środa, 9 sierpnia 2017

Notka i coś nowego

Przepraszam, że nie było kolejnego rozdziału i że to też nie jest rozdział, ale skupiałam się na jednym tekście nowego opowiadania na konkurs na stronie sweek.com, pod tytułem "Pierścień Salomona " by SayoX. W ramach rekompensaty wstawiam go też tutaj i jeśli Ci się spodoba, to bardzo bym prosiła o pomoc w tym konkursie, a mianowicie zagłosowaniu/ polajkowaniu tego rozdziału i zaobserwowania!

Opis:
Miałeś kiedyś marzenie, którego nie jesteś w stanie spełnić? A co byś zrobił gdyby było ono jednak możliwe? Przepuściłbyś taką okazję? Tylko czy jesteś w stanie poświęcić samego siebie i bliskie ci osoby?
Bliźniacze rodzeństwo, które otrzymało okazję od losu.
Dwoje dziwnych nieznajomych, którzy zachwycają się światem i elektrycznością.
Jedna gra, w której można wygrać wszystko... lub stracić życie.

A oto co wysłałam na konkurs:
Arek otworzył drzwi i wszedł do domu. Zamknął je i zdjął buty w małym przedpokoju, po czym skręcił w prawo do kuchni, aby odłożyć siatkę z zakupami.
- Wróciłem - poinformował siostrę, będącą w drugim pokoju.
Gdy zaczął wkładać rzeczy do odpowiednich szafek, do pomieszczenia weszła szczupła blondynka. Spojrzała na bliźniaka, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
Mieli dokładnie takie same, średniej wielkości, zielone oczy i lekko zadarte nosy. Usta chłopaka były trochę węższe, a dziewczyny pełniejsze. Włosy też się lekko różniły kolorem, brat miał o jeden odcień ciemniejsze i zaczesane trochę do góry, a siostra sięgające do ramion, lekko podkręcone na końcach.
- Co dziś na obiad? - zapytała radośnie Laila.
- Spaghetti - odpowiedział Arek, nie przerywając czynności, jaką było szykowne posiłku.
- A mogę ci pomóc? - zadała pytanie słodko trzepocząc rzęsami.
- Nie - rzucił szybko i bezemocjonalnie brat.
Dziewczyna się naburmuszyła.
- Dlaczego?
Arek westchnął i odwrócił się w kierunku siostry.
- Ostatnim razem, gdy zgodziłem się na twoją pomoc, to piecząc frytki oparzyłaś się, nie mówiąc już o tym, że ich nie dopilnowałaś i połowa się spaliła.
- Oj tam... - jęknęła blondynka. - Więcej już nie zasnę, gdy będę musiała czegoś przypilnować.
- Jeszcze poprzednim razem - kontynuował, wytykając jej błędy - miałaś tylko zwrócić uwagę na gotujące się ziemniaki. Naprawdę nie wiem jak, ale gdy przyszedłem były one spalone na czarno.
- No bo... - zaczęła się usprawiedliwiać zakłopotana dziewczyna. - Zaczytałam się i cała woda wykipiała, przec co ziemniaki się... przypiekły. Ale to tylko dwa razy! Tym razem nic nie zepsuję! - dokończyła pewna siebie.
- Jeszcze poprzednim razem spaliłaś deskę do krojenia i tego to już naprawdę nie rozumiem jakim cudem - powiedział z wyrzutem i spojrzał jej prosto w oczy. Ta jednak uniknęła jego wzroku i dobita słowami brata, sztucznie się zdenerwowała.
- Wcale jej nie spaliłam! Tylko... lekko się ogrzała od patelni, gdy robiłam naleśniki...
Arek przyłożył rękę do twarzy.
- Ciekaw jestem po co ci była deska do krojenia przy robieniu naleśników.
- Oj tam, czepiasz się - rzekła krzyżując ręce na piersiach. Wiedziała, że to co on mówi jest prawdą i w kuchni była jak słoń w składzie porcelany, ale chciała jak najwięcej pomagać bratu.
Odkąd zamieszkali sami on robił praktycznie wszystko: gotował, chodził do sklepu, zajmował się wszelakimi opłatami, sprzątał, myślał praktycznie o wszystkim, a do tego był bardzo odpowiedzialny i dojrzały. Ona taka nie potrafiła być. Dla niej zawsze liczyła się chwila i nie myślała za dużo o przyszłości. Żyła bardziej w swoim świecie i świecie książek. Chciała pomagać w domu, ale mimo jej starań nie potrafiła dobrze wykonać najprostrzych czynności.
- Dlatego idź do pokoju, a ja cię zawołam jak obiad będzie gotowy - poinformował łagodnie i wrócił do pracy.
Dziewczyna lekko naburmuszona stała jeszcze w miejscu, a gdy zrobiła jeden krok w kierunku drzwi zapytała z nutą nadzieji:
- A kupiłeś mi coś słodkiego?
Arek nic nie odpowiedział i zachowywał się tak jakby nie usłyszał pytania. Laila trochę posmutniała i odwróciła się. W progu drzwi poczuła, że brat rzucił czymś w jej plecy. Podniosła z podłogi baton czekoladowy i szeroko się uśmiechnęła.
- Dziękuję - powiedziała szczęśliwa i poszła do pokoju naprzeciwko.
Dopiero gdy wyszła z kuchni kąciki ust blondyna poszły w górę. Kochał jej uśmiech. W przeszłości nie za częto tak się radośnie szczerzyła. Gdy byli małymi dziećmi, wszystko było dobrze, dopóki nie skończyli szkoły podstawowej. Wtedy ich rodzice nagle zaczęli się coraz częściej kłócić. Ojciec zaczął wychodzić z domu, a matka zaczęła być pod wpływem alkoholu. Dzieci przestały ich obchodzić. Zdarzało się nawet, że rodzice zapomnali o ich urodzinach. W gimnazjum Arek i Laila nie potrafili zintegrować się z nowymi osobami. Trzymali się na uboczu, tylko ze sobą, a jak wracali do domu to zawsze witały ich pretensje od matki i brak zainteresowania ze strony ojca. Ciągłe awantury i stres spowodowały, że rodzeństwo nie miało dobrych wyników na egzaminie gimnazjalnym i dostało się do liceum, w którym większość uczniów olewała naukę.
Gdy bliźniaki miały szesnaście lat, rodzice zadecydowali o tym, że wezmą rozwód, jednak żadne z nich nie chciało wziąć dzieci pod opiekę, więc ojciec zadecydował, że kupi im małe, trzypokojowe mieszkanie i będzie co jakiś czas wysyłać pieniądze.
Od tamtej pory minął już rok. Arek zaczął myśleć, że niedługo zaczyna się drugi rok szkolny w ich liceum i trzeba będzie kupić nowe podręczniki. Odcedził makaron i sprawdził czy sos już się ugotował, a gdy wszystko było przyszykowane zawołał swoją siostrę na obiad.
- Myślałaś nad tym, co chcesz jutro robić? - zapytał przy stole.
- Nie - odpowiedziała Laila jedząc kolejną porcję spaghetti.
Jutro zaczyna się druga połowa wakacji, a ten dzień to także ich urodziny.
- Bo mam pewien pomysł - powiedział Arek odkładając talerz do umywalki, po czym wrócił na swoje miejsce i kontynuował. - Możemy pójść do kina, a później w ramach obiadu na pizze.
Dziewczyna słysząc to ostatnie słowo podniosła świecące się oczy z nad talerza, razem z pełnymi policzkami niczym chomik. Arek widząc to się zaśmiał. Laila przełknęła to co miała w buzi i z entuzjazmem się zgodziła.
- Dobra, to jak zjesz to umyj naczynia i spróbuj nic przy tym nie potłuc. - Wyszedł rozbawiony do drugiego pokoju, aby odpocząć po posiłku.

***

-Jej! - krzyknęła kobieta. - Nareszcie tu jesteśmy!
- Zachowuj się Asmoday - rzekł ze znudzeniem mężczyzna. - Jest trzecia w nocy. Nie drzyj się jak jakiś pijak.
Ta spiorunowała go wzrokiem.
- Przepraszam bardzo Kajm, ale przypomnij mi, dlaczego się spóźniliśmy aż trzy godziny? - zapytała prowokująco.
Usta mężczyzny utworzyły wąską linię, a ręce zacisnęły się w pięść, jednak on sam nic nie powiedział.
- "Poczekaj Asmoday! W co mam się ubrać? " - zaczęła go przedrzeźniać, machając przy tym rzęsami i składając ręce w geście prośby.
Czerwonowłosy nie wytrzymał i wytoczył atak ręką w stronę kobiety, ale jej nie trafił, gdyż uskoczyła nienaturalnie wysoko i zwinnie oraz z zadziornym uśmiechem wylądowała pięć metrów dalej.
- Nie moja wina, że nie wiem jaki teraz panuje styl na tym świecie. Po prostu już chodźmy - powiedział zirytowany i poszedł w stronę klatki schodowej. Swoim długim i ostro zakończonym, czarnym paznokciem przejechał po zamku, a ten zaświecił się chwilę na niebiesko i drzwi były otwarte.
- Jedyne czego ci zazdroszczę to twoich pazurów - rzekła dąsająca się Asmoday.
- To na pewno nie jedyna rzecz - rzekł zawadiacko i wszedł do budynku.
Kobieta nic nie powiedziała tylko lekko wkurzona weszła za nim. Klatka schodowa była pogrążona w ciemności, jednak to gościom nie przeszkadzało.
- Jak myślisz, które to może być mieszkanie? - zapytał.
- Aura przywoływaczy jest z tego budynku, ale wydaje mi się, że czuję ją bardziej po prawej stronie.
- Też tak myślę, ale nie chce mi się wchodzić do każdego mieszkania.
- To jak inaczej chcesz się upewnić? - zapytała ze zniecierpliwieniem.
Kajm podszedł do pierwszych drzwi i przytknął do nich ucho, po czym zamknął oczy. Asmoday stała przy nim tupając cicho nogą.
Po dziesięciu sekundach, które wydawały się być minutami, mężczyzna się wyprostował .
- I? - zapytała znudzona kobieta.
- Tam jest tylko jedna osoba, czyli na pewno to nie tutaj - odpowiedział idąc na górę. Doszli na pierwsze piętro i czerwonowłosy powtórzył czynność. Po chwili znów stanął normalnie i bez słowa przejechał palcem po zamku do drzwi. Uciszył gestem dłoni otwierającą już usta Asmoday, a ta powstrzymana nic nie powiedziała i cicho weszła za nim do środka.
Znaleźli się w malutkim przedpokoju, w którym ledwo mieściły się dwie osoby. Na końcu było widać drzwi z niewyraźną szybą,  najprawdopodobniej prowadzące do łazienki. Od wejścia po prawej stronie, przez łuk przechodziło się do prostej kuchni, która mieściła też mały stolik i cztery krzesła. Przez okno wpadły promienie księżyca, które odbijały się od białych kafelków na ścianie i bezwzorkowej posadzki.
Po lewej stronie były zamknięte, ciemnobrązowe drzwi. Kajm nacisnął cicho klamkę i wszedł lekko pochylony do środka, a za nim Asmoday.
Pokój, w którym się znaleźli, był większy od kuchni. Ściany były pomalowane na bladopomarańczowy kolor. Jedyne światło będące w pokoju to promienie lamp ulicznych, przedostające się przez duże okno. Na drewnianej podłodze leżał czerwony dywan z białymi wzorami, a na nim był niski stolik. Po prawej stronie, za drzwiami stało biurko, na ktorym leżał laptop. Po lewej znajdowała się kanapa, a przy ścianie naprzeciwko była komoda, a na niej telewizor. W wolnych miejscach stały regały, wypełnione rozmaitymi książkami. W dwóch górnych rogach pokoju były łóżka, na których kołdra podnosiła się i opadała powoli.
Kajm oparł się o ścianę przy drzwiach i włożył ręce do kieszeni. Popatrzył się obojętnie na dwójkę nastolatków.
- No to ich znaleźliśmy - rzekła wzdychając Asmoday. - Z tego co widzę to ja biorę chłopaka, a ty będziesz posłuszny dziewczynce.
- Tia... - odparł z przekąsem.
Kobieta podeszła do łóżka po prawej stronie i kucnęła przy twarzy blondyna.
- Hallo... - powiedziała cicho, przeciągając ostatnią głoskę i jednocześnie tykając wskazującym palcem policzek Arka. Ten jednak tylko mlasnął przez sen i odwrócił głowę. - Śpiąca królewno, wstawaj.
- Tak to nigdy ich nie obudzisz - zaczął marudzić Kajm. - Jesteś w tym za delikatna.
Asmoday się naburmuszyła i nie wstając zwróciła głowę ku towarzyszu.
- A co, może powinnam przewracać łóżka w pion, tak jak ty to zazwyczaj robisz?
- Mów co chcesz. - Wzruszył ramionami. - Przynajmniej mój sposób jest skuteczny.
Kobieta prychnęła i zaczęła już mniej delikatnie szarpać chłopaka za ramię.
- Laila, czego chcesz - powiedział kompletnie zaspany blondyn, a gdy przechylił głowę i zmróżył oczy, zaczął się wpatrywać w osobę, która go zbudziła. Po paru sekundach mrugania ciągle zaspanych oczu, poderwał się gwałtownie i przyległ przestraszony do ściany. Serce zaczęło mu łomotać, a ciało chciało się znaleźć jak najdalej od obcej osoby. Po omacku, jedną ręką zapalił nocną lampkę, po czym spojrzał kim był intruz.
Kobieta wyglądała jakby miała około dwudziestu lat. Miała bladobłękitną skórę, duże, intensywnie fioletowe oczy z nutkami niebieskiego koloru, pełne, lekko różowe usta i długie, gęste, falujące, granatowe włosy. Na na jej ciele znajdowała się zwiewna, biała sukienka, która podkreślała jej obfity biust.
- O, obudził się - oznajmiła i wstała, po czym odwróciła się do towarzysza z beztroskim uśmiechem. Dopiero gdy szła, Arek zobaczył, że dziewczyna ma może z metr dziewięćdziesiąt wzrostu i nie była tylko wysoka, ale ogólnie większa niż przeciętna kobieta.
Druga osoba miała około dwóch metrów, jak nie więcej.
Chłopak był zszokowany i przerażony obecnością kompletnie nieznanych osób w środku nocy. Gdy w końcu udało mu się oprzytomnieć, że to nie sen, niemalże krzyknął:
- Kim jesteście???
- Spokojnie - rzekła łagodnie nieznajoma, cofając się pod drzwi.
W tym momencie drugie łóżko zaszeleściło, a w nim niedbale usiadła blondynka.
- Arek? - powiedziała kompletnie zaspana i lekko zirytowana, przecierając wciąż zamknięte oczy. - Czemu tak się wydzierasz? - dodała, po czym z lekko otwartymi powiekami zaczęła się wpatrywać w osobę przed nią.
Był to mężczyzna z czerwonymi, niemalże rubinowymi włosami, które miały średnią długość i rozchodziły się we wszystkie strony, jedynie na czole szły do góry. W blasku lampki migotał w uchu srebrny kolczyk. Na szarej skórze znajdowała się biała bluzka bez rękawów, na którą była zarzucona czarna, skórzana kurtka. Również tego koloru były spodnie. Usta były wąskie i podkreślały ostre rysy twarzy. Mając ręce skrzyżowanie na piersi, swoimi jarzącymi się pomarańczą z przebłyskami czerwieni oczami bezuczuciowo wpatrywał się w dziewczynę.
Ta przez dobre parę sekund w ciszy  miała skierowany wzrok na postać, kompletnie nie wiedząc co się dzieje po gwałtownej pobudce. Po chwili, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest sen a ona siedzi w łóżku w piżamie, gdy jakiś obcy koleś jest u niej w domu, pisnęła i przykryła pół twarzy kołdrą, nie spuszczając oczu z intruza.
- Spokojnie, nie zrobimy wam krzywdy, chcemy... - zaczął mówić czerwonowłosy, unosząc przy tym ręce w geście obronnym, ale ruchem łopatki włączył światło. Szczerze zdziwiony popatrzył się na mały kwadracik na ścianie, który sprawił jasność w pokoju, na co oślepieni nastolatkowie zasłonili oczy ręką. - ... pogadać.
Arek nie wiedział co ma robić. Całe jego ciało krzyczało o niebezpieczeństwe, w końcu nie codziennie ktoś nachodzi go w środku nocy, włamując się do mieszkania. Chciał jak najszybciej wyrzucić obcych za drzwi. Spojrzał na swoją siostrę, z którą złapał kontakt wzrokowy. Ta lekko skinęła głową, na znak, że zgadza się na rozmowę. Na ten gest Arek poczuł wzbierającą się w nim złość. Zastanawiał się czy jego siostra oszalała tak poprostu akceptując propozycję intruzów.
Laila oczywiście, że się bała i była przerażona tak samo jak brat, ale w przeciwieństwie do niego kierowała nią ciekawość. Chciała wiedzieć kim są obce osoby, a skoro chcą porozmawiać i zapewniali, że nie zrobią im krzywdy, nie widziała przeszkód by się nie zgodzić.
Blondyn jeszcze raz spojrzał na włamywaczy i ocenił jakie są szanse, gdyby chciał ich siłą wrzucić z domu. Doszedł do wniosku, że najbezpieczniej będzie sprawdzić co sprowadziło do ich domu obcą parę ludzi.
- Dobrze, możemy pogadać - powiedział z niepokojem lecz także pewnością siebie chłopak, siadając na skraju łóżka.
Kajm usiadł na kanapie a w jego ślady poszła Asmoday.
- Od czego by tu zacząć... - zaczął się cicho zastanawiać.
- Może od początku? - zapytała zwyczajnie kobieta, na co czerwonowłosy tylko na nią popatrzył i wrócił do szybkiego myślenia jak odpowiednio ubrać słowa.
- Kojarzycie Salomona? - zapytał się dwójki rodzeństwa, a gdy ci lekko pokręcili głowami kontynuował. - To był człowiek, który żył długo przed obecną erą. Dokładnie co do dnia, trzy tysiące lat temu, gdy miał siedemnaście lat, otrzymał od Boga niespotykaną mądrość oraz pierścień, dzięki któremu podporządkował sobie  siedemdziesiąt dwa dżiny.
- Dżiny?  - przerwał mu Arek. - Takie co spełniają życzenia? Koleś musiał być na niezłym haju - zadrwił blondyn, a strach i poczucie niebezpieczeństwa minęło. Jego siostra w milczeniu słuchała opowieści i myślała, że obca osoba mówi prawdę. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że on nie kłamie. Może naczytała się za dużo książek?
- One nie spełniały życzeń od tak. Zawsze musiało być coś w zamian, jednak Salomon sprawił, że te istoty nie otrzymywały nic, a wypełniały jego rozkazy - kontynuował spokojnie mężczyzna. - Co tysiąc lat, grupa jego potomków, ma możliwość odnalezienia owego pierścienia. Zwycięsca będzie mógł spełnić jedno życzenie, jakiekolwiek ono by nie było, oraz posiądzie władzę nad tamtymi bytami do końca swoich dni.
- Chwila - powiedział lekko zdezorientowany blondyn. - Jaki zwycięsca? Czego?
- Co tysiąc lat są rozgrywane swego rodzaju zawody. Każdy uczestnik, czyli potomek, który ma ukończone siedemnaście lat, zostaje poinformowany, że ma możliwość wzięcia udziału w rywalizacji o pierścień. Nie jest przymusem, aby się zgadzać, a za odmowę nie ma konsekwencji - tłumaczył dalej Kajm, nie spuszczając wzroku z nastolatków. Po ostatnim zdaniu Asmoday się na niego spojrzała zaintrygowana, jednak nic nie powiedziała i również powróciła do obserwacji reakcji słuchaczy. Zauważyła, że chłopak nie do końca wierzy w to co słyszy, natomiast dziewczyna słuchała spokojnie i uważnie z kamiennym wyrazem twarzy.
- Zwykle - mówił dalej czerwonowłosy - w nocy, od razu po nastaniu tego specjalnego dnia, u potomków, stawiają się dżiny, które swego czasu służyły Salomonowi. Wtedy objaśniają całą sytuację, tak jak ja to czynię teraz. - Oparł się o kanapę, wyraźnie już znudzony wyjaśnieniami.
- A jak można zdobyć ten pierścień? - zapytała spokojnie Laila. Brat się tylko na nią dziwnie spojrzał, ale nic nie powiedział.
Kajm zwrócił oczy na Asmoday, aby ta przejęła pałeczkę, co też uczyniła.
- Zbierając wspomnienia. Każda osoba, która zadeklaruje się, że bierze udział w tej rywalizacji, poprzez wzięcie w posiadanie przybyłego do niej dżina, otrzymuje wspomnienie z życia Salomona. Zebranie wszystkich wydarzeń utworzy mapę, którą nie jest łatwo odczytać. Owe fragmenty zbiera się albo zmuszając przeciwnika do powiedzenia " Przekazuję ci moje wspomnienia", albo... - zawahała się i popatrzyła na towarzysza. Ten opierając łokcie na nogach, a twarz podtrzymywaną przez splecione ze sobą dłonie, łapiąc jej wzrok kiwnął lekko głową. - Albo zabijając drugiego potomka i wtedy automatycznie zostaną one przekazane - dokończyła, z powrotem patrząc na twarze rodzeństwa, na których po tym zdaniu wymalowały się szok i strach.
W pokoju nastąpiła chwila ciszy. Siostra nie wątpiła w żadne ich słowo, chociaż to przeczyło logice. Teraz wpatrzona była w kołdrę. Nie mogła jednak uwierzyć, że jednym ze sposobów na wzięcie czyichś wspomnień jest śmierć. Ale dlaczego ona o tym myślała?  Przecież zawsze może się nie zgodzić. Jednak... było coś czego pragnęła przez całe życie i jedyny sposób, aby to osiągnąć było życzenie, które mogło zostać spełnione za pomocą pierścienia.
Brat też myślał nad zaistniałą sytuacją. Domyślił się, że jego siostra uwierzyła w to, co usłyszała, jednak on nie potrafił. Jego rozsądek przeczył wszystkiemu co zostało wypowiedziane z ust tych dwóch, dziwnych osób, ale patrząc na ich niecodzienny wygląd oraz że wyglądają na śmiertelnie poważnych, chłopak coraz bardziej się przekonywał, że wszystko co usłyszał to prawda. Nawet coś wewnątrz zmuszało go do zaakceptowania nowych faktów. On i jego siostra od tej nocy mają ukończone siedemnaście lat, a do tego dziś pojawiły się dwa nietypowe osobniki, co znaczyło, że są jednymi z potomków Salomona, którzy mają okazję spełnić swoje największe marzenie, a także otrzymać władzę nad grupą nadnaturalnych istot. Taka szansa nie trafia się każdemu i chłopak dobrze o tym wiedział, ale to wszytsko wydawało mu się nierealne i nadzwyczajne. Jednak coś go zaniepokoiło.
- Czy jak poddamy się i powiemy to zdanie... - zaczął niepewnie przerywając dłuższą chwilę ciszy - to przekazujemy tylko ten dany fragment, czy tracimy wszystkie nasze wspomnienia?
- Tego nie umiem powiedzieć - odparła spokojnie Asmoday. - Czasami było tak, że osoba przekazała tylko jedną część obrazów z przeszłości, ale zdarzało się także, że uczestnik nie pamiętał twarzy rodziców, a nawet własnego imienia.
Nastała kolejna minuta ciszy. Brat spojrzał na siostrę, jednak ta nic nie pokazała, co według niej mają zrobić.
- Proponuję, żebyśmy poszli teraz spać, a jutro przemyślimy to na spokojnie - powiedział, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Lailą, a zyskując jej nieme poparcie, odwrócił głowę ku gościom. - Do kiedy mamy się zadeklarować?
- Macie czas do jutra, do północy - odparł czerwonowłosy, po czym wstał razem z kobietą. - Gdybyście się zdecydowali wcześniej możecie nas przywołać, używając naszych imion. Ja jestem Kajm, a to jest Asmoday. Moim przywoływaczem jesteś ty. - Tu spojrzał się na blondynkę, której brwi poszły w górę. - To znaczy, że tylko ty mnie możesz wezwać.
- Czyli ja mogę zawołać Asmo... - zaczął chłopak, ale przyciszył głos, niepewny jakie imię miała kobieta.
- Asmoday - odparła mu granatowowłosa z lekkim uśmiechem i przekroczyła próg drzwi. Wychodzący za nią Kajm jeszcze dodał:
- Szczegóły w jaki sposób będzie się walczyć o wspomnienia wyjaśnimy wam jeśli się zgodzicie. Głównie zastanówcie się, czy jesteście w stanie poświęcić życie za marzenia. - Po czym zamknął drzwi, ale przed tym wyłączył światło.
Gdy rodzeństwo usłyszał dźwięk klamki, automatycznie się lekko uspokoiło. Chłopak położył się i przykrył kołdrą tak, że Laila widziała tylko część jego tyłu głowy.
- Arek? - powiedziała cicho z niepokojem. - Co o tym sądzisz?
- Idź spać, pogadamy jutro - rzekł gasząc lampkę nocną.
Dziewczyna posiedziała jeszcze chwilę po turecku, a następnie położyła się na plecach i przytuliła do kołdry.
Po dziesięciu minutach słyszała wolny i równomierny oddech brata. Była pewna, że już zasnął. Nie rozumiała jakim cudem tak szybko mu się to udało, podczas gdy ona wierciła się z boku na bok, w ogóle nie potrafiąc zamknąć oczu na dłuższą chwilę.
W końcu stwierdziła, że musi iść do łazienki. Wstała po cichu i na paluszkach podeszła pod drzwi. Już miała je otworzyć, gdy nagle usłyszała, że goście jeszcze sobie nie poszli. Zamarła w bezruchu aby podsłuchać osoby będące w kuchni. Mogła zachować się jak grzeczna dziewczynka i wrócić do łóżka, ale to nie był jej styl. Laila była bardzo ciewkawska i żyła we własnym świecie. Zawsze wierzyła, że każdy mowy dzień daje okazję na odmienienie jej życia, między innymi dlatego łatwo było jej uwierzyć w słowa kompletnie nieznanych osób. Nie dając o sobie znać, stała pod drzwiami, skąd doskonale słyszała co się działo w drugim pokoju.
- Asmoday, zostaw to wreszcie i chodźmy stąd - powiedział znudzony Kajm, a jego poziom irytacji wzrastał z każdym razem gdy kobieta zaglądała do wszystkiego, co zobaczyła.
- Wooo! - powiedziała cicho z ekscytacją, z głową w lodówce. - To pudełko daje zimno!
- Zamknij je, bo jeszcze zepsujesz! - syknął zdenerwowany, siedząc na krześle i opierając się na ręce. Granatowowłosa naburmuszyła się jak małe dziecko, ale posłuchała kolegi.
- A właśnie... - zaczęła całkowicie poważnie. Oparła się o blat i splotła ręce na piersiach. - Czemu im nie powiedziałeś jednej rzeczy?
Laila ściągnęła brwi ze zdziwienia. Tym bardziej chciała usłyszeć więcej.
Kajm przez chwilkę nic nie mówił.
- Dobrze wiesz dlaczego - odezwał się spokojnie.
- Mają prawo wiedzieć jak jest.
- I co miałem niby powiedzieć? - zaczął cicho z irytacją. - Że niektóre dżiny to tak naprawdę demony, które zabijają swoich przywoływaczy gdy ci odmówią, a jeszcze inni zanim poinformują o co chodzi??? To każdego odstrasza. Ponad to wtedy nie ma się własnego wyboru, bo jest strach, że można stracić życie nawet próbując je ocalić na początku, a bez własnej determinacji daleko się w tej chorej grze nie zajdzie. - Kobieta uśmiechnęła się z kpiną. - Doskonale wiesz jak to jest nie mieć własnej woli, ale nie mogę zrozumieć tych, co zabijają przywoływaczy nic nie powiedziawszy - mówił dalej już spokojnie.
- A dziwisz im się? - nie wytrzymała Asmoday i mówiła z wściekłością, jednak nadal ściszała głos. Skóra na jej policzku zaczęła pękać, tworząc bardzo ciemne, niebieskie smugi, a białka oczu zalały się czernią. - Już dawno stracili nadzieję na wolność. Przez tysiąc lat tkwimy w jednym, szarym wymiarze, a jak wreszcie mamy możliwość wejścia na ten świat, to musimy usługiwać śmiertelnikom! - Zrobiła wdech by się uspokoić, ale to nie pomogło. Kajm wpatrywał się w nią w milczeniu. - Oczywiście, że mamy szansę odzyskać to co utraciliśmy, naszą wolność, ale to może sprawić tylko zwycięsca, który za sprawą władzy uwolni wszystkie dżiny, ale! - Machnęła rękami, ledwo utrzymując nad sobą kontrolę. - Każdy człowiek jest tak cholernie samolubny, że w życiu nie pomyśli o innych istotach! Za każdym razem, gdy już mieliśmy nadzieję, że osoba będzie inna, okazywało się, że i jej odbijało na punkcie mocy, jaką dawał pierścień! - Zaczęła ciężko oddychać. Po chwili przymknęła oczy, aby się uspokoić. Ślady na jej skórze zniknęły i gdy splotła na powrót ręce, otworzyła znów normalne oczy. - Większość dżinów straciła nadzieję na wyrwanie się z klatek. Tkwimy w innym wymiarze już tysiące lat i nawet tam nie mamy pełnej swobody. Nic dziwnego, że innym przestało zależeć na tej pokręconej rywalizacji - dodała ze smutkiem i zaczęła wpatrywać się przez okno w piękne, nocne niebo.
Nastała chwila ciszy.
Kajm nie był wstanie spojrzeć na Asmoday. Rozumiał doskonale o czym mówiła.
Laila z przerażeniem wpatrywała się przed siebie. To prawda, w ogóle nie pomyślała o tym, co mogą czuć przybysze, ale teraz jak wiedziała, była zszokowana prawdą.
Kobieta przerwała minutę milczenia, a blondynka zaczęła słuchać na nowo.
- Chyba tylko ty jeden w pełni masz wiarę, że kiedyś odzyskamy naszą wolność - rzekła cicho z wielkim bólem.
- To dlaczego tu jesteś? - zapytał smutno czerwonowłosy. - Dlaczego inni też tu są i nie strasząc śmiercią, służą swoim przywoływaczom?
- Bo chcemy jak najdłużej być na tym świecie i patrzeć na otaczające kolory oraz wbrew pozorom piękno! - powiedziała stanowczo, odwracając zapłakane oczy ku rozmówcy. Ten dosyrzegł w nich cierpienie oraz determinację.
Asmoday patrzyła tak przez chwilę w pomarańczowe tęczówki, po czym za pomocą niebieskiego obłoku zniknęła.
Kajm siedział przy stole bezradny. Słowa jego towarzyszki bardzo go dotknęły.
- Mylisz się... Nawet ja potrafię stracić nadzieję - wyszeptał smutno, po czym także rozpłynął się w powietrzu.
Laila stała w bezruchu jeszcze trochę czasu. Ją także poruszyły słowa kobiety. Gdy była już pewna, że nikogo nie ma w kuchni, wróciła bez sałowa do łóżka.
Nad tym, co usłyszała, myślała całą noc. Poczuła się wyrwana ze swojego idealnego świata i chciała pomóc tym istotom, czuła że to jej obowiązek. Ponad to miała swoje marzenie, które bardzo chciała spełnić. Całe życie będąc sama z bratem, bez przyjaciół i kochających rodziców, pragnęła jednego bardziej niż czegokolwiek. Wiedziała, że Arek będzie kompletnie przeciwny tej rywalizacji, ponieważ zawsze stawiał bezpieczeństwo jej i swoje na pierwszym miejscu, ale ona wiedziała czego chce i pragnęła z głębi serca.
Gdy słońce zwiastowało nowy dzień, a wraz z nim siedemnaste urodziny, Laila postanowiła, że jest gotowa zaryzykować własne życie i wziąć udział w grze o pierścień Salomona.

Jeszcze raz przepraszam ;_; i juz się zabieram do pisania, bo trzeba się ogarnąć w końcu X'D A co do tego na górze to może będę kontynuować, ale jak skończę to opowiadanie i proszę o wsparcie w konkursie! Z góry dziękuję <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz