekłością zgniotła, co trzymała.
-Beliar!!! - wydarła się na cały głos, a jej oczy przybrały czerwony kolor. Bardzo wkurzona wyszła z pomieszczenia, będąc odprowadzoną wzrokiem trzech demonów. Ash podszedł do rzuconej oraz zwiniętej kulki papieru i przeczytał na głos, co na niej było:
- "Droga Lewiatan, znudziło mi się bawienie w króla, więc idę szukać innej zabawy. Twój Beliar. PS. Szkoda, że nie mogę zobaczyć twojej miny".
Zefir tylko westchnął zrezygnowany, tym co usłyszał.
- Wiedziałem, że kiedyś taj będzie... -powiedział Feniks krzyżując ręce.
Stali tak chwilę w ciszy. Białowłosy podszedł do okna i wyjrzał na zaczynające się bójki między innymi istotami.
- Może na tym skorzystamy i się pobawimy? - powiedział z uśmiechem.
Nagle w swoich głowach usłyszeli głos Lewiatan, która kazała pojawić im się na najwyższym balkonie. Wszyscy trzej wiedzieli, że jeśli komunikuje się w ten sposób, to znaczy, że już nie wygląda jak człowiek. Podczas teleportacji na wyznaczone miejsce, zmienili swój wygląd, przez co nie ograniczali mocy. Zmaterializowali się klęcząc przed dwoma Książętami. Lucyfer tak samo jak i Lewiatan był zwrócony ku pustym polu, na którym wznosiło się coraz więcej bójek.
Nagle dostrzegli coś znacznie gorszego.
Diablica miała teraz podobny wygląd do Beliara, gdy siebie nie ograniczał. Jej długie, prawie do podłogi, czarne włosy były poruszane przez wiatr, który był tylko wokół niej. Zamiast zwykłego ubrania miała na sobie strzępy z granatowej tkaniny, która wisiała prawie że na samych kościach.
- Zatkajcie uszy - rzuciła.
Wszyscy wykonali jej rozkaz, oprócz zdezorientowanego Asha, który szybko tego pożałował.
Kobieta otworzyła usta w stronę pola walki i rozległ się przerażający pisk, idący od niej falami. Każdy walczący między sobą demon z bólu złapał się za głowę. Wszyscy zwrócili się ku niej.
- Zamknąć się! - pojawił się jej krzyk u każdego w umyśle, po czym rozbrzmiał władczy głos, niczym dowódcy - Jedna trzecia z was się sprzymierzyła i nadchodzi z zamiarem zabicia nas wszystkich! Ustawcie się w szeregach przede mną! Macie wybór: zginąć w walce każdy przeciwko każdemu lub ocalić wasze nędzne żywoty i mnie słuchać. Każdemu, który nie chce tego drugiego, osobiście pomogę zniknąć z tego świata.
Jedna osoba podeszła dwa kroki bliżej. Był to podrzędny demon.
- Nie mamy obowiązku się ciebie... - zaczął mówić, ale nagle jego ciało zostało przepołowione przez niewidzialne ostrze, zrobione przez Lewiatan z wiatru.
Wszyscy zamilkli i zastygli w bezruchu.
- Na co do cholery czekacie??? Ruchy! - zawołała.
W mgnieniu oka przed balkonem stały już trzy zastępy wojsk, stworzonych według wskazówek. Armia nieprzyjaciela zbliżała się bardzo szybko. Nie było ani chwili do stracenia.
Diablica wydała polecenie Zefirowi, Feniksowi i Ashimaru, by pokierowali odpowiednio jednostkami. Lucyfer tylko stał i patrzył na wszystko znudzonym wzrokiem. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Wojna trwała już dobre dwadzieścia minut. Wszystkie strony się niwelowały, jednak od jakiegoś czasu przewagę miała grupa ludzkich demonów. Oni trzej biegali po polu walki, jak po placu zabaw i cały czas się śmiali. Uśmiechali się do siebie za każdym razem, kiedy przebijali serca lub pojawiał się nowy trup, stworzony z ich rąk.
Aż  nagle Ash zobaczył, jak klatka piersiowa Feniksa zostaje przebita czarnym ostrzem. Wszystko jakby działo się w spowolnionym tępię. Wszystkie pozytywne uczucia zniknęły. Pojawiło niedowierzanie. Czarnowłosy stanął w bezruchu i widział dokładnie, jak bezwładne ciało jego przyjaciela opada na ziemię. Przez głowę przemknęły mu wszystkie radosne chwile, które przez ostanie stulecia razem przeżyli. Od początku ich narodzin jako demony, zawsze trzymali się razem. Ich ludzka strona spowodowała, że się do siebie wszyscy trzej przywiązali. A teraz... jeden z nich zniknął już na zawsze.
Ashimaru widział, jak u kolegi znika blask w oczach, znika życie. Zastygł w bezruchu. Sekundy zaczęły stawać się minutami. Gdyby nie Zefir, który był niedaleko, został by trafiony od tyłu przez innego przeciwnika. Ash słyszał, że białowłosy coś do niego mówił, ale nie wiedział co. Wszystko przestało istnieć.
Zaczął krzyczeć imię poległego kompana, który już nie mógł odpowiedzieć. Podbiegł do niego i odwrócił na plecy. Widział otwarte, martwe oczy oraz usta. Skóra była nienaturalnie zimna i nie reagowała na żadne bodźce. Zefir nie mógł być przy nim, ponieważ go osłaniał. Również strasznie przeżywał śmierć przyjaciela, ale jego umysł działał dalej i dobrze wiedział, gdzie się znajduje. Na polu walki.
Ashimaru kompletnie o tym zapomniał.
Nagle fala gniewu i rozpaczy zaatakowała jego umysł i ciało. Dał jej upust. Uwolnił wszystkie swoje uczucia, cały ból i cierpienie. Powstała kolumna ognia, która wystrzeliła w górę. Wszyscy wokół zasłonili twarze z powodu nagłego gorąca. W ułamku sekundy, ogień spadł i jednym, potężnym ruchem, biegnącym od czarnowłosego, spalił wszystko. Armia wroga składała się wyłącznie z podrzędnych demonów, które bliskiego spotkania z owym ogniem nie przeżyły. Wszyscy inni mieli wiele poparzeń, ale nie umarli. Nad armią wroga dowodził jeden, wyższej rangi osobnik, który stał niedaleko Asha, przez co odniósł poważne obrażenia i leżał prawie martwy.
Wszyscy patrzyli na wściekłego i niepanującego nad sobą ludzkiego demona, który podchodził powoli do przeciwnika. Z jego jednego oka popłynęła czarna łza. Jego twarz nie miała żadnych emocji, zaś w środku cały od nich był naładowany. Stracił kontrolę nad swoim umysłem i ciałem. Ogarnęło go cierpienie i chęć zemsty.
Kiedy stanął nad wrogim dowódcą, słyszał jak ten błaga o litość, że nie chciał, ale to wszytko było zagłuszane przez tętniącą z gniewu krew w uszach. Ash wystawił rękę w stronę jego twarzy i po chwili wielki strumień ognia wystrzelił od ziemi ku górze. Został sam popiół.
Czarnowłosy odwrócił się w kierunku żyjących osób, które były za nim. Spojrzał się pustym wzrokiem. Nie myślał. Chciał się wszystkich pozbyć, nie rozróżniał już wroga od przyjaciela. Chciał zapełnić czymś to, co stracił. Zaczął cały płonąć, jednak ogień nic mu nie robił.
Po chwili wszystko i wszyscy, w promieniu pięćdziesięciu metrów, zaczęli się palić. Po całym polu walki rozległy się przerażające krzyki. Wszystkie demony wyższego rzędu walczyły z ogniem, który je zaskoczył. Nie mogły umrzeć, ponieważ szybko się regenerowały, jednak i ruszyć, ponieważ ból był zbyt wielki. Były uwięzione w cierpieniu. Nikt nie wiedział, jak to przerwać.
Również Zefir to znosił, jednak trochę mniej, bo w porę użył swojej mocy wiatru. W tym momencie wiedział jedno. Musi to przerwać. Mimo obrażeń, podszedł do przyjaciela i krzyczał, żeby ten przestał. Niestety, nie było żadnej reakcji. Ash nie panował nad sobą. Białowłosy z pełnym bólu wyrazem twarzy, podniósł rękę i swoją mocą przebił mu głowę. Wiedział, że czarnowłosy nie umrze od tego, a jego działanie przyniesie efekt.
Cała jasność, wywołana przez ogień, zniknęła. Ashimaru nieprzytomny padł na ziemię. Zefir popatrzył lekko zmęczony na miejsce, w którym umarł Feniks. Teraz została tam tylko sterta popiołu. Machnął ręką, a wiatr poniósł ją ku górze i rozwiał.
- Żegnaj...- rzekł smutnym tonem.

Lucyfer i Lewiatan wszystko obserwowali z balkonu swojego zamku. Mieli stamtąd najlepszy widok. Widzieli cały przebieg wojny, lecz nic ich to nie ruszyło. Gdy zobaczyli, jak Zefir pozbył się pozostałości po swoim przyjacielu, Lucyfer w końcu odezwał się swoim spokojnym tonem:
- Chyba się do siebie przywiązali.
- Oczywiście, że tak. Przecież byli kiedyś ludźmi, dlatego pomimo tego, że są teraz demonami, będą cierpieć, ale dzięki temu staną się silniejsi. To cecha, której nam brak. Może kiedyś, napędzani przez uczucia, staną się silniejsi nawet od nas - mruknęła Lewiatan - Chociaż... nie. Są na to zbyt głupi.
Zeskoczyła z barierki, na której stała i przybrała ludzką formę. Jej towarzysz zrobił to samo. Diablica zaczęła iść w stronę wyjścia.
- Czyli gdybym zginął, nie było by ci smutno? - zapytał z udawanym smutkiem.
- Nie uroniłabym nawet łezki - rzekła nie odwracając się.
Lucyferowi jeden kącik ust poszedł w górę.
- Okrutnaś, siostro.


_______________________________________________
Bardzo przepraszam, że dodaje to w Drugi Dzień Świąt, ale miałam małe opóźnienia ;_;
Mimo to, życzę Wam wszystkim radosnych Świąt i super Nowego Roku!
I dziękuję wszystkim, którym to czytają, a także tym, co komentują.
Do zobaczenia!

/~NekoNestee